title fulltext
A FEW DAYS
1.




Ref.:




2.




3.




4.




5.




Ref.:









O Panie, czemu w ziemi tkwię,
Hej raz, hej raz,
I macham szuflą cały dzień?
Hej, na morze czas.

   Mogę kopać tu dalej,
   Few days, few days,
   Mogę kopać przez dni parę,
   Ale wracać chcę.

Tam każdy takie bajdy plótł,
Nie raz, nie raz,
Przekroczysz Jukon, złota w bród,
Hej, na morze czas.

Wykopię jeszcze parę dziur,
Hej raz, hej raz,
Wyciągnę płonnej skały wór,
Hej, na morze czas.

Za żonę tu łopatę mam,
Już dość, już dość,
A zysk, że jej używam sam,
Hej, na morze czas.

O Panie, nie jest to Twój raj,
O nie, o nie,
Nadzieję innym głupcom daj,
Ja na morze chcę.

   Chociaż już mi wystarczy,
   Few days, few days,
   Dam Ci jeszcze jedną szansę,
   Potem wrócić chcę.

   Mogę kochać się dalej,
   Few days, few days,
   Mogę kochać przez dni parę,
   Ale wracać chcę.









































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
F C F
F B
F C F
d A7 d

d A7 d
F B
F A7 d
d A7 d
ABORDAŻ
1.








Ref.:








2.








3.








4.








ref...

Na statek zaciągnąłem się,
Gdym dzieckiem jeszcze był,
Żeglować chciałem pośród mórz
Do końca moich dni.
A okręt najpierw piekłem był,
Lecz niebem mi się stał,
Na topie trupią głowę i
Dwa piszczele miał.

   I znów abordaż, znowu, hej,
   Anglików lej po łbie.
   Choć Angol setkę armat ma,
   My nie boimy się.
   Więc szpadą tnij, nie przejmuj się,
   Niech spada łeb po łbie.
   Dalej, hej, a nie obejrzysz się,
   A on będzie już na dnie.

Piratem wkrótce stałem się
I pokochałem to,
Parszywy to był los,
Lecz tam znalazłem zemstę swą.
Bo ojciec mój korsarzem był,
Z angielskich zginął rąk,
Za moją sprawą Angol zły
Piekielnych zazna mąk.

Kolejny Anglik spotkał nas
I był to jego błąd.
Kanonier już wymierzył cel
I szybko tli się lont.
Trafiamy go i tonie już,
Strzaskane maszt i ster.
Rekinów szare ciała wkrąg
Dostaną dziś swój żer.

Niejeden raz, gdy szedłem w bój,
Widziałem śmierci twarz.
Mówiła mi: "Odważnyś jest,
Lecz kiedyś głowę dasz."
Ja mówię: "Ej, nie boję się,
Że życie Tobie dam,
Lecz wpierw ostatni Anglii syn
Do piekieł trafi bram."

   x2
















































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ballada o Jakubie
1.








Ref.:




2.









3.








ref...

A w miasteczku, gdzie domy mają dachy spadziste,
Czas wolno przez małe okna ciekł,
Mieszkał Jakub - jak mówią - spokojne chłopisko,
Niedaleko szumiał morza brzeg.
Ale kiedyś po nocy nieprzespanej do rana
Wziął Jakub węzełek, zamknął drzwi.
Ślady po nim na brzegu długa fala zabrała,
Teraz wiatrem tkane jego dni.

   Pokład pod stopą trzeszczy,
   Maszty połamie sztorm.
   Po co się włóczysz po świecie,
   Kiedy masz własny dom?

A są porty, co mają kolorowe ulice,
Na których wesoły, tłumny gwar.
Chodził Jakub samotnie, dziwiło go wszystko,
Zamiast drzew tam kwitły gaje palm.
Kiedy statek odpływał, to się zmieniał krajobraz,
Za rufą leciały sznury mew.
Długo Jakub przy burcie na falochron spoglądał,
Aż nie zniknął z oczu jego brzeg.
(Aż nie zginął z oczu płaski brzeg).

I posiwiał już Jakub, zieleń oczu spłowiała,
Łaskawie go witał każdy port.
Ale dalej na morze tęsknota go gnała,
Nie pamięta, gdzie jest jego dom.
Na pewno (gdzieś) jeszcze pływa Jakub po morzach,
Zardzewiał w kieszeni jego klucz.
Dzisiaj(Pewnie) drogi do domu odnaleźć nie może,
Zabrał mu ją marynarski trud.

   












|
|bis






















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
A E
D A
A E
D A





D A
E fis cis
D A
E A
BITWA
1.




Ref.:




2.




3.




4.




5.




ref...

Okręt nasz wpłynął w mgłę i fregaty dwie
Popłynęły naszym kursem by nie zgubić się.
Potem szkwał wypchnął nas poza mleczny pas
I nikt wtedy nie przypuszczał, że fregaty śmierć nam niosą.

   Ciepła krew poleje się strugami,
   Wygra ten, kto utrzyma ship.
   W huku dział ktoś przykryje się falami,
   Jak da Bóg, ocalimy bryg.

Nagły huk w uszach grał i już atak trwał,
To fregaty uzbrojone rzędem w setkę dział.
Czarny dym spowił nas, przyszedł śmierci czas,
Krzyk i lament mych kamratów, przerywany ogniem katów.

Pocisk nasz trafił w maszt, usłyszałem trzask,
To sterburtę rozwaliła jedna z naszych salw.
"Żagiel staw" krzyknął ktoś, znów piratów złość,
Bo od rufy nam powiało, a fregatom w mordę wiało.

Z fregat dwóch tylko ta pierwsza w pogoń szła,
Wnet abordaż rozpoczęli, gdy dopadli nas.
Szyper ich dziury dwie zrobił w swoim dnie,
Nie pomogło to psubratom, reszta z rei zwisa za to.

Po dziś dzień tamtą mgłę i fregaty dwie,
Kiedy noc zamyka oczy, widzę w moim śnie.
Tamci, co śpią na dnie, uśmiechają się,
Że ich straszną śmierć pomścili bracia, którzy zwyciężyli.

   

































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e D C a
e D G H
e D C a
e D G H

G D e h
C D e
G D e h
C D e
Pieśń QE
Choroba morska - bułka z masłem!
Staruszek Jacht
Już dawno od morskiej wody burty ściemniały
I żagle niejednym wichrem osmagane,
Staruszek jacht u kresu swoich dni
W przystani cichej o przygodzie śni
Hej! Ruszajmy w rejs
Do portów naszych marzeń!
Jacht gotów jest,
Chodźcie więc żeglarze.

Staruszek jacht duma może o pierwszym sztormie
O rejsach, których nie umie wciąż zapomnieć.
Gdy żagli blask na horyzoncie lśni,
Wypłynąć chciałby jak za dawnych dni.

Hej! Ruszajmy...

Nieważne co się wydarzy, nieważne kiedy,
Zabierzcie w podróż staryszka raz jeszcze jeden
Kto ujrzał przed dziobem morza dal,
Powracać będzie wciąż do tamtych fal.

Hej! Ruszajmy ...

 

G D C D
G D C D
C G C G
D e C D / C G D

G C G
a7 C G
D e
C D G / C D

Paddy West
Jolly Roger
Złoto dla zuchwałych
A ja wiatr
1.




Ref.:




2.




3.




Chciałaś, abym żył przy Tobie,
Bym miał ułożone w głowie.
Chciałaś, abym w ruchach paru
Mógł zarobić sporo szmalu.

   A ja wiatr i słońce,
   I horyzont bez końca.
   A ja wiatr i woda -
   Twoich słów szkoda!

Chciałaś, bym był elegancki,
Punktualny, szarmancki.
Wybierałaś dla mnie buty,
Garnitury i surduty.

Tłumaczyłaś, co jest ważne,
A co śmieszne, niepoważne.
Gdy kończyłaś, to od nowa,
Znowu słowa, słowa, słowa...





















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D h A
D h A
D h A
D h G A

G D A D
G D A D
G D A D
G D A D
Amsterdam
1.









2.









3.









4.









Jest port wielki jak świat, co się zwie Amsterdam,
Marynarze od lat pieśni swe nucą tam.
Jest jak świat wielki port, marynarze w nim śpią,
Jak daleki śpi fiord, zanim świt zbudzi go.

   Jest port wielki jak świat, marynarze w nim mrą,
   Umierają co świt, pijąc piwo i klnąc.
   Jest port wielki jak świat, co się zwie Amsterdam,
   Marynarze od lat nowi rodzą się tam.

Marynarze od lat złażą tam ze swych łajb,
Obrus wielki jak świat czeka ich w każdej z knajp.
Obnażają swe kły skłonne wgryźć się w tę noc,
W tłuste podbrzusza ryb, w spasły księżyc i w los.

   Do łapczywych ich łap wszystko wpada na żer,
   Tłuszcz skapuje kap, kap, z rybich wątrób i serc.
   Potem pijani w sztok w mrok odchodzą gdzieś,
   A z bebechów ich wkrąg płynie czkawka i śmiech.

Jest port wielki jak świat, co się zwie Amsterdam,
Marynarze od lat tańce swe tańczą tam.
Lubią to bez dwóch zdań, lubią to bez zdań dwóch,
Gdy o brzuchy swych pań ocierają swój brzuch.

   Potem buch kogoś w łeb, aż na dwoje mu pękł,
   Bo wybrzydzał się kiep na harmonii mdły jęk.
   Akordeon też już wydał ostatni dech,
   I znów obrus i tłuszcz, i znów czkawka i śmiech.

Jest port wielki jak świat, co się zwie Amsterdam,
Marynarze od lat zdrowie pań piją tam.
Pań tych zdrowie co noc piją w grudzień, czy w maj,
Które za złota trzos otwierają im raj.

   A gin, wódka i grog, a grog, wódka i gin
   Rozpalają im wzrok, skrzydeł przydają im.
   Żeby na skrzydłach tych mogli wzlecieć, hen, tam,
   Skąd się smarka na świat i na port Amsterdam.









































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e h
C H7
e h
a H7 e

G D
e H7
C h
a H7 e
Amsterdam (Kubański Szlak)
0.




Ref.:

1.


Ref.:


2.

 


Ref:  


3.


4.




 Ref:


5.


Ref.:




Przeklęty niech będzie ten kubański szlak,
- Bo szkorbut, bo szczury, bo smród!
Czy starczy mi życia by poznać ten świat,
- Gdzie forsy, gdzie forsy jest w bród?

   Do Amsterdamu zawinąć choć raz...

Jak szczyna parszywa, parszywy mam rum
I w kółko z nim pływam, pić nie chcą go tam.

   Do Amsterdamu zawinąć choć raz,
   Resztę... załatwi czas!

A dziwki nie miałem już chyba od świąt!,
- Bo szkorbut, bo szczury, bo smród!
Bo tu się zaczyna, tam kończy Golfstrom.
- Gdzie forsy, gdzie forsy jest w bród?

   Do Amsterdamu zawinąć choć raz,
   Resztę... załatwi czas!

Złe oczy dokoła i tłum wkoło zły,
Tam czyste diamenty się błyszczą jak łzy.

Spód w łajbie wyrąbię i puszczę na dno,
- Bo szkorbut, bo szczury, bo smród!
I gdzie zamustruję, zapyta mnie kto?
- Gdzie forsy, gdzie forsy jest w bród?

   Do Amsterdamu zawinąć choć raz,
   Resztę... załatwi czas!

Przeklęty niech będzie ten kubański szlak!
Czy starczy nam życia by poznać ten świat?

   Do Amsterdamu zawinąć choć raz,
   Resztę załatwi czas.
   Resztę załatwi czas.
   Resztę załatwi - Czas!

 










a e
F G a
a e
F G C

d G7 e a
d e a






h fis
G A h
h fis
G A D

e A7 fis h
e fis h




cis gis
A H cis
cis gis
A H E

fis H7 gis cis
fis gis cis 
Baba ze stali
1.





Ref.:





2.





3.





4.





5.




Zakochał się John w pięknej Sally
Łej hej, w babie ze stali
Spał z nią nawet wtedy, gdy inni się bali
Potem popłynął w rejs.


   Łej hej opowiem wam o Sally
   Łej hej o babie ze stali
   Opowiem wam dziś, jak ona się...
   Tylko piwa dajcie mi!


Żadna się równać nie może z Sally
Łej hej z babą ze stali
Gdy strzelisz w pysk, każda jedna się żali
Tylko Sally jeszcze chce.


Na morzu John, na lądzie Sally
Łej hej, baba ze stali
Wróciłby może, lecz się nie pali
Sally radę sobie da


Lecz nie mógł John zapomnieć o Sally
łej hej, o babie ze stali
Płynęli, czy też na kei stali
Widział jej potężną pierś


I wreszcie wrócił John do Sally
Łej hej, do baby ze stali
I dostał kopniaka, aż drzwi rozwalił
Za próg nie wpuściła go.




































E
H7
E
H7 E
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Bałtyk Shanta
1.




Ref.:




2.


3.


4.


5.


6.


Pewnie Stary nie dasz wiary,
- Wybieraj go!
Jak pod Gdynią sztorm przywalił.
- Wybieraj go!

   A-way, uwierz Stary,
   - Wybieraj go!
   Bałtyk szalał wtedy cały.
   - Wybieraj go!

Coś Ci Stary powiem - słuchaj,
Mokro w gaciach, gdy tak dmucha.

Pewnie Stary śmiać się będziesz,
Śmierć się kryła chyba wszędzie.

Uwierz Stary, bo tak było,
Ster urwało, towar zmyło.

Żagle, Stary, nam zerwało,
Ledwo żeśmy wyszli cało.

Pewnie Stary nie dasz wiary,
Panny w porcie nas czekały.


























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
d a
C d
D
C d

d a d
C d
D
C d
Biała sukienka
1.




Ref.:









2.




3.




ref...

Czasami, gdy mam chandrę i jestem sam,
Kieruję wzrok za okno, wysoko tam,
Gdzie nad dachami domów i w noc, i dniem,
Nadpływa kołysząca, ...marzeniem, ...snem.

   I ona taka w tej białej sukience,
   Jak piękny ptak, który zapiera w piersi dech.
   Chwyciłem mocno jej obie ręce
   Oczarowany, zasłuchany w słodki śmiech.

   I cała w żaglach, jak w białej sukience,
   Jak piękny ptak, który zapiera w piersi dech.
   Chwyciłem mocno ster w obie ręce
   I żeglowałem zasłuchany w fali śpiew.

Wspomnienia przemijają, a w sercu żal,
Wciąż w łajbę się przemienia dziewczęcy czar.
Jeżeli mi nie wierzysz, to gnaj co tchu,
Tam z kei możesz ujrzeć coś z mego snu.

Nie wiem, czy jeszcze kiedyś zobaczę ją,
Czy tylko w moich myślach jej oczy lśnią?
Gdy pochylona, ostro do wiatru szła...
Znowu się przeplatają obrazy dwa:

   




























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a e F C
a e F G C
E a G7 D
a e F G C

C G
C F C
G C F
C a D7 G

C G
C F C
G C F
C G C
Branka
1.




2.




3.




4.




5.





6.




7.




Gdzieś od rzeki w dół, tam gdzie London Street,
Psów królewskich zwarty oddział szedł.
Dla króla trzeba znów świeżej krwi
Marynarzy floty wojennej.

A że byłem wtedy dość silny chłop,
To ogary wnet wpadły na mój trop.
W kajdanach za próg wywlekli mnie
Marynarze floty wojennej.

Na początek wziąłem trzysta plag,
Bom dochodzić chciał swoich słusznych praw.
Dowódca tu Twoim królem jest
Marynarzu floty wojennej!

Tylko Bóg policzy, ile skarg
Usłyszały te ambrazury dział,
Jak wiele w pokład tu wsiąkło łez
Marynarzy floty wojennej.

Bat bosmana wciąż plecy zgięte tnie,
Gdy przy linach wraz mozolimy się.
Dla chwały twej słodki kraju mój -
Marynarze floty wojennej.
(My - żołnierze floty wojennej.)

Jak o prawa upominać się
Na gretingu nauczyli mnie.
Niejeden krwią wtedy spłynął grzbiet
Marynarzy floty wojennej.

Gdy łapaczy szyk formuje się,
W pierwszym rzędzie możesz ujrzeć mnie.
Kto stanie na mojej drodze dziś -
Łup stanowi floty wojennej!





































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Bristol Town










Ref.:










Na morzu ciągła praca od niej nie ma gdzie zwiać
Czy to szkuner czy to bark czy płyniesz gdzieś na trał
Nocna wachta plecy zgięte dłonie zdarte
Pot się leje i cholernie sucho w gardle

Na morzu upał tchu brakuje piecze oczy słońca żar
Szczypią usta wysuszone Bóg nam siłę da
Rumu łyk nie zaszkodzi gdy wchodzisz da deck
Inni teraz śpią w hamakach ty wyspałeś się

   Lecz mimo to by zejść na ląd za łeb trzymają mnie
   Tam podły rum i dziwek tłum co chcą oskubać mnie
   Na morzu hen i w noc i w dzień te słowa dobrze znam
   Robotę masz i radę dasz więc płyń do Bristol Town

Pod pokładem smród stęchlizna rzygać aż się chce
Ciągle skrzypi stara stewa ledwo trzyma się
Ale płynąć przecież trzeba nie wysiądę tu
Bo do Bristol wielkie fale pruje ostry dziób

Ref





















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
d a F C
a F a
d a F C
a d a F a






d B d C d
a e F C d
d B d C d
a e F C d
Brzegi Nowej Szkocji
Ref.:




1.




2.




3.




   Żegnaj Nowa Szkocjo, niech fale biją w brzeg,
   Tajemnicze twe góry wznoszą szczyty swe.
   Kiedy będę daleko, hen na oceanie złym,
   Czy was kiedyś jeszcze ujrzę, czy zostaną mi sny?

Słońce już zachodzi, a ptaki skryły się,
W liściach drzew znalazły schronienie swe.
Mam wrażenie, że przyroda już zamarła w cichym śnie,
Lecz nie dla mnie wolne chwile, praca czeka mnie.

Kiedy me najskrytsze marzenia ziszczą się,
Marzę, by do przyjaciół swych przyłączyć się.
Wkrótce już opuszczę te rodzinne strony me,
A więc żegnaj ma dziewczyno i wyczekuj mnie.

Ktoś uderzył w bębny i z domu wyrwał mnie -
To kapitan nas woła, więc stawiłem się.
Żegnajcie kochani, wypływamy w długi rejs,
Powrócimy do swych rodzin, znów spotkamy się.





















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
G h
C e
G D
e D e D

G h
C e
G D
e D e D
Bum Cyk Cyk
Ref.:




1.




2.




3.














   Bum cyk-cyk i rata-rata,
   Nie ma to jak los pirata,
   Kto na drodze raz mu stanie,
   Z tego kasza na śniadanie.

Kiedy pirat się obudzi,
Myje zęby, rączki, buzię,
Z mlekiem pije szybko kawę
I wyrusza na wyprawę.

Na wyprawie tysiąc zdarzeń,
Sztormy, bitwy, abordaże,
Salwy z armat, pojedynki,
Wory złota i łupów skrzynki.

Wtem przygoda pryska sama,
Gdy nad morzem staje mama,
Piratowi palcem grozi:
"Znów łazienka cała w wodzie!"
---
Bum cyk-cyk i dynga-dynga, by Z.Zajko
Nie ma to, jak los Wikinga,
Nie zna lepszej on zabawy,
Od zbójeckiej swej wyprawy.

Bum cyk-cyk i dynga-dynga,
Ostra jest Wikinga klinga,
Ostre ma na hełmie rogi,
Więc uciekaj z jego drogi!

|
|
|
|bis


























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C F G
C G C



C F G
C F C
d
G
Burza


























Wybierz liny z całych sił
CZARNE NIEBO JUŻ NAD NAMI
Już się ręce rwą do lin
WRESZCIE WANTY ZAŚPIEWAŁY
Gdy nad nami chmury gnają
Zaraz w linach nam zagrają

I UDERZYŁ WIELKI SZKWAŁ
CZARNE NIEBO JUŻ NAD NAMI
BIAŁEJ PIANY NABRAŁ JACHT
WRESZCIE WANTY ZAŚPIEWAŁY

Złap za reling trzymaj się
Popłyniemy byle gdzie
Wicher ciska wielkie fale
Ścina z ich wierzchołków pianę

Niczym góra wielka grzywa
W morza toń nam żagiel zmywa
Gdy za nami chmury gnają
W takielunku niech zagrają

I uderzył wielki szkwał
Czarne niebo na nas zwalił
Wody nabrał stary jacht
Do snu fale nam zagrały


























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a
C e
a
F G a



a
e G
a G F e
F G a
a G F e F G a

Chwyć za handszpak
1.




Ref.:




2.


3.


4.


5.


6.


7.


8.


Teraz możemy gnać nawet na Horn;
- Way-hey, razem go!
Ubrania i buty w lombardzie są.
- Razem chłopaki! Razem pchajmy go!

   Chwyć za handszpak i pchaj go,
   Way-hey, razem go!
   Kotwica na dek, cumy zdjęte są.
   Razem chłopaki! Razem pchajmy go!

Liverpool został za rufą nam,
Wesołe panienki żegnały nas tam.

O, żegnaj Sally i żegnaj Sue,
Na pewno kiedyś wrócimy tu znów.

I do kabestanu, i równo pchać,
Z Nord-Westu zaczyna nam nieźle wiać.
   
I jeszcze pięćdziesiąt razy, hej!
Niedługo w zatoce znajdziemy się.

Hej, żwawiej się ruszać i mocniej pchać!
Łapy z kieszeni, nie ma czego się bać.

I ech, łapserdaki! Pchać ile sił!
Jak mocniej pokręcisz, to rdza zejdzie w mig.
   
Jeszcze wam bosman nieźle da w kość;
Ostatnia runda i będzie dooo...ść!








<dawaj!>










<razem!>








<obłóż!>



 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a G a
a G a
C G
a e a
Chłopcy z Botany Bay
1.




2.




3.




4.




5.




6.




7.




8.




Już nad Hornem zapada noc,
Wiatr na żaglach położył się,
A tam jeszcze korsarze na Botany Bay
Upychają zdobycze swe.

Jolly Roger na maszcie już śpi,
Jutro przyjdzie z Hiszpanem się bić,
A korsarze znużeni na Botany Bay
Za zwycięstwo dziś będą swe pić.

Śniady Clark puchar wznosi do ust:
"Bracia, toast: Niech idzie na dno!"
Tylko Johny nie pije, bo kilka mil stąd
Otuliło złe morze go.

Nie podnosi kielicha do ust,
Zawsze on tu najgłośniej się śmiał.
Mistrz fechtunku z Florencji ugodził go,
Już nie będzie za szoty się brał.

W starym porcie zapłacze Margot,
Jej kochany nie wróci już.
Za dezercję do panny na kei w Brisbane
Oddać musiał swą głowę pod nóż.

Tak niewielu zostało dziś ich,
Resztę zabrał Neptun pod dach.
Choć na ustach wciąż uśmiech, to w sercach lód,
W kuflu miesza się rum i strach.

To ostatni chyba już rejs,
Cios sztyletem lub kula w pierś.
Bóg na szkuner w niebiosach zabierze ich,
Wszystkich chłopców z Botany Bay.

Już nad Hornem zapada noc,
Wiatr na żaglach położył się,
A tam jeszcze korsarze na Botany Bay
Upychają zdobycze swe.



|
|bis (i następne)




































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a G a
a G a
d G C a
a G a
Chłopcy do rej








Ref.:

































A bosman dał nam cynk
Wiać będzie fordewind
Rozbuja białe żagle wyposzczone
Do lądu setki mil
W powietrzu ciągle sztil
Gdzie wiatr gdzie ten wiatr
Co bosman go obiecał

   Hura hura gdy wiatr nas gna
   Hurej hurej co raz bliżej
   Hura hura chłopcy na maszt
   Hurej hurej chłopcy do rej
   Hej chłopcy do rej

A pierwszy krzyknął hej
Chłopaki grzać do rej
Już buja białe źagle rozpuszczone
Po wodzie sunie szkwał
I szarpie szczyty fal
To raj to jest raj
Co bosman go obiecał

Ref

Wtem bosman krzyknął won
Na reje idzie sztorm
Rozpruje białe żagle wyposzczone
I znów na górę żwawo
Tam dmucha lewo prawo
Nie tak to nie tak bosman obiecywał

Ref

Ktoś w górze krzyknął w dal
Ech ten cholerny fach
I strach czy zobaczę jeszcze żonę
Ucichła pracy pieśń
Już pora na dół zejść
Czy spadł czy ktoś spadł
Na koniec swego życia

Ref










































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
g F g
F g
B g F g
g F g
F g
d


F g
F g
F g
F g
B F g
Ciągnij go Joe (Czarna chmura)
1.




2.


3.


4.


5.


6.


7.


8.


9.


Hej, Stary, spójrz - ta czarna chmura rośnie w dali.
- Hey, haul-away, ciągnij go Joe!
Czy widzisz ją, ta czarna chmura na nas wali.
- Hey, haul-away, ciągnij go Joe!

A kiedy byłem mały brzdąc, wuj brał mnie na kolana,
I płacząc rzewnie whisky pił, pił ze mną aż do rana.

"Posłuchaj synu" - mówił mi - "byś kiedyś nie żałował:
Wujowi twemu, straszna rzecz, odpadło, bo (go) nie używał."

By nie powtórzyć błędu, wcześnie się wziąłem za kobiety,
Poznałem pierwszy miodu smak z dziewczyną z London City.

A potem była spanish girl, była gruba i leniwa,
Ukradła całą forsę i uciekła, głupia dziwa!

Jankeska jedna rzekła mi: "Chodź ze mną, nie bądź głupi!"
Przez dwa tygodnie, mówię wam, oglądała tylko sufit.

I tak to szło, a teraz w Gdyni Lolę mam;
Lola to skra, to łza, to cudo, mówię wam.

I nózia, buzia, rąsia, włos, i biuścik, i to, co lubię...
Eeeech...! No ciągaj go, ciągaj go, Brachu, bo jak lubię to podłubię!

Czarna, czy biała, czy kolorowa,
Lolę, tę Lolę, mą Lolę bierz, bo Lola dziewucha zdrowa.






























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a e d e
a G E7 a
a e d e
a G E7 a






(szybciej)








(wolniej)


(szybciej)
Corner Sally
1.


Ref.:




2.


3.


4.


5.


6.


Dziewczyny w portach zwrotne są,
A najzwrotniejsza Corner Sally.

   Hej, haul away,
   Pociągnij fał na pięknej Rossie.
   Hej, haul away,
   No hauluj, hauluj, hauluj go!

Wybieraj teraz kliwra lik
Dla dziewczyn z portu Roggle Hally.

W Bristolu żyła jedna mała,
Która zgrabną rufkę miała.

Gdy halsowała przez ulice,
Wiatr podwiewał jej spódnicę.

Ja kurs tuż obok niej wybrałem,
Biust jak bryfok podziwiałem.

Hej, pociągnijmy dla niej ładnie,
Kiedy w nasze ręce wpadnie.
























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C
C G

C F C
C G
C F C
C F C
Czarna rafa
Ref.:




1.




2.




3.








4.




5.




   Hej do żagli chłopcy wraz
   Hej tam ster lewo na burt
   Widmo śmierci bliskie było
   Lecz łaskawy był nam Bóg

Kiedy szliśmy do Australii
Była ciemna głucha noc
Krzyż południa znaczył drogę
Nagle ciszę przeszył głos

Tam na kursie coś się czerni
Sterczą z morza ostre kły
Stary pobladł gdy to ujrzał
Lecz nie stracił zimnej krwi

Każdy sprężał się jak mógł
I choć handszpag spływał krwią
Nikt z nas siły nie żałował
Okręt wolno robił zwrot
Jeszcze tylko kilka chwil
Jeszcze tylko rumby trzy
Jak od rufy nie powieje
Ominiemy rafy kły

Okręt wrócił na swój kurs
Rafy cień za rufą znikł
Wszyscy chłopcy legli w kojach
Ale zasnąć nie mógł nikt

Dzisiaj grozę tamtych chwil
Czasem widzę w moim śnie
I dziękuję za to Panu
Że nie zległem gdzieś na dnie



































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
eDe
eDe
GD
CH7e

eDe
eDe
GD
CH7e


Czarnobrody kapitan
1.









Ref.:




2.









3.









ref...

Czarnobrody nasz Kapitan był,
A zwał się Edward Teach.
W 16-tym roku do nas przyszedł, by
Z diabłem i z nami pić.

Potężna postać, dziki wzrok,
Hiszpanom śmiał się w twarz,
Rabował statki. Nim minął rok,
Dziesiąty pryz był już nasz.

   Bo Kapitan nasz szalony był,
   Mówiono, że z diabłem ma pakt.
   Gdy w warkocz zaplatał brodę swą,
   Drżał przed nim cały świat.

Zapragnął zrobić na statku piekło,
Pod pokład spędził nas.
W trującym dymie prochu i siarki
Wytrzymał najdłużej z nas.

Na Karaibach z nami był
Marynarz - nie znał go nikt.
Nie gadał z nami, ze Starym pił,
Mówiono, że to sam Zły.

Spotswood ogłosił nagrodę za nasz bryg,
Złoto za naszą śmierć.
Więc żywy dziś nie wyjdzie nikt,
Kto Teacha pragnął mieć.

Zadano mu dwadzieścia ran,
Na pokład ciężko padł.
Dziś odwróconą losu kartą
W piekle z Czartami gra.

   











|
|
|
|bis























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a G a lub d C d
F G a B C d
Czerwony nos
1.




Ref.:




2.




3.




4.




ref...

Ta historia, co wam powiem, jest całkiem prawdziwa,
A dotyczy jegomościa, który ze mną pływał.
Facet nawet był do rzeczy, lecz miał małą wadę:
Nochal taki jak pomidor, chociaż lico blade.

   Wszyscy tak ubolewali,
   Że go kopnął los,
   A on po prostu od gorzały
   Miał czerwony nos!

Pewnej nocy o burtowych światłach dyskutował,
Że o mało jakiś rybol nas nie staranował,
A kapitan, człek wesoły, przy nim się nie ziewa,
Od tej pory stać mu kazał tam, gdzie burta lewa.

Pięć lat później spotkałem go na przedmieściu Gdyni,
Gdzie przy piwku młodej damie propozycje czynił.
Gapiłem się zadziwiony, aż mnie wzięła czkawka,
Bo malutki nosek miała, taki jak truskawka.

Mając wzgląd na barwy twarzy, chłop miał wielkie wzięcie
Przy państwowych różnych zlotach, albo ważnym święcie.
Gdy rocznice nastawały, lub też Pierwszy Maja,
On się zawsze kręcił z przodu... chyba tak dla jaja!

   






|
|
|
|bis


















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D A G A D
D A G A D
D A G A D
D A G A D

D Fis7
h A
D G
D A D
Cztery piwka
1.








Ref.:




2.








3.








4.








5.








Ref.:









Ze Świnoujścia do Walvis Bay
Droga nie była krótka,
A po dwóch dobach, albo mniej,
Już się skończyła wódka.
"Do brydża!" - krzyknął Siwy Flak
I z miejsca rzekł - "Dwa piki",
A ochmistrz w "telewizor" wlał
Nie byle jakie siki.

   Cztery piwka na stół, w popielniczkę pet,
   Jakąś Damę roześmianą Król przytuli wnet.
   Gdzieś między palcami sennie płynie czas.
   "...czwarta ręka, Króla bije As..."

A w karcie tylko jeden As
I nic poza tym nie ma,
Ale nie powiem przecie - "Pas",
Może zagrają szlema?
"Kontra" - mu rzekłem, taki bluff,
By nieco spuścił z tonu,
A Fred mu na to - "Cztery trefl!"
Przywalił bez pardonu.

A "mój" w dwa palce obtarł nos,
To znaczy: nie ma nic...
I wtedy Flak, podnosząc głos,
Powiedział - "Cztery pik!"
I kiedy jeszcze cztery Króle
Pokazał mu jak trza,
To Fred, z renonsem - "Siedem pik" -
Powiedział - "Niech gra Flak!"

A ja mu - "Kontra", on mi - "Re",
Ja czuję pełen luz,
Bo widzę w moich kartach, że
Jest atutowy tuz.
Więc strzelam! Kiedy karty Fred
Wyłożył mu na blat,
To każdy mógł zobaczyć, jak
Siwego Flaka trafia szlag.

Już nie pamiętam, ile dni
W miesiące złożył czas,
Morszczuki dosyć dobrze szły
I grało się nie raz,
Lecz nigdy więcej Siwy Flak,
Klnę na jumprowe wszy,
Choćbyś go prosił tak, czy siak,
Nie zasiadł już do gry!

   W popielniczkę pet, cztery piwka na stół,
   Już tej Damy roześmianej nie przytuli Król.
   Gdzieś nam się zapodział atutowy As,
   Tego Szlema z nami wygrał czas.

   Cztery piwka na stół, w popielniczkę pet,
   Jakąś Damę rozebraną Król przeleci wnet,
   Gdzieś między palcami sennie płynie czas.
   "...czwarta ręka, Króla bije As..."





























































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a
a
a
a
a
a
a
E7 a

A D
E7 A
A7 D
E7 a
Czy mi będzie dobrze
1.


Ref.:


2.


3.


4.


Ref.:


Kiedy zobaczyłem żagli śnieżną biel,
Wtedy już wiedziałem, jaki jest mój cel.

   Czy mi będzie dobrze, czy mi będzie źle,
   To na oceanie życie spędzę swe.

Nieraz walczyliśmy, nieraz wicher dął,
Żagle traciliśmy, każdy w gacie rżnął.

A gdy główki portu przygarniają nas,
To wiem, że wypłynę za niedługi czas.

Jeśli moim śladem pójdzie z was tu ktoś,
To gdy mnie spotkacie, to postawcie coś.

   Czy mi będzie dobrze, czy mi będzie źle,
   Razem wypijemy, zabawimy się.




|
|bis










|
|bis

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D A
A D

D G G D
D A A D
Córka rybaka
1.








Ref.:




2.








ref...

Gdy księżyc świecił na niebie do Ciebie,
Poczułem miłość, co przyszła jak wiatr,
Me serce było w gorącej potrzebie,
Córką rybaka Ty byłaś, ja góral z Tatr.
Jelenie gdzieś nad jeziorem sennie ryczały,
Ryby w jeziorze już dawno poszły spać,
Rzekłaś wtedy do mnie - "Mój Mały,
Cóż Ci mogę w tę parną, mazurską noc dać?"

   Córko rybaka, Mazura z Mazur,
   Popatrz jaki na jeziorze wody glazur,
   Daj mi swe usta, weź mnie w ramiona,
   Niech się przekonam, ile słodyczy jest w słowie Ilona.

Lato minęło, lecz uczucie ogniem płonie,
Choć odległość dziś tak wielka dzieli nas,
Ciągle czuję na mym ciele Twoje dwie dłonie,
W uszach moich szumi woda, szemrze las.
Zakopane całe śniegiem zasypane,
A Ty piszesz: Na jeziorze gruba kra.
Przesyłasz całuski i dwie rybie łuski.
Zima minie, lato złączy serca dwa.

   


























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C G C
G
G
C G
C G C
F
C
F G C

C G
C
F C
F G C
Co się zdarzyło
1.




Ref.:


2.


3.


4.


5.


6.


7.


8.


Ref.:


Co się zdarzyło jeden raz,
Nie uwierzycie mi,
Gdym wdepnął sobie w piękny czas
W New-Yorską Chatham Street.

   Ciągnij pomalutku, aż do skutku,
   Jak te New York girls, co nie tańczą polki!

Dziewuszka grzeczna vis-a-vis obrała kurs na wprost:
"Tuż-tuż na Bleeker mieszkam Street." - Więc się zabrałem z nią.

"Kielicha" - rzekła - "znajdziesz tam, przekąskę, to i sio."
Mamusia nas witała w drzwiach, siostrzyczek cały rząd.

Do wierzchu nalewano w szkło i pito aż po dno,
Aż zaczął kręcić się, jak bąk, mój globus w miejscu, o!

Przyjaciółeczkę wzrusza, bo ja przypominam jej
Braciszka, co w Szanghaju jest za nie wiadomo co.

Przejrzałem nagle, oczy trąc - Królową Boże chroń!
Ten goły facet w łóżku jest bez wątpliwości mną!

Pustynną iście zionie w krąg golizną każdy kąt,
A bez bielizny, forsy ktoś jest bez wątpienia mną.

To, w czym do portu szedłem, dość wytworną miało woń:
Po mączce rybnej wór, ahoj! Jak ulał na Cape Horn!

   Wszystko pomalutku, ciągnie się do skutku,
   Jak te New York Girls, co nie tańczą... break dance!

































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D G
A7 D
G A7
D

D G A7 D
G A7 D
Dalej w morze
Ref.:


1.






2.






3.






   Dalej, w morze wyruszamy,
   Nie szczędź sił, dzisiaj jest nasz dzień.

Morze chyba wściekło się,
Fala prosto wali w nas,
W oczy spogląda rychła śmierć.
Stary trzyma w ręku ster,
Wiatr na burtę kładzie nas,
Boże, w opiece Ty nas miej.

Dalej, wszyscy wiosła w ruch!
Jeszcze tylko kabel, dwa,
Stary waleń nie umknie nam.
Już harpunnik zajął dziób,
Ostry grot powietrze tnie,
Celny cios i pewny łup.

Będzie tran, to forsa też
Będzie miło brzęczeć nam,
Tak blisko nagroda jest.
Morze chyba wściekło się,
Fala prosto wali w nas,
W oczy spogląda rychła śmierć.

























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
d C F g
g d a d

d C
F g
d A d
Dandy
1.


Ref.:


2.


3.


4.


Kolejny dzień i Pacyfik skrzydłami ścielił się mew,
kołysał łajbą na boki żeglarzy gromki śpiew.

   To Dandy, to Dandy, od dziobu aż po zad,
   Do przodu gnała, choć prądy wciąż pchały ją na kolce raf.

Tu rejsu długie godziny i bosman łoi nas wciąż.
Do przodu ciągle pędzimy, choć łańcuch leci nam z rąk.

Tak płynie życie na morzu, niepewny żeglarza jest los,
to słońce a zaraz potem ze śmiercią się mija o włos.

A kiedy do domu wrócimy, choć minie przygoda zła,
z rodziną tydzień spędzimy i znowu na morze nas gna.
















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Denis Land
1.




2.




3.




4.




5.




6.




Słuchajcie mnie żeglarze, co dziś opowiem wam,
O dzielnym marynarzu, co zwał się Denis Land.
Czterdzieści lat na morzu, za sterem ciągle stał
Na rozwścieczonym statku, co zwał się "Calabar".

O! Calabar był piekłem dla wszystkich, których znam.
Dla Landa był więzieniem przez tyle długich lat.
Codziennie na kolanach przeklęty pokład darł,
Na maszty i na reje, na każdy gwizdek gnał.

Nie było w domu miejsca, by mógł z rodziną być,
Lecz kochał zawsze matkę swą, co pozwoliła mu żyć.
Pewnego ranka ojciec za rękę powiódł go,
Pod wieczór już w załodze swój pierwszy przeżył sztorm.

Zobaczył, jakie życie prowadził każdy z nich,
Zobaczył po raz pierwszy, co chłosty znaczy bicz,
Zobaczył, jak krwią spływa na gretingu bity grzbiet,
Sam twardy był jak kamień, niczego nie bał się.

Po kilku latach zmagań marynarz z niego był,
Ogromne to chłopisko, lecz serce w piersi krył.
Do wzgórz starej Irlandii, do swych rodzinnych wysp
Wciąż tęsknił, lecz do śmierci nie ujrzał żadnej z nich.

A dziś, kiedy już w Hilo, czy gdzieś w Fiddler's Green,
Wśród wzgórz starej Irlandii odnalazł swoje sny,
Odnalazł swoich braci i swój rodzinny dom,
I nikt go nie wypędzi już nigdy więcej stąd.































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
A G A
A G A
A G A
A G A
Digi, digi
1.




Ref.:









2.




3.




4.




5.




ref...

Na zabawie z piękną Meg
Przetańczyłem cały dzień,
Wziąłem wszystko, jakem chciał,
Więcej digi bym jej dał.

   Digi digi rano, digi digi w noc,
   Przytul się do serca, daj mi swoją moc.
   Spełnij trzy życzenia, złota rybko ma,
   Później tylko digi do białego dnia.

   Digi digi rano, digi digi w noc,
   Wszyscy chcemy digi, taki to nasz los.
   Choć nie mamy siły, każdy chce to mieć,
   Więc myślimy digi przez calutki dzień.

Dzień następny przyniósł wiatr,
Gnałem do niej jak zły hart.
Zaprosiłem ją na bal,
Nowe digi będę miał.

Trzeci ranek zbudził mnie,
W łóżku mojej ślicznej Meg,
Potem whisky jak co dnia,
A wieczorem znów na bal.

Po miesiącu pięknych dni,
Zbrakło forsy, zbrakło sił,
Nowy rejs już zacząć mam,
Nowej pannie digi dam.

W nowym porcie szwendam się,
Myślę, jak przytulasz mnie,
Gdy masz w oczach ten swój błysk,
Daj mi tylko digi łyk.

   x2






































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Do Neptuna
Jeszcze księżyc na dobre nie poszedł spać, uśmiech gwiazd nie zniknął z nieba
A ciągle snują się po morzu cienie.
Tych, co przed laty w morze wyszli, by pracą złożyć hołd
Tafli, na której z uśmiechem odbity obraz zmęczonych rąk

Widać jak krople potu lekko na fali drżą
Wytchnienia szukając w tańcu z wiatrem, co w żagle duszę tchnął
Zmęczone powieki portów wspomnienie zabierze tam
Gdzie syren śpiew kołysze do białego dnia.

   Neptunie, przytul do snu tych, co na zawsze będą pływać już
   Ukołysz w rytmie fal bijących o stromy brzeg
   A pod poduszkę włóż spokój wędrujących dusz
   Niech czują dzisiaj co ja, by jutro znów płynąć w dal.

Zapisane wśród obłoków, co korabiem płyną w dal
Są sekrety, które wiatr osłania, zakochany w szumie fal
Morski prąd je lekko nosi, z nowych dni układa rym
W inwokacji wznosi modły, by nie zginął dzisiaj nikt

Prawdy z głębin oceanów pozostaną gdzieś na dnie
Morskich wód spienionych fale niech przypominają, że
Tajemnice śpią we wrakach, choć czasami budzą się
Snując się po morskich szlakach nucą cicho pieśń.
























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
A A7+
A7 D7+
D A fis
h E






A fis cis D
A fis h /E/
A fis cis D
A fis h E A
Dwudziesty czwarty lutego (Bijatyka)
1.




Ref.:







2.




3.




4.




ref...

To dwudziesty czwarty był lutego,
Poranna zrzedła mgła,
Wyszło z niej siedem uzbrojonych kryp,
Turecki niosły znak.

   No i...
   Znów bijatyka, no i...
   Znów bijatyka, no i...
   Bijatyka cały dzień, <dzień! dzień!>
   I porąbany dzień, i porąbany łeb,
   Razem bracia, aż po zmierzch!
   Hej!

Już pierwszy skrada się do burt,
A zwie się "Goździk" i
Z Algieru Pasza wysłał go,
Żeby nam upuścił krwi.

Następny zbliża się do burt,
A zwie się "Róży Pąk".
Plunęliśmy ze wszystkich rur -
Bardzo prędko szedł na dno.

W naszych rękach dwa i dwa na dnie,
Cała reszta zwiała gdzieś,
No a jeden z nich zabraliśmy
Na starej Anglii brzeg.

   






|
|
|
|
|
|
|bis


















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C
G
a
a G a


G C
G C
C G
a
a G a
Dziesięć w skali Beauforta
1.




Ref.:




2.




3.




Ref.:




Kołysał nas zachodni wiatr,
Brzeg gdzieś za rufą został.
I nagle ktoś jak papier zbladł -
"Sztorm idzie, Panie Bosman!"

   A bosman tylko zapiął płaszcz
   I zaklął - "Ech, do czorta!
   Nie daję łajbie żadnych szans."
   Dziesięć w skali Beauforta!

Z zasłony ołowianych chmur
Ulewa spadła nagle.
Rzucało nami w górę, w dół
I fala zmyła żagle.

O pokład znów uderzył deszcz
I padał już do rana.
Piekielnie ciężki to był rejs,
Szczególnie dla bosmana.

   A bosman tylko zapiął płaszcz
   I zaklął - "Ech, do czorta!
   Przedziwne czasem sny się ma."
   Dziesięć w skali Beauforta!
























|x3

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a d
E7 a
d a
H7 E7

F C F C
F E7 a
F G a E7 a
d E7 a
Dziesięć w skali Beauforta (wersja B)





Ref.:


































































Kołysał nas zachodni wiatr,
Brzeg był za rufą z dala
I nagle ktoś jak papier zbladł:
"Grot nam się rozpierdala!"

   A bosman tylko zapiął płaszcz
   I zaklął: "Mać jebana!
   Nie mogłaś szmato, kurwa mać,
   Zaczekać z tym do rana!!?"

Spod ciemnych ołowianych chmur
Ulewa spadła nagle,
A myśmy, jak te chuje dwa,
W kubryku szyli żagle.

   A bosman do kubryku wpadł
   I zaklął: "Chuj wam w dupę!
   Złamali znowu igły dwie,
   Gdzie ja dziś takie kupię?"

W nawigacyjnej Stary siadł,
Słuchając komunikat.
Wkurzony maksymalnie rzekł:
"Panowie, znowu dycha!" (10řB)
(Wkurwiony maksymalnie klął:
O żesz mać, znowu dycha!)

   A bosman tylko w mesie siadł
   Ponury jak na stypie.
   "Jak dalej będzie piździć tak,
   Rozpieprzy nam tę krypę!"

W kambuzie kuk, rzygając w krąg,
Ponuro żuł nienawiść:
"Że też te gnoje jeszcze żrą,
Toż takich można zabić!"

   A bosman tylko w mesie siadł
   I oparł nos na blacie:
   "Obiad ma być dziś z trzech dań
   I deser na dodatek!"

Kompasu igła całą noc
Tańczyła rock and rolla,
A wściekły sternik czuł, że go
Ogarnia paranoja...

   A bosman do kokpitu wpadł
   I ujął szturwał w ręce:
   "Do kurwy nędzy, równo jedź,
   Bo jaja ci ukręcę!"

Gdy słońce wyszło spoza chmur,
A wicher się wyszalał,
To bosman tylko flachę wziął
I szybko pałę zalał.

   A potem tylko zapiął płaszcz,
   Chciał zakląć - lecz nie zaklął,
   Odchamić się najwyższy czas,
   Więc tylko ręką machnął.

Gdy słońce zgasło i gdy sztorm
Wydmuchał się do woli,
W bosmańskiej brodzie zakwitł blask
Setek kryształków soli.

   A bosman tylko zapiął płaszcz
   I zaklął... otóż nie zaklął!
   Bosman znów zaczął mówić nam
   Piękną poprawną polszczyzną!









































































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a d
E7 a
d a
H7 E7

F C F C
F E7 a
F G a E7 a
d E7 a
Dziki włóczęga

1.




Ref.:




2.




3.




4.




ref...


Byłem dzikim włóczęgą przez tak wiele dni,
Przepuściłem pieniądze na dziwki i gin.
Dzisiaj wracam do domu, pełny złota mam trzos,
I zapomnieć chcę wreszcie, jak podły był los.

   Już nie wrócę na morze
   Nigdy więcej, o nie!
   Wreszcie koniec włóczęgi,
   Na pewno to wiem!

I poszedłem do baru, gdzie bywałem nie raz,
Powiedziałem barmance, że forsy mi brak.
Poprosiłem o kredyt, powiedziała: "Idź precz!
Mogę mieć tu stu takich na skinienie co dzień."

Gdy błysnąłem dziesiątką, to skoczyła jak kot
I butelkę najlepszą przysunęła pod nos.
Powiedziała zalotnie: "Co chcesz, mogę Ci dać."
Ja jej na to: "Ty flądro, spadaj, znam inny bar."

Gdy stanąłem przed domem, przez otwarte drzwi
Zobaczyłem rodziców - czy przebaczą mi?
Matka pierwsza spostrzegła, jak w sieni wciąż tkwię,
Zobaczyłem ich radość i przyrzekłem, że:

   x3







|
|
|
|bis


















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
ver.1
D G
D A D
D G
D A D

A
D G
D G
D A D
ver.2
G C
G D G
G C
G D G

D
G C
G C
G D G
ver.3
D A7 D G
D A7 D
D A7 D G
D A7 D

A A7
D G
D G
A7 D
Do Calais
Ref.:









1.









2.









3.









4.









   Do Calais, wino i moulé,
   Tam dziewczyny i ciągły bal.
   Teraz sztorm, no i wiatry złe -
   Zatańczymy pośród groźnych fal.

   Dzisiaj znów potargane żagle -
   Bosman wściekły, bo trzeba szyć.
   Kot Ci spadnie na plecy nagle,
   Jakże długo tak można żyć?

A w Calais słodki zapach drzew
I tawerna mała gdzieś w porcie starym.
Tutaj ciągnie od zęzy wiew, a Ty
Brasuj reje i ciągaj fały!

Znów podwachta i nie ma spania,
Morze ryczy i wicher dmie.
Ciemność, chłód - i tak aż do rana,
Głupcem ten, kto nie boi się!

Lecz w Calais zabawimy się,
Chyba każdy puści tę forsę małą -
Bo kto wie, może skończysz źle
I nie wrócisz już z tego rejsu cało!

Dziś walczymy ze wściekłym morzem,
Wciąż na fali, a nie na dnie!
Nad głowami jak morski orzeł
Statek nasz dumnie żagle pnie!

Do Calais, gdzie leniwe dnie
I gorące noce nas czekają!
Hands on deck - no i praca wre,
Chociaż fale na łeb się zwalają!

Już niedługo Angielski Kanał,
Co w Calais zowie się La Manche,
Zmieni rejs w najzwyklejszy banał.
Żagle precz, teraz vive la France!

Gdy w Calais wreszcie znajdziesz się,
Spotkasz tą, która niegdyś Cię kochała,
Lecz gdy z nią jakiś Paul czy Pierre -
Inne dziewki nie poskąpią ciała!

Co za mąż byłby z marynarza,
Lepszy chłop, co ma dom i sklep!
Jednak o tym bez przerwy marzy
Morski, twardy, zawiany łeb!



















































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Eki Dumah
Ref.:




1.


2.


ref...

   Key-key-key-key, Eki Dumah!
   Key-key-key-key, Eki Dumah!
   Key-key-key-key, Eki Dumah!
   Key-key-key-key, Eki Dumah!

O, Bosman nie lubi kanaka, nie, Eki Dumah!
I co kanaka zrobi, zawsze źle, Eki Dumah!

O, biedny kulis podłe życie ma, Eki Dumah!
Leją, biją, tłuką go jak psa, Eki Dumah!

   

|
|
|
|refren, oraz tło dla zwrotki

|bis


|bis




 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D
D
D
D

G D A D
A D
Eliza Jane
1.








Ref.:




2.








3.








ref...

Do portu przybił statek nasz
W słoneczny dzień.
Po długim rejsie sam to znasz,
Przyszedł zabawy czas.
Na bulwar, gdzie dziewczynek moc,
Wybrałem się,
Tam panna w oko wpadła mi,
Miałem apetyt lwi.

   O! Eliza, Eliza Jane,
   O! Eliza, Eliza Jane.
   O! Eliza, Eliza Jane,
   O! Eliza, Eliza Jane.

Więc klękam przed nią mówiąc tak:
Ślicznotko ma,
Poczujesz w ustach morza smak,
Kiedy buziaka dasz.
A ona na to: "Takluj się!"
Wszak dobrze wiesz,
Z kamieniem pierścień najpierw daj,
Potem dam Ci, co chcesz.

Oj! Dałem pierścień, forsę też,
Ślicznotce mej.
Przed ołtarz wkrótce wiodła mnie,
Żebym nie uciekł jej.
Na drugi dzień ruszałem w rejs,
Bo cały świat
Ma tysiąc portów, tysiąc miejsc,
W każdym z nich Liza ma.

   x2



































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
G
D
G
D G
G
D
G
G D G

G C G D
G C G D G
G C G D
G C G D G
Emeryt
1.




Ref.:




2.




3.




4.




ref...

Leżysz wtulona w ramię i cichutko mruczysz przez sen,
Łóżko szerokie, ta pościel biała, za oknem prawie dzień.
A jeszcze niedawno koja, a w niej cuchnący rybą koc,
Fale bijące o pokład i bosmana zdarty głos.

   To wszystko było - minęło, zostało tylko wspomnienie,
   Już nie poczuję wibracji pokładu, gdy kable grają.
   Już tylko dom i ogródek, i tak aż do śmierci,
   A przecież stare żaglowce po morzach jeszcze pływają.

Nie gniewaj się kochana, że trudno ze mną żyć,
Że nie kupiłem mleka, zapomniałem gary zmyć.
Bo jeszcze niedawno statek mym drugim domem był,
Tam nie stało się w kolejkach, tam nie było miejsca dla złych.

Upłynie sporo czasu nim przyzwyczaję się,
Czterdzieści lat na morzu zamknięte w jeden dzień.
Skąd lekarz może wiedzieć, że za morzem tęskno mi,
Że duszę się na lądzie, że śni mi się pokład pełen ryb.

Wiem, masz do mnie żal - mieliśmy do przyjaciół iść,
Spotkałem kumpla z rejsu, on w morze wyszedł dziś.
Siedziałem potem na kei, ze łzami patrzyłem na port,
I dla mnie też przyjdzie taki dzień, że opuszczę go, a na razie...

   




























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e h
G H7
e D
G H7

e D A e
e D A e
Emma (Julianna)
1.




2.


3.


4.


5.


6.


7.


Emma, Emma pozwól mi,
- Zrobię małe baby Juliannie!
Emma, Emma po co wstyd?
- Zrobię małe baby Juliannie!

I... zakołysz mocno i
I... pociągnij ile sił.

I... pod nagiel weźmy go,
W upał i pogodę złą.

I... do przodu i w tył,
Stary, głupi i zły.

O... cholerę mu w bok,
Bo najpóźniej za rok.

No... i wybierz ten luz,
O... dwa razy i szlus.

I... ostatni to raz!
O... do koi już czas.















<Dawaj!>


<Jeszcze!>


<Obłóż>


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
E7 H E
E D E
wyślij komentarz do redakcji serwisu - najciekawsze komentarze zamieścimy na tej stronie
Dzielny żeglarz Joe
1.






2.






3.






4.






5.






6.






Miał wytartą kurtkę szarą - żeglarz Joe!
I po ojcu łajbę starą - żeglarz Joe!
Gdy wieczorna bryza wiała,
To się wioska schodziła cała,
   - Kiedy w morze wypływał żeglarz Joe,
   - Dzielny żeglarz Joe!

A gdy łajbę swą szykował - żeglarz Joe!
Każdy śmiał się i żartował - żeglarz Joe!
A on najspokojniej w świecie
Mówił: "Ludzie, co wy tam wiecie",
   - Kiedy w morze wypływał żeglarz Joe,
   - Dzielny żeglarz Joe!

I sterował tam, gdzie fale - żeglarz Joe!
I się nocy nie bał wcale - żeglarz Joe!
Dawno w domach wszyscy spali,
A on żeglował po tej fali,
   - Kiedy w morze wypływał żeglarz Joe,
   - Dzielny żeglarz Joe!

Wiatr mu targał bujne włosy - żeglarz Joe!
I wsłuchany w morza głosy - żeglarz Joe!
Tak samotny na tym świecie,
O czym marzył? - Nie zgadniecie,
   - Kiedy w morze wypływał żeglarz Joe,
   - Dzielny żeglarz Joe!

A gdy wracał, to już dniało - żeglarz Joe!
Słońce z morza wyglądało - żeglarz Joe!
Jak go w wiosce pozdrawiali,
Palcem w czoło się stukali,
   - Kiedy z morza powracał żeglarz Joe,
   - Dzielny żeglarz Joe!

Czemu on od ludzi stronił? - żeglarz Joe!
Czemu nocą w morze gonił? - żeglarz Joe!
Nie pytajcie, nie ma po co,
On żeglować kochał nocą
   - I dlatego wypływał żeglarz Joe,
   - Dzielny żeglarz Joe!











































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D A D
D A
G
D A
D G
D A D
Fiddler's Green
1.




Ref.:




2.




3.




4.




Stary port się powoli układał do snu,
Świeża bryza zmarszczyła morze gładkie jak stół,
Stary rybak na kei zaczął śpiewać swą pieśń:
- Zabierzcie mnie chłopcy, mój czas kończy się.

   Tylko wezmę mój sztormiak i sweter,
   Ostatni raz spojrzę na pirs.
   Pozdrów moich kolegów, powiedz, że dnia pewnego
   Spotkamy się wszyscy tam w Fiddler's Green.

O Fiddler's Green słyszałem nie raz,
Jeśli piekło ominę, dopłynąć chcę tam,
Gdzie delfiny figlują w wodzie czystej jak łza,
A o mroźnej Grenlandii zapomina się tam.

Kiedy już tam dopłynę, oddam cumy na ląd,
Różne bary są czynne cały dzień, całą noc,
Piwo nic nie kosztuje, dziewczęta jak sen,
A rum w buteleczkach rośnie na każdym z drzew.

Aureola i harfa to nie to, o czym śnię,
O morza rozkołys i wiatr modlę się.
Stare pudło wyciągnę, zagram coś w cichą noc,
A wiatr w takielunku zaśpiewa swój song.


























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C F C a
C F C G
F e d C
a7 d7 F G

C G C C7
F C G
F C e
d G F C
Gdzie ta keja
1.





Ref.:









2.




3.




Gdyby tak ktoś przyszedł i powiedział:
- Stary, czy masz czas?
Potrzebuję do załogi jakąś nową twarz,
Amazonka, Wielka Rafa, oceany trzy,
Rejs na całość, rok, dwa lata - to powiedziałbym:

   Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht?
   Gdzie ta koja wymarzona w snach?
   Gdzie te wszystkie sznurki od tych szmat?
   Gdzie ta brama na szeroki świat?

   Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht?
   Gdzie ta koja wymarzona w snach?
   W każdej chwili płynę w taki rejs,
   Tylko gdzie to jest? No gdzie to jest?

Gdzieś na dnie wielkiej szafy leży ostry nóż,
Stare dżinsy wystrzępione impregnuje kurz,
W kompasie igła zardzewiała, lecz kierunek znam,
Biorę wór na plecy i przed siebie gnam.

Przeszły lata zapyziałe, rzęsą porósł staw,
A na przystani czółno stało - kolorowy paw.
Zaokrągliły się marzenia, wyjałowiał step,
Lecz ciągle marzy o załodze ten samotny łeb.



























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a
G a
C G7 C
C C7 F d
d a E7 a

a G a
C G C
g A7 d A7 d
a E7 a
Green Horn
1.




Ref.:





2.




Ref.:

3.




Ref.:

4.




Ref.:

ref...

Miałem wtedy, ech, szesnaście lat,
Swoją drogą szedłem przez świat,
W sercu zawsze tkwiła uparta myśl,
By za głosem morza iść.

   A więc śpiewam: "Żegnaj Carling Ford
   I żegnaj nam Green Horn.
   Będę myślał o Tobie dzień i noc,
   Aby kiedyś wrócić tu,
   Aby kiedyś wrócić znów."

W każde z wielkich siedmiu sztormowych mórz,
Wychodziłem, bo zmuszał mnie los.
Każdy w porcie ode mnie usłyszeć mógł:
"Nigdy więcej morza już!"

   Ale śpiewam...

Mam dziewczynę, słodką Mary Doyle,
Dom swój również ma na Green Horn.
Sercem, duszą pragnie zatrzymać mnie,
Żebym w morze nie zwiał jej.

   Ale śpiewam...

Życiem szczur lądowy kieruje sam,
Chce - zostanie, lub pójdzie w dal,
Ale kiedy morze wejdzie w krew,
Gdy zawoła - pójdziesz wnet.

   A więc śpiewam...

   x3



































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C F C
F G
C F C a
C G

C F C
C G7
C C7 F C
F G
F G C
Gruby
1.












Ref.:





2.












3.












ref...

W pewnym porcie, już sam nie wiem gdzie,
Ta historia wydarzyła się,
W nędznym barze jakiś starzec ścierał kurz.
Nagle cisza zabiła gwar i śmiech,
Kiedy w drzwiach stanęło drabów trzech,
Oniemiałem, bo ich znałem wcześniej już.
Jeden z nich przekrzywiony miał łeb,
Mordę jak z cuchnącą rybą sklep,
Nic dobrego, biło z niego samo zło.
Taki był on, ech, psia jego mać,
Ludzi trącał, ciągle chciał się prać,
Uciekali, bo się bali wszyscy go.

   Hej Ty, Gruby, nalej jeszcze raz!
   Biegną dni jak fale, pędzi z wiatrem czas.
   Hej ty, Gruby, powiedz, jak to jest,
   Że spokojny człowiek jest ścigany jak pies?
   Jak piee...eee...es!

Stali tak, rozglądali się w krąg,
Z trudem ukrywałem drżenie rąk,
Przeczuwałem, już widziałem własny zgon.
Na nic to, że spuściłem wzrok,
Skierowali jednak do mnie krok,
Zrozumiałem - teraz ja albo on.
Nie zwlekałem, stłukłem kufel o stół,
Szklane zęby wbiłem mu w brzucha dół,
Odstąpili ci, co byli przy nim tuż.
Skręcił się ten portowy gad,
I jak stał, tak z jękiem padł na blat,
Uciekałem, dzień witałem w morzu już.

Pytasz się, co on do mnie miał,
Że mnie tak zawzięcie dopaść chciał?
Z wielkim fartem kiedyś w karty ze mną grał.
Wkurzał mnie jego cygar smród,
Ograł mnie, no to łajbę spaliłem mu.
Może o to taki żal do mnie miał?
Teraz znów jego kumpli dwóch,
Chcą mi oddać to, co ja dałem mu.
W niepewności, w nieufności biegną dni.
Chociaż czasem jest gorzej niż źle,
To na ląd nie zejdę już nigdy, o nie!
Podła zemsta wciąż po piętach depcze mi.

   














|
|
|
|
|bis





























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e.e.h.h
D.D.A.A
a.a.G.H7.e.e.H7.H7








a.a.G.H7.e.e.e.e

G D H7 e
G D H7 e
G D H7 e
G D H7
H7
Heave away Santiana
1.




Ref.:




2.


3.


4.


5.


6.


7.


Hej, płyńmy z prądem rzeki tam, gdzie Liverpool,
- Heave away, Santiano!
Dokoła Hornu, przez Frisco Bay.
- Tam, gdzie strome zbocza Mexico!

   Więc! Heave away i w górę, w dół,
   - Heave away, Santiano!
   Nie minie rok, powrócimy znów
   - Tam, gdzie strome zbocza Mexico!

Ten kliper dla załogi zawsze piekłem był,
Żelazny Jankes dowodził nim.

Po złoto Kalifornii ciągle gnał nas wiatr,
Bo puste ładownie wypełniać trza nam.

A był to dla nas wszystkich stary, dobry czas,
W czterdziestym dziewiątym, za młodych lat,

Bo Zachariasz Taylor tam górą był,
Gdy wygrał bój pod Monterrey.

I szybko zwiewał Santy, kiedy pomógł Scott,
Jak Bonaparte pod Waterloo.

I dla mnie kiedyś, w końcu, nastał dobry dzień,
Gdy Sally Brown pokochała mnie.





























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
d F C
d C
C
a C d

d F C
d C
C
d C d
Hej polej z beczki, polej z beczki rumu





Ref.:






















Jeszcze tylko kilka mil i ujrzymy ląd
Bo to dla żeglarzy trud codziennych prac
Po tak długim rejsie mam chęć na piwo
W górę i w dół i raz i raz

   Raz i w górę hej polej z beczki rumu
   Raz mi jeszcze wlej by nie zmarzło szkło

Tyle dni piekielnych dni zabrał sztorm cholerny
A odbije sobie je gdy wejdę do tawerny

Ref

Szybko chłopcy już do lin spuszczać na znak żagle
Ej bramreja w dół niech też idą gafle

Na pokładzie ma być klar kotwicę przygotować
Już do wody z nią musimy przycumować

Ref

Dawać bo tam już czekają piękne ech dziewczyny
Wreszcie zobaczymy je ech się zabawimy

Ref

Zabawimy się a co i jak złe hieny
Opuścimy rano je bo znów gdzieś płyniemy




























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
fis h fis
E fis E fis
fis h fis
E fis A E fis

fis E fis
fis E fis
Hej ruszajmy
Ref.:






1.




2.




3.




4.




5.



   Hej ruszajmy w morze znów
   By psubratom łupnia dać
   Żeby zdobyć dzisiaj wielki łup
   By zabijać, gwałcić, kraść
   Żeby zdobyć dzisiaj wielki łup
   By zabijać, gwałcić, kraść

Zaczynałem morzem żyć
Kiedy miałem naście lat
W ciemną noc wrzucili mnie
Do ładowni pełnej ciał

Kiedy świt obudził mnie
Hiszpan wciągał mnie na dek
"Hej do wioseł" ryknął cham
Batem plecy wytarł nam

Tuż przy Hornie powiem wam
Mej wolności przyszedł czas
Gdy fregata niczym grom
Wypaliła salwą prosto w nas

Nie pamiętam chwili tej
Gdy na pokład wzięli mnie
Nauczyli kraść i bić
Pokazali jak piratem być

Dzisiaj stary jestem lecz
Niech nie zwiedzie cię mój głos
Jolly Roger to mój znak
Kto mnie spotka marny jego los































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
eDe
GDe
CDGH7e
CDe
CDGH7e
CDe

eD
Ce
GD
CH7e
Hej, Mazury
1.








Ref.:




2.








3.








4.








5.








Już lato, więc elegancki porzucam świat
I czuję się jakbym miał znowu naście lat.
I lecę tam, gdzie żeglarzy barwny tłok,
Bo nie widziałem moich Mazur przecież przez cały rok.
Już w Mikołajkach mnie czeka wrażeń moc,
W tawernie lecą fajne szanty całą noc
I każdy znajdzie tu dla siebie ciepły kąt,
I nie ma takiej siły, która by mnie przegnała stąd.

   Hej! Hej! He...ej! Mazury fajnie, że
   Mimo wszelkich przeciwności trzymacie się.
   Hej, hej, he-ej, Mazury kocham was,
   Modre wody, złote piaski, zielony las.

A na biwaku też wcale nie jest źle,
Jasnym płomieniem już ognisko pali się.
W butelce mam na komary dobry lek,
No i dla siebie trochę czasu potrzebuje też człek.
Ach jak przyjemnie, gdy księżyc w trzcinach lśni
I ta gitara tam pod lasem tak cudownie brzmi.
Nic nie zakłóci tutaj mego snu,
Bo tego cholernego telefonu też nie ma tu.

Do Węgorzewa! - Dziś taki zamiar mam,
Lecz pewnie stanę gdzieś na Dobskim, już ja siebie znam.
Do jedenastej w śpiworze lenię się,
Choć słonko dawno wstało i już leci wspaniały dzień.
Do chłodnej wody na golasa zrobię skok
I wszystkie rybki zawstydzone czmychną w bok.
Zutylizuję śmieci i pagajem machnę raz,
Bo właśnie teraz dla mnie wyjść na wodę nadszedł czas.

Postawię najpierw jeden żagiel, potem dwa,
I już wiaterek po jeziorku łajbę pcha.
Noga na rufie, plażowanie, pełny luz,
Bo nie istnieje przecież dla mnie żaden mus.
Na tej omedze, która ze mną ściga się,
Urocze trzy kobietki opalone śmieją się.
Chyba zluzuję jeszcze grota - wszak mam czas -
I tak w kanale znowu się spotkamy jeszcze raz.

Fajowo jest na Mazurach, każdy wie,
Zapraszam was, przekonajcie sami się.
Zapraszam w dobrą pogodę oraz złą,
Bo ukochane me Mazury to mój drugi dom.
Parara ram paj raram, taram daj,
Parara riri riri riri ri,
Ram dam daraj, raram taj,
Para rara, rara rara, ram tam tam...










|
|
|
|bis





































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D D
D A
A A
A D
D D
D7 G
G D
A A

G D
A D D7
G D
A A
Hej, żeglujże żeglarzu
Ref.:




1.






2.





3.





ref...

   Hej, żeglujże, żeglarzu,
   Całą nockę po morzu.
   Hej, żeglujże, hej, żeglujże,
   Całą nockę po morzu.

Jakże ja mam żeglować,
Gdy na świecie ciemna noc.
(Kiej na morzu ciemna noc.)
Zapal drzazgę, albo dwie,
Przyżeglujże tu do mnie.
Żeglarzu, hej! Żeglarzu, hej!

Kiedy burza sroży się,
Kiedy wicher żagle rwie,
Gdy bezdenny kipi nurt,
Bałtyk huczy wkoło burt.
Żeglarzu, hej! Żeglarzu, hej!

Gdy bezdenny kipi nurt,
Bałtyk huczy wkoło burt,
Mężne serce, silna dłoń,
Pokonują morską toń.
Żeglarzu, hej! Żeglarzu, hej!

   



























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a G C
D e
G C D7 e
H7 e D

e D
G a

G D G
C G
D G C H7 e
Heja hej, brać na gejtawy
1.




2.


3.


4.


5.


6.


7.


8.


9.


- Heja, hej! Brać na gejtawy, o...!
Paddy Doyle znowu sprzedał nam pic,
- Heja, hej! Brać na gejtawy, o...!
Paddy zrobił nas w konia jak nikt.

Buty dziurawe Paddy nam dał,
Widać Paddy interes w tym miał.

Buty dziur, bracie, mają jak ser,
Przyjdzie czas, Paddy zeżre je, hej!

Za ten stary, dziurawy but,
Zwiśnie Paddy, hej!, z rei jak drut.

Obok Doyle'a zawiśnie nasz kuk,
Stary złodziej, brudas i mruk.

Kuk się spasł przy nas jak tłusty wieprz,
Zdrowo będzie upuścić mu krew.

Bosman znowu na wanty nas gna;
No to pluj z góry na tego psa!

Jutro Chief znowu komuś da w pysk,
Będzie wała miał z tego, nie zysk.

Paddy Doyle znowu sprzedał nam pic,
Paddy zrobił nas w konia jak nic.






























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D A7 D G
G D A7 D
Herzogin Cecilie
1.









2.






3.




4.




5.




6.








W dół bałtyckich cieśnin,
Tam, gdzie boja wraku tkwi,
- Leży na dnie dzielny bark "Herzogin Cecilie".
Z wiatrem w dół Kanału,
Choć bez pary zawsze szli,
- Na dzielnej, dumnej i wspaniałej "Herzogin Cecilie",
   "Herzogin Cecilie",
   "Herzogin Cecilie",
   Na dzielnej, dumnej i wspaniałej "Herzogin Cecilie".

W dół, tam gdzie jest Biskaj,
Na jedzenie zbrakło sił,
- Na dzielnej, dumnej i wspaniałej "Herzogin Cecilie",
Poprzez stare doldrums
Szybko z wiatrem przeszły dni,
- Na dzielnej... (itd.)

Ryczą już czterdziestki,
Już za nami setki mil,
Tuż obok Tasmanii,
Gdy uciekli z szkwału w mig.

Szlakami wielorybów,
Tam, gdzie Horn i rzadko sztil,
Na piękne Falklandy,
Gdzie albatros kończy dni.

Choć z ciężkim ładunkiem,
Choć huragan trzymał ich,
Do Plymouth czas wchodzić,
Tam dowiemy się gdzie iść.

I biegiem do Hamstone,
Choć we mgle, wciąż naprzód szli.
Blisko jest już Sawmile Cove,
Skończone jego dni.
- Leży na dnie dzielny bark "Herzogin Cecilie".
   "Herzogin Cecilie",
   "Herzogin Cecilie",
   Dziś leży na dnie dzielny bark "Herzogin Cecilie".










































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e D e
D e
e D e D e D e
e D e
D e
e D e D e D e
e D e
e D e
e D e D e D e
Historia złego sternika, co nie używał grzebyka
1.









Ref.:









2.






3.






4.






ref...

Posłuchajcie opowieści,
- Hej, heja, ho!
Co ładunek grozy mieści,
- Hej, heja, ho!
Której strasznym bohaterem
- Hej, heja, ho!
Jest, stojący tam za sterem,
   Bardzo wredny łysy typ,
   Co ma w szachu cały ship.

   Dalej, chłopcy, ciągnąć fały
   Pod nadzorem łysej pały.
   Ciągnij, choćbyś padł na pysk,
   Gdy nad Tobą jaja błysk.

   Brać się, chłopcy, brać do pracy,
   Pod nadzorem wrednej glacy.
   Może znajdzie się na dnie
   Typ, co gąbką czesze się.

W porcie, gdzieś na Bliskim Wschodzie,
Gdzie łysina nie jest w modzie,
Powiedziały cud hurysy,
Jaki brzydki jest ten łysy,
   Choćby górę złota dał,
   Nie skorzysta z naszych ciał.

Tak okrutny bywa los,
Mu nie spadnie z głowy włos.
Z desperacji więc matrosy,
Wyrywają sobie włosy,
   Bo ten widok takich glac,
   Męczy bardziej niźli kac.

Kiedyś, jakiś inny bryg,
Na dnie morza zniknął w mig,
Bo te blaski łysej pały,
Mu latarnią się wydały
   I gdy kurs swój zmienić chciał,
   To roztrzaskał się wśród skał.

   












































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e D e
e D e
e D G D
e D e
e D e
e D e
e D e D
C G
a H7 e

G D
G D
e h
a H7 e

G D
G D
e h
a H7 e
Hiszpanka z Callao
1.









Ref.:




2.









3.









4.









ref...

Przepuściłem znów całą forsę swą
Na hiszpańską dziewkę z Callao.
Wyciągnęła ze mnie cały szmal
I spłukałem na nią się do cna.

Już znikają główki portu,
W którym stary został dom.
Znów za rufą niknie w dali
Ukochany stały ląd.

   Dalej chłopcy, rwijmy fały,
   Niech uderzy w żagle wiatr.
   W morze znowu wypływamy -
   Ile tam spędzimy lat?

Już niejeden pokład mym domem był
I niejeden kot me plecy bił.
Choć robota ciężka i żarcie psie,
W Callao po rejsie znajdziesz mnie.

Znów znikają główki portu,
W którym stary został dom.
Znów za rufą niknie w dali
Ukochany stały ląd.

Zaprószyłem tam nieraz głowę swą,
W barze u Hiszpanki z Callao.
Butlę rumu wielką dała mi
I ciągnęła ze mną aż po świt.

Już znikają główki portu,
W którym stary został dom.
Znów za rufą niknie w dali
Ukochany stały ląd.

A pod Cape Horn, gdzie nas poniesie wiatr,
Popłyniemy z sztormem za pan brat.
Przez groźne burze, śnieg i lód
Dojdziemy aż do piekła wrót.

Choć grabieją z zimna ręce,
Zadek mokry dzień i noc,
Jedna myśl rozgrzewa serce -
O Hiszpance z Callao!

   
















































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
G e
a G D
G e
a G D

G e
G D
G e
a G D

G e
a G D
G e
a G D
Hiszpańskie dziewczyny
1.




Ref.:




2.




3.




4.




ref...

Żegnajcie nam dziś, hiszpańskie dziewczyny,
Żegnajcie nam dziś, marzenia ze snów,
Ku brzegom angielskim już ruszać nam pora,
Lecz kiedyś na pewno wrócimy tu znów.
   
   I smak waszych ust, hiszpańskie dziewczyny,
   W noc ciemną i złą nam będzie się śnił.
   Leniwie popłyną znów rejsu godziny,
   Wspomnienie ust waszych przysporzy nam sił.

Niedługo ujrzymy znów w dali Cape Deadman
I Głowę Baranią sterczącą wśród wzgórz,
I statki stojące na redzie przed Plymouth.
Klarować kotwicę najwyższy czas już.

A potem znów żagle na masztach rozkwitną,
Kurs szyper wyznaczy do Portland i Wight,
I znów stara łajba potoczy się ciężko
Przez fale w kierunku na Beachie, Fairlee Light.

Zabłysną nam bielą skał zęby pod Dover
I znów noc w kubryku wśród legend i bajd.
Powoli i znojnie tak płynie nam życie
Na wodach i w portach przy South Foreland Light.

   





<Heja!>






















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e C h7
e G D
C D e
C h7 e

e G D
e G D
C D e
C h7 e
Ian Rebec

1.




Ref.:




2.


3.


4.


5.


ref...


Który z Holendrów najlepiej się bił?
- Skipper Ian Rebec!
Kto dla żeglarzy postrachem był?
- Skipper Ian Rebec!

   Yaw, yaw - precz z hamaków!
   Yaw, yaw - won na dek!
   Yaw, yaw - bo Cię dorwie
   Skipper Ian Rebec!

Kto pierwszy herbatę przywiózł z Chin,
I opchnął ją słono w Karolinie?

A kiedy zdobył własny ship,
To nie dorównał mu już nikt.

Kto trzy razy w roku się mył,
A więcej, niż ważył, piwa pił?

A w każdą noc cztery panienki miał:
Czerwoną, czarną, żółtą i białą!

   


























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
ver.1
G
D7 G
G
D7 G

G
D7
G7 C
D7 G
ver.2
F C7
C7 F
F C7
C7 F

F
B C7
F B
C7 F
Ja stawiam
1.








2.





3.





4.








Czy mam pieniądze, czy grosza mi brak - ja stawiam!
- Ja stawiam!
Czy los mi sprzyja, czy idzie mi wspak - ja stawiam!
- Ja stawiam!
Czy mam dziesięciu kompanów, czy dwóch,
Czy mam ochotę na rum, czy na miód,
Czy mam pieniądze, czy grosza mi brak - ja stawiam!
- Ja stawiam!

Czy wicher w oczy, czy w plecy mi dmie - ja stawiam!
Czy mi kompani ufają, czy nie - ja stawiam!
Czy ja ścigam wroga, czy wróg ściga mnie,
Dopóki mój okręt nie leży na dnie,
Czy wicher w oczy, czy w plecy mi dmie - ja stawiam!

A gdy mnie dziewka porzuci jak psa - ja stawiam!
Gąsiorek biorę i piję do dna - ja stawiam!
Kompanię zbieram i siadam za stół,
I nie ma wtedy płacenia na pół,
Bo gdy mnie dziewka porzuci jak psa - ja stawiam!

Ja stawiam żagle jak kufel na stół - ja stawiam!
Czy fala mnie niesie, czy w górę, czy w dół - ja stawiam!
Czy tam dopłynę, gdzie kończy się świat,
Czy aż do piekła poniesie mnie wiatr,
Ja stawiam żagiel, jak kufel na stół - ja stawiam!

Ja stawiam żagiel, jak kufel na stół - ja stawiam!
Ja stawiam żagiel, jak kufel na stół - ja stawiam!





|
|
|
|bis (i następne)






















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e D e

e D e

e G
A C H7
e D e
Jacht rock & roll
1.




Ref.:




2.




3.




4.




ref...

Ponoć pierwszy facet, który jacht ten miał,
Dając mu imię, jakiś taniec uczcić chciał.
A czy wiecie, jakiego tańca nazwę dał?
Jeśli tak, no to wszyscy razem, raz i dwa:

   Rock & roll'a, a w jego rytm nawet fale szły,
   Rock & roll'a, a w jego rytm nawet mokre żagle schły,
   Rock & roll'a, a w jego rytmie z szekli schodziła rdza,
   Rock & roll'a, bo w rock & roll'u zawsze wszystko gra.

Gdy zdarzyło się, że wiatr zapomniał wiać,
Nasz "Rock & roll" nie zamierzał w miejscu stać.
Wręcz przeciwnie, jak burza w strzępy fale pruł,
Wystarczyło kilka taktów zagrać mu.

Nocą w porcie, w którym ów "Rock & roll" stał,
Każdy inny jacht, wciąż belkami skrzypiąc, spał.
On nie skrzypiał, nie darmo takie imię miał,
On nie trzeszczał też, lecz tak jakby grał.

Hej, żeglarze, kto z was własną łajbę ma,
Niech "Rock & roll" jej na imię zaraz da.
Z taką nazwą, to choćby dna jej było brak,
Będzie szła..., że nikt nie powie: "Ale wrak."

   




























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C F C C7
F C
E7 a F
G As G7

C F C C7
F C
E7 a F
C G C G
Jasnowłosa
1.




Ref.:




2.




3.




Na tańcach ją poznałem, długowłosą blond
Dziewczynę moich marzeń. Nie wiadomo skąd
Ona się tam wzięła, piękna niczym kwiat.
Czy jak syrena wyszła z morza, czy ją przygnał wiatr?

   Żegnaj Irlandio, czas w drogę mi już,
   W porcie gotowa stoi moja łódź.
   Na wielki ocean przyjdzie mi zaraz wyjść
   I pożegnać się z dziewczyną na Lough Sholin.

Ująłem ją za rękę delikatną jak
Latem mały motyl albo róży kwiat.
Poszedłem z nią na plażę wsłuchać się w szum fal,
Pokazałem jasnowłosej wielki morza czar.

Za moment wypływam w długi, trudy rejs
I z piękną mą dziewczyną przyjdzie rozstać się.
Żagle pójdą w górę, wiatr mnie pogna w przód
I przez morza mnie powiedzie. Ty zostaniesz tu.





















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
G C D G
G e C D7
G e C F D7
G C D7 G
Jejku, jejku
Ref.:




1.








2.






3.






4.








5.






6.








   Jejku, jejku, no mówię wam,
   Jaki rejs za sobą mam.
   Stary, zardzewiały, śmierdzący wrak
   Na pół roku zastąpił mi świat.

W cuchnącej norze rzeczy rzuciłem wór,
A tu myk mi spod nóg szczur.
Kuk w mesie rzekł: "Oto obiad twój",
A na stole karakanów rój.
Nawet jeden taki, co miał biały wąs,
Tylko za mną chodził, chodził wciąż.
Właził mi do piwa i w szufladzie spał,
I tam z żoną dzieci miał.

W "piwnicy" rzężąc resztką sił,
Zlany ropą silnik w zęzach gnił.
Bił tam z grubej rury księżycowy zdrój,
Nawet Chief mechanik podstawiał słój,
Mówiąc: "Gdyby nawet pękł tu wał,
To ja dalej będę sobie gnał."

Stary w porcie kupił kaset sto,
Same gołe baby, chłopy, no i... wiecie co.
Potem cichcem to puszczał i czerwony miał łeb,
I wszyscy mówili, że Stary się wściekł.
Nocą gonił bajkoka, by mu czyścił buty,
Ale za to miał nasikane do zupy.

Już po jakimś czasie, gdzieś po stu trzydziestu dniach,
Na środku oceanu zaryliśmy w piach.
Ściągała nas Yellow Submarine,
A była to kubańska Zatoka Świń.
I były tam manewry NATO, statków tłok,
A nasz jednemu z nich łubudu w bok!
I była nota w ONZ,
A Stary znów czerwony miał łeb.

W zaniedbanej radiostacji stół zielony stał,
Na nim radzik nic nie robił, tylko w karty grał.
I nie myty, nie golony, no... nie lubił pić,
Ogrywał nas wszystkich do gołej rzyci.
A kiedy nazbierał naszych dolców wór,
W pewnym porcie zwiał jak szczur.

Już w powrotnej drodze przyszła wielka mgła,
A nasz Stary tym kaloszem "całą naprzód" gna.
I kiedy wiatr tę mgłę zwiał,
W Hamburgu przy kei nasz statek stał.
To Stary uknuł ten chytry plan,
Poleciał ćwiczyć na Repeerbahn.
A ja, spokojny stary dzwon,
Koleją wróciłem do rodzinnych stron.






















































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a e a d
a e a
a e a d
a e a





C G7 C d
a e a d
a e a d
a e a
John Cherokee
1.




Ref.:


2.


3.


4.


5.


6.


7.


Opowiem wam dziś o Johnie Cherokee,
- Alabama John Cherokee!
Czerwonoskórym z Miramashee.
- Alabama John Cherokee!

   Hej, pociągnij w górę, pociągnij w dół.
   Alabama John Cherokee!

Niewolnik to jest najparszywsza z fuch,
Więc uciekł w świat, kiedy tylko mógł.

W Nantucket John był, ale krótko, bo
Na wielorybnika siłą wzięli go.

Na pokład do lin batem gnali go tam,
Znów zwiał im, bo zbrzydł mu cały ten kram.

Złapali go znów, związali jak psa,
Wrzucili do zęz w najgłębszy mrok dna.

Trzymali go tam przez tak długi czas,
Że wysechł jak wiór i jak świeca zgasł.

A dziś jego duch zielony i zły
Co noc wśród lin gorzkie roni łzy.



























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
F C7 F C7
F B C7 F
C7 F C7
F B C7 F

C7 F C7
F B C7 F
John Kanaka

1.




Ref.:


2.


3.


4.


5.


6.


7.



Mój kumpel dzisiaj do mnie rzekł:
- John Kanaka-naka, tullai-hej!
Roboty nie ruszę, choćbyś się wściekł.
- John Kanaka-naka, tullai-hej!

   Tullai-hej, oh, tullai-hej!
   John Kanaka-naka, tullai-hej!

Ech, szlag by trafił ten pieski świat,
Do domu jeszcze drogi szmat.

Jak szliśmy raz do Frisco Bay,
Sto dni się ciągnął parszywy rejs.

Jak szliśmy raz wokół przylądka Horn,
Sam diabeł nam powiedział - "Won!"

I zawsze butlę rumu miej,
A kiedy lejesz, to równo lej!

A ciągnij brachu, będzie lżej,
I ciągnij z butli, pełną butlę miej!

A kupże pierścionek dziewczynie swej,
A kiedy pierzesz, to równo lej.




























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
ver.1
D G A7 D
G D A7 D



G D
A7 D
ver.2
C F C
C G C
Kobiety z portu
1.






Ref.:







2.






3.






4.






ref...

Piękny połów rejs nam dał,
Widać los łaskawy był -
Każdy myślał, gdyśmy już do domu szli.
Na lądzie da się przeżyć
Miesiąc, dwa lub trzy.
Ci, co żony mieli, już liczyli dni.

   A nasze kobiety w porcie są,
   Wypatrują swoje oczy
   Od rana do nocy,
   A wieczorem stawiają w oknach
   Świece zapalone
   I maja nadzieję,
   Że to godzin już niewiele.

Bosman pierwszy poczuł to,
A przygłuchy trochę był,
Krzyknął: "Chłopcy, kry nam kadłub drą!"
Potem szybko poszło wszystko,
Maszt jak słomka cienka prysnął
I nasz szkuner z desek z trzaskiem nieuchronnie szedł na dno

Kumple w falach przed chwilą,
Teraz wszyscy już są w Hilo,
Szyper w oczy mi popatrzył i podążył tam.
I z załogi kilkunastu,
W martwej ciszy już, bez wrzasku,
Uczepiony jakiejś belki pozostałem w morzu sam.

Cud to chyba, że przeżyłem,
Chociaż w morzu długo byłem,
A do portu, skąd wyszliśmy, jakoś wracać strach.
Bo gdzie oczy swe podzieję,
Gdy odbiorę im nadzieję,
Tym kobietom, których mężów głosy ciągle słyszę w snach.

   







































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
h fis
D A
e D Fis
h fis
D A
e D Fis

h fis e h
D A
e Fis
G D
e h
D e
Fis h
Kongo River
1.




Ref.:




2.


3.


4.


5.


6.


7.


8.


9.


10.


11.


12.


ref...

Czy byłeś kiedyś tam nad Kongo River?
- Razem, hoo!
Tam febra niezłe zbiera żniwo.
- Razem weźmy go, hoo!

   Brać się chłopcy, brać, a żywo!
   - Razem, hoo!
   Cholerne brzegi Kongo River!
   - Razem weźmy go, hoo!

Jankeski okręt w rzekę wpłynął,
Tam błyszczą reje barwą żywą.

Skąd wiesz, że okręt to jankeski?
Zbroczone krwią pokładu deski.

Ach, Kongo River, a potem Chiny,
W kabinach same sukinsyny.

Ach, powiedz, kto tam jest kapitanem?
John Mokra Śliwa - stary palant.

A kto tam jest pierwszym oficerem?
Sam Tander Jim, cwana cholera.

A kogo tam mają za drugiego?
Sarapę - Johna Piekielnego.

A bosman - czarnuch zapleśniały,
Jack z Frisco liże mu sandały.

Kuk lubi z chłopcem pobaraszkować
I nie ma czasu by gotować.

Jak myślisz, co mają na śniadanie?
Tę wodę, co miał kuk w kolanie.

Jak myślisz, co na obiad zjedzą?
Z handszpaka stek polany zęzą.

Nie zgadniesz, jaki tam jest ładunek -
Z plugawych tawern sto dziewczynek.

   














































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D G
e D G G
D A D G
D A D D

D G
e D G G
D A D G
D A D D
Mr. Campbell
1.









Ref.:




2.




3.




4.




ref...

Hej! Mr. Campbell, powiem Ci i nie wiem, czy uwierzysz,
Że chciałbym jeszcze choćby raz ten rejs od nowa przeżyć.
Z Irlandii wprost do Sydney żeglował statek nasz.
Hej! Mr. Campbell, proszę Cię, popłyńmy jeszcze raz.

Piątego grudnia z portu Cork wypłynął stary "Yanous"
By pięć miesięcy nudzić nas na wodach oceanu.
Ponurą minę każdy miał i czoło marszczył srodze,
Czy rumu nie zabraknie nam w tej długiej, nudnej drodze.

   A wiec płyńmy - poprowadź Kapitanie
   Do komnat rudej Mary Lee skazanej na zesłanie.
   A wiec płyńmy - zachodni wieje wiatr,
   Na wdzięki pięknej Mary Lee zamienię cały świat.

W ładowniach Stary zamknął nasz sto cztery piękne panie -
Irlandki i Angielki też skazane na zesłanie,
I aby nie dopuścić tam do aktów bezeceństwa
Założył kłódek chyba sto i skoble bezpieczeństwa.

Więc którejś pięknej nocy tam puściły wszystkie rygle,
Już nic nie hamowało dam, już się zaczęły figle.
Na niebie lśniło gwiazdek sto, gdy na pokładzie panie
Nam darowały ciała swe skazane na zesłanie.

Cała załoga piła rum i mało co pamięta,
Kapitan też nie gorszy był, sam gościł trzy dziewczęta.
Po trzech miesiącach widać już, że nasze wszystkie panie
Do Sydney stary "Yanous" wiózł w błogosławionym stanie.

   

































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C F G C
F C G G7
C F G C
F C G C






C F C
F C G G7
C F C
F C G C
Morze, moje morze
1.





2.





3.





4.





5.





6.





7.





8.





Hej, me Bałtyckie Morze,
Wdzięczny Ci jestem bardzo,
Toś Ty mnie wychowało,
Toś Ty mnie wychowało,
Szkołęś mi dało twardą.

Szkołęś mi dało twardą,
Uczyłoś łodzią pływać,
Żagle pięknie cerować,
Żagle pięknie cerować,
Codziennie pokład zmywać.

Codziennie pokład zmywać
Od soli i od kurzy,
Mosiądze wyglansować,
Mosiądze wyglansować,
W ciszy, czy w czasie burzy.

W ciszy, czy w czasie burzy,
Trzeba przy pracy śpiewać,
Bo kiedy śpiewu nie ma,
Bo kiedy śpiewu nie ma,
Neptun się będzie gniewać.

Neptun się będzie gniewać
I klątwę brzydką rzuci,
Wpakuje na mieliznę,
Wpakuje na mieliznę,
Albo nam łódź wywróci.

Albo nam łódź wywróci
I krzyknie - "Hej partacze!
Nakarmię wami rybki,
Nakarmię wami rybki,
Nikt po was nie zapłacze!"

Nikt po nas nie zapłacze,
Nikt nam nie dopomoże,
Za wszystkie miłe rady,
Za wszystkie miłe rady,
Dziękuję Tobie Morze.

Hej, Morze, moje Morze,
Wdzięczny Ci jestem bardzo,
Toś Ty mnie wychowało,
Toś Ty mnie wychowało,
Szkołęś mi dało twardą.



|
|
|bis (i następne)











































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a E a
C G C
d G C d
d G C d
a E a
Morskie opowieści

1.




Ref.:




2.




3.




4.




5.




6.




7.




8.




9.




10.




11.




12.




13.





Kiedy rum zaszumi w głowie,
Cały świat nabiera treści,
Wtedy chętnie słucha człowiek
Morskich opowieści.

   Hej, ha! Kolejkę nalej!
   Hej, ha! Kielichy wznieśmy!
   To zrobi doskonale
   Morskim opowieściom.

Kto chce, ten niechaj słucha,
Kto nie chce, niech nie słucha,
Jak balsam są dla ucha
Morskie opowieści.

Łajba to jest morski statek,
Sztorm to wiatr, co dmucha z gestem,
Cierpi kraj na niedostatek
Morskich opowieści.

Pływał raz marynarz, który
Żywił się wyłącznie pieprzem,
Sypał pieprz do konfitury
I do zupy mlecznej.

Był na "Lwowie" młodszy majtek,
Czort, Rasputin, bestia taka,
Że sam kręcił kabestanem
I to bez handszpaka.

Jak pod Helem raz dmuchnęło,
Żagle zdarła moc nadludzka,
Patrzę - w koję mi przywiało
Nagą babkę z Pucka.

Niech drżą gitary struny,
Niech wiatr grzywacze pieści,
Gdy płyniemy pod banderą
Morskich opowieści.

Od Falklandu-śmy płynęli,
Doskonale brała ryba,
Mogłeś wędką wtedy złapać
Nawet wieloryba.

Rudy Joe, kiedy popił,
Robił bardzo głupie miny,
Albo skakał też do wody
I gonił rekiny.

I choć rekin twarda sztuka,
Ale Joe w wielkiej złości
Łapał gada od ogona
I mu łamał kości.

Może ktoś się będzie zżymał
Mówiąc, że to zdrożne wieści,
Ale to jest właśnie klimat
Morskich opowieści.

Kto chce, ten niechaj wierzy,
Kto nie chce, niech nie wierzy
Nam na tym nie zależy,
Więc wypijmy jeszcze.

Pij bracie, pij na zdrowie,
Jutro Ci się humor przyda,
Spirytus Ci nie zaszkodzi,
Sztorm idzie - wyrzygasz.








































































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
ver.1
d
C
d
F C d
ver.2
a
G
a
C E a
Morska burza mózgu


1.




Ref.:






2.




3.




ref...

Łam daj daba-daj! Łam daj daba-daj! Łam daj daba-daj daj!

A wiatr jest chyba zawiany,
Urżnęli się wczoraj z mym mózgiem gdzieś.
I jacht radością też chyba pijany,
I śpiewa naprędce skleconą pieśń.

   Wiatr szamoce się z żaglem,
   A w głowie szamoce się wiersz.
   W szalonym tańcu tu anioł z diabłem
   I woda tańczy też.

   Łam daj daba-daj! Łam daj daba-daj! Łam daj daba-daj daj!

Przyciężkie niebo nad nami
Ołowiem kropli otula nas.
Deszczowy teatr między wantami,
Burzowa poezja wzburzyła czas.

A krople składają się w chwile,
W ocean smutku i śmiechu łez.
I wierszy ułożę zaraz tyle...
A może tylko jeden wiersz.

   

|bis






|
|
|
|bis

|bis













 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
eDCDehe

a D C D
G D G D
e D C D
G D e

G a
G D
C D G C
D e
Mona
Ref.:




1.









2.









3.









ref...

   Był pięćdziesiąty dziewiąty rok,
   Pamiętam ten grudniowy dzień,
   Gdy ośmiu mężczyzn zabrał sztorm
   Gdzieś w oceanu wieczny cień.

W grudniowy płaszcz okryta śmierć
Spod czarnych nieba zeszła chmur,
Przy brzegu konał smukły bryg,
Na pomoc "Mona" poszła mu.

Gdy nadszedł sygnał, każdy z nich
Wpół dojedzonej strawy dzban
Porzucił, by na przystań biec,
By ruszyć w ten dziki z morzem tan.

A fale wściekle biły w brzeg,
Ryk morza tłumił chłopców krzyk,
"Mona" do brygu dzielnie szła,
Lecz brygu już nie widział nikt.

Na brzegu kobiet niemy szloch,
W ramiona ich nie wrócą już,
Gdy oceanu twarda pięść
Uderzy w ratowniczą łódź.

I tylko krwawy słońca dysk
Schyliło już po ciężkim dniu,
Mrok okrył morze, niebo, brzeg,
Wiecznego całun ścieląc snu.

Wiem dobrze, że synowie ich
Też w morze pójdą, kiedy znów
Do oczu komuś zajrzy śmierć
I wezwie ratowniczą łódź.

   






































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a G a
a e
a e a
d e a

a G a
a e
a G a
d e a
Molly Maquires

1.






Ref.:





2.






3.






ref...


Tam, gdzie słońca zwykle brak,
Gdzie czekał nas śnieg i lód.
Tam, gdzie sztorm i gęsta mgła,
Gdzie diabeł koił nas do snu.
Zawsze śmiało wiodła nas przez świat,
Trzymała dzielnie swój kurs.

   Hej!
   Way, hey, nasza "Molly Maquires"
   Najszybciej z wszystkich szła pod wiatr.
   Way, hey, nasza "Molly Maquires"
   Po morzach pływała tyle lat.

Dzień, czy noc, czy świt, czy zmrok,
Dziób dumnie groźne fale pruł.
Księżyc, gwiazdy, słońca blask,
To była jej najlepsza z dróg.
Ciepłe plaże, palmy dała nam,
Śmiech dziewcząt, miłości smak.

Dzisiaj w sercu ciągle mam
Jej obraz wśród białych chmur.
Z tylu nas wywiodła burz,
Że musiał jej pomagać Bóg.
Jej słodkie imię będę śnić,
W pamięci mej będzie trwać.

   x2































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C.G.FG.C.C.d.FG.C
a.C
C.a
C.F
CG.C
a.e
F.G


C.G
F.G
C.G
FG.C
Moja dziewczyna
1.




Ref.:




2.




3.




ref...

Moja dziewczyna ma oczy zielone,
Zielone tak jak morska toń.
Moja dziewczyna ma włosy kręcone,
Które spadają jej na skroń.

   A w tawernie nasza paka piwo pije,
   Ludzi tyle, że już nie ma wolnych miejsc.
   Piwo pije, szanty śpiewa - wie, że żyje,
   No, bo jutro wypływamy w długi rejs.

Moja dziewczyna ma usta czerwone,
Jak zachodzące słońce są.
Gdy ją całuję, są rozchylone,
W oczekiwaniu całe drżą.

Moja dziewczyna ma nogi do nieba,
Jak dwa obłoki - piersi dwie.
Gdy na nią patrzę, nic mi nie trzeba,
Jest taka ładna, gdy śmieje się.

   























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C G E a
F C D7 G
C G E a
F C G C

D G
E a
F C
G
Mobile Bay
1.




Ref.:


2.


3.


4.


5.


6.


ref...

Port Bristol został gdzieś we mgle,
- Opowiadaj, gdy robota jest!
Wzięliśmy kurs na Mobile Bay.
- Hej, opowiedz, bo robota jest!

   Way-hey-haulay! Ho-ho!
   Opowiadaj, gdy robota jest.

I cóżeś Ty robił tam w Mobile Bay?
Bawełnę rwałem cały dzień.

I co tam widziałeś w Mobile Bay?
Dziewczyny piękne, chętne też.

A kogo poznałeś w Mobile Bay?
Ognistą, piękną Saucy Gray.

I co z nią robiłeś w Mobile Bay?
Puściłem na nią cały szmal.

On poślubił ją tam w Mobile Bay,
Przeżyłem razem z nią szczęśliwy dzień.

   






|
|bis


















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C G C
C G C
C G7 C
C G7 C

C F C
C G7 C
wyślij komentarz do redakcji serwisu - najciekawsze komentarze zamieścimy na tej stronie
Miła
1.








Ref.:









2.








3.








ref...



Szczur kończy gulasz mdły,
Już pora wyjść z kantyny,
Karcianej zapis gry
Na liście od dziewczyny.
Przed nami długa noc,
Ruszamy jutro z rana,
Pod szary wpełzasz koc,
Co skrywa grzech Onana.

   Miła - nie przychodź na wołanie,
   Miła - wojenka, moja pani.
   Z nią się kochać chcę,
   Gdy w nocy się budzę.

   Miła - twą postać widzę we śnie,
   Miła - dojrzałe dwie czereśnie
   Weźmiesz z dłoni mej,
   Gdy kiedyś powrócę.

Dwadzieścia prawie lat
I w czapkę znaczek wpięty,
Papieros w kącie warg
Niedbale uśmiechniętych.
Obija się o bok
Nabite "Parabellum",
Śpiewamy idąc w krok
Dwa metry od burdelu.

Już dojadł resztki szczur,
Do koszar powracamy,
Na ścianach latryn wzór
Z napisów nie dla damy.
Na sen nam czasu brak,
Kostucha kości liczy,
Pijani w drobny mak
Walimy się na pryczę.

   x2

   Weźmiesz z dłoni mej!










































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e
e
H7
H7
a
a
G
H7

e a
e a
GD e
D H7

e a
e a
GD e
H7 e a H7
Mewy

1.




Ref.:




2.




ref...


Mewy, białe mewy, wiatrem rzeźbione z pian,
Skrzydlate, białe muzy okrętów odchodzących w dal.
Kto wam szybować każe za horyzontu kres,
W bezmierne oceany, przez sztormów święty gniew?

   Żeglarzom wracającym z morza
   Na pamięć przywodzicie dom,
   Rozbitkom wasze skrzydła niosą
   Nadzieję na zbawienny ląd.

Ptaki zapamiętane jeszcze z dziecięcych lat,
Drapieżnie spadające ze skał na szary Skagerrak.
Wiatr czesał w grzywy morze, po falach skacząc lekko biegł.
Pamiętam tamte mewy, przestworzy słonych zew.

   







|
|
|
|bis








 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
ver.1
e C D e
C D e
e C D e
e C H7 e

C H7 e
C H7 e
C D7 e
C H7 e
ver.2
e C D e
e C D e
e C D e
e C H7 e

C D e
C H7 e
G D7 e
C H7 e
Mathew Anderson
1.





Ref.:




2.




3.






4.




5.





ref...

Nazywam się Mathew Anderson, greenhornem byłem, gdy
Wlazłem na pokład jednego z tych, co hen, na południe szły,
A był to w życiu mym pierwszy rejs, poznałem więc morza smak,
Ciężka robota tam szybko też ugięła mój sztywny kark.
(Ciężka robota tam prędko też przygięła mój sztywny kark.)

   Way-hey! Żegluj no!
   Strzeżcie córek swych w Hilo!
   Jankeski statek w zatokę wszedł,
   Potańcujemy tam sobie wnet!

Harpunnik stary nauczył mnie przeliczać długie dni
Na krągłe kształty baryłek, co w gardziele ładowni szły.
A kiedy już dzielny statek nasz miał tranu pełny brzuch,
Odwrócił swój dziób i pochylił maszt, na Hilo Town obrał kurs.

Słońcem nas przyjął Hilo port, na brzegu dziewczyny już
Kolanem, ech, o kolano trą, a mężczyźni rwą czapki z głów.
I szybko tam nasz cuchnący tran na złoto przemienił się,
Lądowych uciech szedłem szukać sam, nie wiedząc, że zgubi to mnie.
(A kiedy już nasz cuchnący tran na złoto przemienił się,)
(Portowych uciech szedłem szukać tam, nie wiedząc, że zgubi to mnie.)

Małej Jill w ręce wpadłem tam, miała oczy jak morza toń,
Podniosła raz rzęsy, a ciepło ich przypomniało stracony dom.
I dałem się jej niby dzieciak wieść - o swym ojcu mówiła mi,
Że pastorem jest i jak walczy ze złem, niby tarcza w tym mieście tkwi.

Jak słońce, co wiosną roztapia kry, tak szybko sprawiła, że
Padłem na kolana i zgodziła się przysięgać na dobre i złe.
Nie zobaczę już Atlantyku kłów, gór mięsa płynących krwią,
Może czasem jeszcze przyniesie sztorm mej wolności piosenkę tą.
(Może czasem sztorm przyniesie mi mej wolności piosenkę tą.)

   x2





































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e D C D e
e D C D e
G D G H7
e D C D e


G D
C D
G D G C
e D e
Marynarz z Botany Bay
1.




Ref.:




2.




3.




4.




ref...

Przestrogę dziś Ci daję i nadstawiaj uszu, bo
Na własnej skórze przecież sam przeżyłem wszystko to.
Gdy raz się zaprzedałeś, miej to w pamięci swej,
Że zawsze będziesz wracał tu nad brzegi Botany Bay!

   Hej! Żegnaj dobry porcie, kochanko, żono też,
   Znów stary diabeł - Morze - upomniał o mnie się!
   Znów pod nogami dechy pokładu będę czuł
   I z perty znów spoglądał tam te parę pięter w dół!

Na lądzie chciałem zostać, by już jedno miejsce grzać
I sitem w piachu wiele dni babrałem się, psia mać!
Lecz nie znalazłem złota i pusto w sakwie mej,
Nie szkodzi, wszak nocą i tak coś rwie do Botany Bay.

Podkładów długie rzędy pod wstęgi srebrnych szyn,
Kamieni, cegieł stosy, bo... wciąż chciałem wygrać z NIM.
Lecz gdy z Południa dmuchnie, ech, śmiej się bracie, śmiej,
To w wietrze tym wciąż czuję sól, tę sól znad Botany Bay.

Ach, stale rwie coś w środku i jak chory boli ząb,
I czego byś nie zaczął, to i tak to ciśniesz w kąt.
Zawodów wiele miałem w karierze długiej mej,
Lecz zawsze znów wracałem tu - marynarz z Botany Bay.

   




























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
G e C G
G e a D
G e C G D
e a H7 e D
Marco Polo
1.









Ref.:




2.









3.









ref...

Nasz "Marco Polo" to dzielny ship,
Największe fale brał.
W Australii będąc widziałem go,
Gdy w porcie przy kei stał.

I urzekł mnie tak urodą swą,
Że zaciągnąłem się
I powiał wiatr, w dali zniknął ląd,
Mój dom i Australii brzeg.

   "Marco Polo"
   W królewskich liniach był.
   "Marco Polo"
   Tysiące przebył mil.

Na jednej z wysp za korali sznur
Tubylec złoto dał
I poszli wszyscy w ten dziki kraj,
Bo złoto mieć każdy chciał.

I wielkie szczęście spotkało tych,
Co wyszli na ten brzeg,
Bo pełne złota ładownie są
I każdy bogaczem jest.

W powrotnej drodze tak szalał sztorm,
Że drzazgi poszły z rej,
A statek wciąż burtą wodę brał,
Do dna było coraz mniej.

Ładunek cały trza było nam
Do morza wrzucić tu,
Do lądu dojść i biedakiem być,
Ratować choć żywot swój.

   






































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e G D e
e G
C e G D
e D e






e D C H7
e D e
e D C H7
e D e
Lowlands Low
1.




Ref.:


2.




3.




4.




5.




ref...

Wszystko gotowe, już fały ręce trą,
Ładunek na dole dobry mamy.
Dzielne chłopaki już na handszpaki prą,
Płyniemy, hen, do Lowlands Low.

   Do Lowlands Low, do Lowlands Low,
   Płyńmy, hen, do Lowlands Low!

Bosman i Stary już na pogodę klną,
Lecz my się burzy nie boimy.
Czy wiatry dobre, czy w pogodę złą,
Płyniemy, hen, do Lowlands Low.

Brzegi znajome po nocach mi się śnią,
Cholera z tym morzem! - Chcę do domu!
Morze nie pomoże, bo tęsknotę złą
Ukoję tylko w Lowlands Low.

Kiedy Ci smutno i oko zajdzie mgłą,
I czujesz się jak patyk od kaszanki,
Zapakuj worek i uciekaj stąd,
Płyń z nami, hen, do Lowlands Low.

Wszystko gotowe, już fały ręce trą,
Ładunek na dole dobry mamy.
Cumy rzucone, odpływamy stąd,
Płyniemy, hen, do Lowlands Low.

   































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D D7
G A7
D D7
G A D D7

G D A D
D A7 D D7
London River
Ref.:




1.




2.




3.




4.




5.




ref...

   London River, moja London River,
   Wiem, że kiedyś tam dopłynę.
   London River, moja London River,
   Chcę zobaczyć Cię znów.

Gdy lądowym szczurem byłem,
Nad jej brzegi przychodziłem
I marzyłem o przygodach,
Które niesie z sobą wielka woda.

Zanurzyłem się w odmętach,
Morze moją duszę pęta.
Nie opuszczę tej niedoli,
Choć tęsknota czasem mocno boli.

Od pół wieku wciąż na wodzie,
Bezkres fal mnie wita co dzień,
Jutro za horyzont płynę,
Bo tam czeka moja London River.

Posłuchajcie mnie żeglarza,
Co za forsę się naraża:
Tam, gdzie London River rzeka,
Wiem, że ona na mnie czeka.

Gdy do portu już zawinę,
Pocałunek dam dziewczynie
Tej z arktycznej pięknej zorzy,
Tej prześlicznej, co się sroży.

   x2

































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D G D
h fis G D
G e h
A

D G D
h fis G D
G e h
e D A D
Maggie May
1.






Ref.:






2.






3.






4.






5.






Co zdarzyło kiedyś się,
Opowiedzieć dziś wam chcę,
Chociaż wielu z was historie takie zna.
Głupio wyszło ale tu,
W starym porcie Liverpool,
Pierwszy raz ogołocono mnie do cna.

   O Maggie, Maggie May,
   Przepędzili Ciebie, hej,
   Do harówy na tasmański, dziki brzeg.
   Orżnęłaś wielu żeglarzy
   I wielu marynarzy,
   Już nie będziesz po portach włóczyć się.

Odebrałem forsę swą
Za mój rejs do Seyleone,
A niemało tego było, wierzcie mi.
Nie wiedziałem o tym, że
Wkrótce za mnie weźmie się
Ta dziewczyna o imieniu Maggie May.

Nie wiedziałem o niej nic,
Kiedy w oko wpadła mi,
Jak fregata piękna była w sukni swej.
Nic się nie liczyło już,
Na nią więc obrałem kurs,
Celem moim była właśnie Maggie May.

Dialog kilka chwil trwał, lecz
Nie wyczułem w czym jest rzecz
I jak głupi dałem wziąć się jej na hol.
Szybko płynął czas i gin,
Byłem zachwycony tym,
Że w tawernie mogłem szaleć razem z nią.

Gdy mnie zbudził słońca blask,
Po dziewczynie mojej ślad
Wszelki zniknął, a wraz z nią mój cały trzos.
Smutny finał szaleństw tych,
Kubrak w zastaw musiał iść,
Buty także podzieliły jego los.











































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C
C7 F
C G G7
G7 C
C7 F
G7 C

G7
C
G7
C
C7 F
G G7 C
Na Mazury
1.





Ref.:














2.





3.





ref...



Sie masz, witam Cię, piękną sprawę mam,
Pakuj bety swe i leć ze mną tam,
Rzuć kłopotów stos, no nie wykręcaj się,
Całuj wszystko w nos,
Osobowym drugą klasą przejedziemy się.

   Na Mazury, Mazury, Mazury,
   Popływamy tą łajbą z tektury,
   Na Mazury, gdzie wiatr zimny wieje,
   Gdzie są ryby i grzyby, i knieje.

   Tam, gdzie fale nas bujają,
   Gdzie się ludzie opalają,
   Wschody słońca piękne są
   I komary w dupę tną.
   Gdzie przy ogniu gra muzyka
   I gorzała w gardłach znika,
   A Pan Leśniczy nie wiadomo skąd
   Woła do nas, do nas, do nas...
   ..."Paszła won!"

Uszczelniłem dno, lekko chodzi miecz,
Zęzy smrodów sto przewietrzyłem precz,
Ster nie spada już i grot luzuje się,
Więc się ze mną rusz,
Już nie będzie tak jak wtedy, nie denerwuj się.

Skrzynkę piwa mam, Ty otwieracz weź,
Napić Ci się dam, tylko mi ją nieś,
Coś rozdziawił dziób i masz głupi wzrok?
No nie stój jak ten słup,
Z Węgorzewa na Ruciane wykonamy skok.

   x2
   (...)
   Woła do nas... "Dzień dobry (kochane) żeglarze! Witam! Witam!"




















<zaraza żeglarska!>

















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D A D
D A D
G D A D
G D
A

D G D
D A D
D G D
D A D

G
A D
G
A D
G
A D
G A
A
D


(drugi ref. sekundę wyżej)
Niepoprawny gość
1.






Ref.:






2.






3.






ref...

Na przystani ją poznałem
I pół nocy zmarnowałem,
By ją śpiewem i gitarą oczarować.
A gdy przyszło co do czego,
Ona poszła do innego,
Za to kumple rozpoczęli intonować:

   Gdzie Ty, chłopie, miałeś oczy,
   Zawsze coś Cię zauroczy,
   Chyba nie wiesz sam, na jakim świecie żyjesz.
   Wciąż pomysły postrzelone,
   A masz przecież dziecko, żonę,
   Zobacz, że łysiejesz już i tyjesz.

Innym razem, idąc szlakiem,
Dołączyłem się z plecakiem
Do ekipy, co na szczyt się wybierała.
Nie minęły cztery chwile,
Jak mnie zostawili w tyle,
A w schronisku banda kumpli już śpiewała:

Minął czas wędrówek w góry
I wyjazdów na Mazury,
Lecz wspomnienia miłe w głowie pozostają.
Życie mijające bokiem
Obserwuję mętnym wzrokiem,
A kolesie moi ciągle mi śpiewają:

   x2































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a.a
a.a
A7.A7.d.d
d.E7
a.F
d.H7.E7.E7

a.a
a.a
A7.A7.d.d
d.E7
a.F
d.H7.E7.E7
Nostalgia
1.




2.




3.




4.




5.




6.




7.




8.




9.




Dziś odwiedziła mnie nostalgia,
We włosach miała morską sól,
Mówiła coś od rzeczy o brzuchatych żaglach,
Z butelki piła rum.

Siedziała u mnie aż do rana,
Mieszała z rumem cierpki gin,
Paliła czarny tytoń, na gitarze grała,
Opowiadała sny.

O samym środku niepogody,
O falach stromych i wiatrach złych.
Cyklon z podbitym okiem, ale jeszcze młody,
W pokoju zaczął wyć.

A potem pasat tu przyleciał,
Tańczyły bryzy słonych mórz.
Zbudzona żona woła: "Zamknij drzwi bo przeciąg,
I przestań już się tłuc!"

Lustro ma zapuchnięte oczy
I twarz jak rozłupany pień.
Cóż, trzeba się ogolić i pójść do roboty
By jutro kupić chleb.

Ale w nocy przyjdzie znów nostalgia,
Przyniesie w dłoniach słony bryz,
Przysiądzie mi na kołdrze i w żagle z prześcieradła
Otuli moje sny.

O samym środku niepogody,
O falach stromych i wiatrach złych.
Cyklon z podbitym okiem, ale jeszcze młody,
W pokoju zacznie wyć.

A potem pasat tu przyleci,
Zatańczą bryzy ciepłych mórz.
Zbudzona żona warknie: "Znów pobudzisz dzieci,
Hej, mógłbyś zasnąć już."

Lustro ma zapuchnięte oczy
I twarz jak rozłupany pień.
Cóż, trzeba się ogolić i pójść do roboty
By jutro kupić chleb.



|
|bis (i następne)









































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
G C7 G
C7 G G7
C7 G e
a D7 G(G7)
Negroszanta
0.

1.


2.


3.


4.


5.


6.


7.


8.




O, udźwignij!...

O, udźwignij ciężar, o!... Twymi dłońmi
I załaduj te banany... do ładowni.

Do ładowni znowu, o!... trza się schylać,
Upał, kurz i tęgie baty,... o, wytrzymać.

O, wytrzymać słońce, o!... siódme poty,
Stary bosman ciągle goni... do roboty.

Do roboty czarnej, o!... do południa,
Żeby pełno, równo było,... ech, w ładowniach.

Ech, w ładowniach statku, o!... przyszła pora,
Będziesz siedział tutaj, Bracie,... do wieczora.

Do wieczora spływasz, o!... ciężkim potem,
Ale sławisz swoje Mzimu... za robotę.

Za robotę parę, o!... groszy dano,
Jutro zaczynamy znowu... wcześnie rano.

Wcześnie rano i tak, o!... jeszcze trzy dni,
Czarnej pracy ponad siły,... o udźwignij!

(i tak w kółko, w dobrym tempie wszystkie zwrotki od początku)





























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
A D

D G
A D
Pacyfik
1.




Ref.:




2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.

Ref.:









Kiedy szliśmy przez Pacyfik,
- Way-hey, roluj go!
Zwiało nam z pokładu skrzynki......
- Taki był cholerny sztorm!

   Hej, znowu zmyło coś,
   Zniknął w morzu jakiś gość.
   Hej, policz który tam,
   Jaki znowu zmyło kram.

...Pełne śledzia i sardynki,
...Kosze krabów, beczkę sera,
...Kalesony oficera,
...Sieć jeżowców, jedną żabę,
...Kapitańską zmyło babę,
...Beczki rumu nam nie zwiało -
...PÓŁ ZAŁOGI JĄ TRZYMAŁO! (2x wolniej/albo głośniej :-))) )

   Hej, znowu zmyło coś,
   Zniknął w morzu jakiś gość.
   Hej, policz który tam,
   Jaki znowu zmyło kram.

   Hej, znowu zmyło coś,
   Zniknął w morzu jakiś gość.
   Postawcie wina dzban,
   Opowiemy dalej wam!





























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C
C G
C
C G C

C F
C G
C F
C G C

C
C
C
C
C
C
C
Pijmy za chłopców, co wyszli na połów
Ref.:




1.




2.




3.




4.




5.




ref...

   Pijmy za chłopców, co wyszli na połów,
   Zdrowie chłopaków, co w morzu dziś są.
   W nocy przy sieciach nie mają spokoju,
   Gdy szczury lądowe w swych łóżkach już śpią.

Z portu wychodzą, gdy noc budzi ranek,
Śpiące rodziny żegnają bez słów.
Pogoń za rybą jest dla nich wyzwaniem,
Ławice na mapach wyznaczą im kurs.

I dalej na północ, gdzie na nich czekają
Sztormowe wiatry wśród lodowych gór.
Wydają trał, a w myślach już mają
Ryb pełne lasty i powrotny kurs.

Do mroźnej Islandii spod szkockich brzegów,
Przez Wyspy Faroe i morza biel.
Czterdziestki, Dogger i Wyspa Niedźwiedzia,
Trzy czwarte doby rybaka trwa dzień.

Już sieci wybrane, obfity był połów,
Pod dekiem robota przez noc i dzień.
Dziesięć dni w morzu i pora do domu,
Przed dziobem mil tysiąc, za rufą nie mniej.

Nad zatoką już słońce się wspina po niebie,
W modlitwie rybaka "amen" śpiewa wiatr.
Szare miasto uśpione wciąż jeszcze nie wie,
Że chłopcy wracają. Przywitać ich czas!

   x3

































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Piosenka dla mojej dziewczyny
1.







Ref.:







2.







3.







Ref.:







Szesnaście lat miałem, gdy na żagle
Pierwszy raz w świat przyjaciel mnie zabrał -
Wdzięczny jestem mu za to do dziś.

Morze jest mym życiem i żywiołem
Do końca dni. Teraz, gdy zacząłem,
Przyjaźń z nim - z tego już nie da się wyjść.

   Morze i wiatr, na dobre i na złe,
   Przez wiele lat szukałem, znalazłem.
   Miła, błagam, nie zrozum mnie źle.

   Kocham Cię tak, jak swoje przestworza
   Pokochał wiatr, a jednak, o Morzu,
   Nie wiem, czy miłość to też, czy zew?

Miesiące dwa na morzu bez Ciebie
To deszcz i mgła, to słońce na niebie.
Zdjęcie Twe nad głową w koi swej mam.

Na grzbietach fal poznaję świat nowy,
Krążę wśród skał czujny, gotowy,
Lecz sercem uparcie wędruję tam, tam, gdzie Ty.

Miesięcy sześć we dwoje znów w domu,
Mówisz, że mnie nie oddasz nikomu,
Więcej nic nie zabierze Ci mnie.

Dajesz mi to, co ważne jest w życiu,
Lecz serce me cichutko i skrycie
W morze jachtem żegluje co dzień, choć we śnie.

   Morze i wiatr, na dobre i na złe,
   Przez wiele lat szukałem, znalazłem.
   Miła, błagam, nie zrozum mnie źle.

   Kocham Cię tak, jak swoje przestworza
   Pokochał wiatr, a jednak, o Morzu,
   Nie wiem, czy miłość to też, czy zew?





































|
|
|bis

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e.e.e.e
a.a.a.a
h.h.h.h.a.a.h.h





a.a.a.a
e.e.e.e
h.h.h.h.e.e.E7.E7

a.a.a.a
e.e.e.e
h.h.a.h.e.e.a.h
Piracka piosenka
1.




Ref.:





2.




3.




ref...

Na statku bunt, nad nami mew zawieja,
Od wczoraj, za dublonów złotych garść,
Dwóch niegodziwców ciężko zwisa z rei.
Za mało - wieszać czterech to w sam raz.

   Na na na-na-na-na, na na-na-na-na.
   Wiatr, wiatr, wiatr łapcie w żagle,
   Choć sztorm i wróg na statek nasz czyha.
   Szczęście to mit - stworzyliśmy go sami,
   Czarna bandera nad nami.

Brać Kapitana! - wskazał ktoś paluchem,
To koniec bratku! - krzyknął któryś doń,
Kapitan zaś dwa worki z całym łupem
Na oczach bandy cisnął w morską toń.

Wtem fali cios zdruzgotał statek strasznie,
Pamięta dobrze, kto przeżył ten dzień.
Za burtę rzućcie, co wam krwią zapachnie
I wierzcie, że to nie najwyższa z cen.

   x2









|
|bis













 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e G a h
e G a h
C G a h
a h e

C G a h a h e
e G a h
e G a h
C G a h
a h e
Piętnastu chłopa
1.




Ref.:




2.


3.


4.


ref...

Piętnastu chłopa na "Umrzyka Skrzyni",
- Ho-o-aj-ho! W butelce rum!
Pij za zdrowie, resztę czart uczyni.
- Ho-o-aj-ho! W butelce rum!

   Z całej załogi jeden został zuch,
   Choć wypłynęło ich czterdziestu dwóch.
   W butelce rum!
   W butelce rum!

Tom Evry dostał nożem po policzku,
A monsieur Tessain zadyndał na stryczku.

Nóż dostał w grdykę Francuz i padł trupem,
Grosz zaśniedziały był ich całym łupem.

Trup Bellamy'ego sczerniały i suchy,
Wisi pod Kingston, aż brzęczą łańcuchy.

   






















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a d a
H7 E E7
a d a
H7 E E7

a d a
d H7 E E7
a E E7
a E a
Początkującego żeglarza pieśń radosna
1.









Ref.:









2.









3.









ref...






Pływanie to nie taka trudna sprawa,
Pływanie to nie taka trudna rzecz,
Bo jak wiatr z tyłu będzie w żagiel dmuchać,
To wtedy łódź do przodu musi przeć.

Jak już się płynie tą łodzią do przodu,
Nie można bać się ani jednej fali,
Mocno się trzymać trzonka od steru,
No i uważać, aby się nie wywalić.

   Kto mnie weźmie na łódkę,
   Kto mnie weźmie na rejs,
   Staż żeglarski mam krótki,
   Lecz wiem, co grane jest.

   Kto mnie weźmie na łódkę,
   Kto mnie weźmie na wodę,
   Chociaż staż mój jest krótki,
   To ja chętnie pomogę.

Bluzka żeglarza musi być w paski,
Trochę spłowiała ma to być bluzka,
Spod niej wystają włosy na torsie,
Na szyi obowiązkowa chustka.

Z takim wyglądem to można zaszaleć,
W porcie, tawernie lub w barze szantować,
A czasem los trochę mocniej przyfarci,
Pozwoli laskę na noc zmontować.

Zbajerowana do końca laska
Powinna szybko się znaleźć w kokpicie,
Poczęstowana niedrogim winkiem
Żeglarskiej braci zaprzeda swe życie.

A wtedy z innych łódek żeglarze
Z wielką zazdrością łódź tę wytykają,
Że, mimo braku fali na wodzie,
Maszty się w rytmie tej pieśni kiwają.

   (cały)

   Może pływać nie umiem,
   Ale śpiewam i gram,
   Komu się nie podoba,
   To jest świnia, prostak i cham.
















































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D.D
D.A
e.A
A.D

D.D
D7.G
g.D
E.A.A

D.D
A.A
A.A
D.D

D
D7.G
G.D
A.D.D
D.D.A.A
Pod Jodłą
1.






Ref.:

2.






3.






4.






Siedzieliśmy pod jodłą i dobrze nam się wiodło,
Kapitan Farell, stary zgred, postawić nie chciał whisky.
Trzy razy mu mówiłem, uprzejmie go prosiłem,
Lecz pycha rozpierała go, a nam już wyschły pyski.
Więc dałem jemu w nos, co myśli sobie,
Co myśli wredny typ - postawić nie chciał nam!

   Na na, na na na, na na...

Wybrałem się do Mary, chodziłem tam dni cztery,
Ekonom Paddy, suczy syn, wciąż dawał jej robotę.
Trzy razy mu mówiłem, uprzejmie go prosiłem
Lecz nie posłuchał łobuz mnie, do dziś ma Mary cnotę,
Więc dałem jemu w nos, co myśli sobie,
Co myśli wredny typ - pozwolić nie chciał nam!

W Dublinie, przy niedzieli, pięć funtów nam gwizdnęli,
Właściciel pubu, tłusty byk, chciał funta na zapłatę.
Trzy razy mu mówiłem, uprzejmie go prosiłem,
Lecz nerwy ciut poniosły mnie, zepsutą ma facjatę.
Bo dałem jemu w nos, co myśli sobie,
Co myśli wredny typ - odpuścić nie chciał nam!

Na trakcie, przez przypadek, los też mnie kopnął w zadek,
Łapaczy oddział wyrwał mnie tak, jak borsuka z dziury.
Na okręt mnie zabrali, po zadku fest przylali,
A kiedy drzeć zacząłem pysk, padł taki rozkaz z góry:
A dajcie jemu w nos, co myśli sobie,
Co myśli wredny typ - przeszkadzać będzie nam!































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D h
G D
D h
G D
A D
G D A D
Płyńmy w dół do starej Maui
1.








Ref.:




2.








3.








4.








5.








ref...

Mozolny, twardy i trudny jest
Nasz wielorybniczy znój,
Lecz nie przestraszy nas sztormów ryk
I nie zlęknie groza burz.
Dziś powrotnym kursem wracamy już,
Rejsu chyba to ostatnie dni
I każdy w sercu już chyba ma
Piękne panny ze starej Maui.

   Płyńmy w dół, do starej Maui, już czas,
   Płyńmy w dół, do starej Maui.
   Arktyki blask już pożegnać czas,
   Płyńmy w dół, do starej Maui.

Z północnym sztormem już płynąć czas
Wśród lodowych, groźnych gór.
I dobrze wiemy, że nadszedł czas
Ujrzeć niebo z tropikalnych chmur.
Dziesięć długich miesięcy zostało gdzieś,
Wśród piekielnej, kamczackiej mgły.
Żegnamy już Arktyki blask
I płyniemy do starej Maui.

Za sobą mamy już Diamond Head,
No i groźne stare Oahu.
Tam maszty i pokład na długo skuł
Wszechobecny, groźny lód.
Jak odrażająca i straszna jest
Biel Arktyki, tego nie wie nikt.
Za sobą mamy już setki mil,
Czas wziąć kurs do starej Maui.

Harpuny już odłożyć czas,
Starczy, dość już wielorybiej krwi.
Już pełne tranu beczki masz,
Płynne złoto sprzedasz w mig.
Za swój żywot psi, za trud i znój,
Kiedyś w niebie dostaniesz złoty tron.
O dzięki Ci Boże, że każdy mógł
Wrócić do rodzinnych stron.

Kotwica mocno już trzyma dno,
Wreszcie ujrzysz ukochany dom.
Przed nami główki portu już
I kościelny słychać dzwon.
A na lądzie uciech nas czeka sto,
Wnet zobaczysz dziatki swe.
Na spacer weźmiesz żonę swą
I zapomnisz wszystkie chwile złe.

   x2





















































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
d A d C
d A7 d
d A d C
d A7 d
F C A7
d A7
d A d C
B A7 d

C F C A7
d A
d A d C
B A7 d
Płyńmy tam, gdzie Kuba
1.




2.


3.


4.


5.


6.


Na Kubę gnać przyszła pora znów,
- Płyńmy tam, gdzie Kuba!
Na Kubę, chłopcy, płyńmy, szkoda słów.
- Gnajmy tam, gdzie Kuba!

Kapitan znowu nastawia szmat,
Bryźnie nam woda na pokład i na kark.

Oh, my God! Jak ten wiatr się wściekł,
Płyńmy tam poprzez lód i poprzez śnieg.

Dziewczynę znam - długą - dziewięć stóp,
Jej biust leży w kuchni, gdy w pokoju leży brzuch.

A małej bym chciał, która zna fandango,
Okrągłej tak, jak melon i słodkiej tak, jak mango.

Na Kuby brzeg gnajmy chłopcy, hej!
Na Kuby brzeg od poranku, aż po zmierzch.





















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
A
E A
D A
A E A
Płyńmy do Australii
1.




Ref.:




2.


3.


4.


5.


6.


7.


8.


9.


ref...

Australia po nocach nam się śni,
- Heave away! Haul away!
Czy kiedyś się spełnią nasze sny?
- Hej, płyńmy do Australii!

   Heave away! Popłyńmy tam,
   Heave away! Haul away!
   Płyńmy do Australii bram.
   Hej, płyńmy do Australii!

W Australii kilku kumpli mam,
Popłynąć chciałbym kiedyś tam.

Bałtyk zwiedziłem wzdłuż i wszerz,
I na Północnym byłem też.

Atlantyk nie jest taki zły,
Lecz płynąć trzeba wiele dni.

Po drodze chciałbym przejść Cape Horn,
Od lat po nocach śni mi się on.

Pacyfik spokojny powinien być,
Choć różnie bywa: Co tu kryć!

W Australii znajdę nowy dom,
Chociaż to tak daleko stąd.

Przed laty za karę pływali tam,
Dziś każdy pcha się do jej bram.

Australia po nocach nam się śni,
Czas by wreszcie się spełniły sny.

   





































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C F C
F C F C
C G C
C G7 C

F C
F C F C
F C
C G C
Przyjaciółka żeglarzy

1.




Ref.:




2.




3.




4.




ref...







W tawernie, tej za rogiem, gdzie czerwone płynie wino,
Wśród zgiełku zapoconych łbów wyróżnia się dziewczyna.
Wesoła śpiewa, bawi się, a wszyscy w krąg pijani,
Co chwila inny facet w jej wsysa się ust aksamit.

   Przyjaciółko żeglarzy, o Tobie każdy marzy,
   Kiedy wina trochę więcej wypije!
   Przyjaciółko żeglarzy, słodki uśmiech na twarzy,
   Ta tawerna, to bez Ciebie nie żyje!

Przed chwilą piła wino tu, a już przy drugim stole,
Z innymi swoich wdzięków czar wymienia na napoje,
A każdy stawia jej, by z nim spędziła choćby chwilę.
Zabawa trwa i szum, i gwar, i szanty pod sufitem.

Gdy czasem dłużej któryś z nich zawiśnie na jej wargach,
Wyciąga go na spacer po portowych zakamarkach.
Wracając woła taki gość w tawerny stając progach:
"Chłopaki, ech, złapałem dziś za nogi Pana Boga!"

Za jednym dzbanem, drugi dzban z tym winem karminowym,
Co ścina z nóg, przygina kark i pustkę czyni w głowie,
A ona, jak spełnienia znak, wśród pożądliwej braci,
Kasuje głupców raz po raz, wypłata po wypłacie.

   x2

   Para raj, ra ra, raj ra... ... ...

   Przyjaciółko żeglarzy, słodki uśmiech na twarzy,
   Ta tawerna, to bez Ciebie nie żyje!







|
|
|
|bis























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a
a H7 d a
a H7 d a
F C d E
a H7 dE7 a
a
aEEa (CGGC)
FGCE
aEEa
FEaa
Przechyły
1.




Ref.:




2.




3.




4.




ref...

Pierwszy raz przy pełnym takielunku
Biorę ster i trzymam kurs na wiatr.
I jest jak przy pierwszym pocałunku,
W ustach sól, gorącej wody smak.

   O-ho-ho, przechyły i przechyły,
   O-ho-ho, za falą fala mknie,
   O-ho-ho, trzymajcie się dziewczyny - za liny!
   Ale wiatr, ósemka chyba dmie!

Zwrot przez sztag - o'key, zaraz zrobię,
Słyszę jak kapitan cicho klnie.
Gubię wiatr i zamiast w niego dziobem,
To on mnie od tyłu - kumple w śmiech.

Hej, Ty tam, za burtę wychylony,
Tu naprawdę się nie ma z czego śmiać.
Cicho siedź i lepiej proś Neptuna,
Żeby coś nie spadło Ci na kark.

Krople mgły, w tęczowych kropel pyle
Tańczy jacht, po deskach spływa dzień.
Jutro znów wypłynę, bo odkryłem,
Że wciąż brzmi żeglarska stara pieśń.

   








<Za majtki!>



















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e D e
e D e
a H7 e
a H7 e

a H7 e
a H7 e
a H7 e
a H7 e
Pressgang
1.




2.




3.




4.




5.




6.




W dół od rzeki, poprzez London Street,
Psów królewskich oddział zwarty szedł.
Ojczyźnie trzeba dziś świeżej krwi
Marynarzy floty wojennej.

A że byłem wtedy silny chłop,
W tłumie złowił mnie sierżanta wzrok.
W kajdanach z bramy wywlekli mnie -
Marynarza floty wojennej.

Jak o prawa upominać się
Na gretingu nauczyli mnie.
Niejeden krwią wtedy spłynął grzbiet
Marynarza floty wojennej.

Nikt nie zliczy ile krwi i łez
Wsiąkło w pokład, gdy się zaczął rejs,
Dla chwały twej, słodki kraju mój,
Marynarzy floty wojennej.

Hen, za rufą cichy został ląd,
Jesteś tylko parą silnych rąk.
Dowódca tu Twoim bogiem jest
Marynarzu floty wojennej.

Gdy łapaczy szyk formuje się,
W pierwszym rzędzie możesz ujrzeć mnie.
Kto stanie na mojej drodze dziś -
Łup stanowi floty wojennej!




























|
|bis

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
c B c B
c B c
g f G
B c B c
Pożegnanie Liverpoolu
1.




Ref.:





2.




3.




4.




Ref.:





Żegnaj nam dostojny, stary porcie,
Rzeko Mersey żegnaj nam!
Zaciągnąłem się na rejs do Kalifornii,
Byłem tam już niejeden raz.

   A więc żegnaj mi, kochana ma!
   Za chwilę wypłyniemy w długi rejs.
   Ile miesięcy Cię nie będę widział,
   Nie wiem sam,
   Lecz pamiętać zawsze będę Cię.

Zaciągnąłem się na herbaciany kliper,
Dobry statek, choć sławę ma złą,
A że kapitanem jest tam stary Burgess,
Pływającym piekłem wszyscy go zwą.

Z kapitanem tym płynę już nie pierwszy raz,
Znamy się od wielu, wielu lat.
Jeśliś dobrym żeglarzem - radę sobie dasz,
Jeśli nie - toś cholernie wpadł.

Żegnaj nam dostojny, stary porcie,
Rzeko Mersey żegnaj nam.
Wypływamy już na rejs do Kalifornii,
Gdy wrócimy - opowiemy wam.

   A więc żegnaj mi, kochana ma!
   Już za chwilę wypływamy w długi rejs.
   Ile miesięcy Cię nie będę widział
   Nie wiem sam,
   Lecz pamiętać zawsze będę Cię.

































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C C7 F C
C G
C C7 F C
C G7 C

G F C
G
C C7
F C
C G7 C
Pożegnalny ton
1.









Ref.:




2.









ref...

Chyba dobrze wiesz już, jaką z dróg
Popłyniesz, kiedy serce rośnie Ci nadzieją,
Że jeszcze są schowane gdzieś
Nieznane lądy, które życie Twe odmienią.

Chyba dobrze wiesz już jaką z dróg
Wśród fal i białej piany statek Twój popłynie,
A jeśli tak, spotkamy się
Na jakiejś łajbie, którą szczęście swe odkryjesz.

   Morza i oceany grzmią
   Pieśni pożegnalny ton.
   Jeszcze nie raz zobaczymy się.
   Czas stawić żagle i z portu wyruszyć nam w rejs.

W kolorowych światłach keja lśni,
I główki portu sennie mruczą "Do widzenia",
A jutro, gdy nastanie świt,
W rejs wyruszymy, by odkrywać swe marzenia.

Nim ostatni akord wybrzmi już,
Na pustej scenie nieme staną mikrofony.
Ostatni raz śpiewamy dziś
Na pożegnanie wszystkim morzem urzeczonym.

   x2




























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C e a
d F G
F E7 a D
C F G C






C G a F
C F G C
C G a F
C G F G C
Powrót
1.




Ref.:




2.




3.




4.




ref...

Dni mijały z wolna, czas wlókł się niczym żółw.
Dzień za dniem, bez końca, rozsadzał się w czaszce mózg.
Ile lat wytrzymać trza jeszcze będzie nam?
Hej, ha, nadejdzie czas, gdy wrócę pod swój dach.

   Wrócimy wszyscy razem, wrócimy, choć zły wiatr
   Chłoszcze nas po twarzach, a wodę leje za kark.
   Czy człowiek ten to ja, czy to zupełnie inny ktoś?
   Hej, ha, nadejdzie czas, a wrócisz pod swój dach.

Skipper mawiał często - Nie dla was taka gra.
Niejeden szlak już przeszedł, aż po Kanał la Manche.
Czy Horn, czy sztorm, czy fala zła, gdziekolwiek walnie wiatr,
Zaśpiewaj sobie w duchu, że wrócisz pod swój dach.

Wiedzieli wszyscy dobrze, że wpadną w dziwny stan,
Zatańczą nieraz z diabłem, ze śmiercią pójdą w tan,
Nie straszny będzie im ten rejs, nie straszny też zły wiatr,
Nie wzruszy serca nawet kurs, na złe Van Diamands Land.

Wiatr wyliże rany, sól opatrzy kark.
Za kwartę zrobisz wszystko, do piekła pójdziesz bram,
By choć na chwilę w myślach, tych słów usłyszeć czar,
Że minie szybko rok lub dwa i wrócisz pod swój dach.

   




























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Portowa tawerna
1.









2.




3.










4.




Powiedz mi, Stary, który to raz
Dajemy w tej knajpie w gaz?
Który raz płyniemy w długi rejs,
Nie ruszając tyłka z miejsc?

   A knajpą kołysze całkiem bezpiecznie
   I prawie nam nie jest źle,
   A biały żagiel zwisa bezwietrznie
   W tej tytoniowej mgle.

Czasem przysiądzie jakaś mewka
Gdzieś na relingu naszych spraw
I krzykniesz: "Daj butelkę Stefka!"
Zupełnie jak: "Grota staw!"

No, powiedz mi, Stary, ile jeszcze razy
Wpadniemy tutaj o morzu pomarzyć?
Czy to pretekstem jest, czy nałogiem,
Że wciąż chcemy ruszyć w drogę?

   A tuż przy kei stoją jachty wielkie,
   Wpłynęły do portu jak ptaki do gniazd.
   Wiosną żagle ubiorą, jak panny sukienkę
   I innych zabiorą w świat.
   A nam? Znów przybędzie lat.

Powiedz mi, Stary, który to raz
Dajemy w tej knajpie w gaz?
Który raz płyniemy w długi rejs,
Nie ruszając tyłka z miejsc?






|
|
|
|bis






















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a
G a
a
G a

C
d
B
E7















a G a
Pawlak
1.











Ref.:







2.




3.




4.




Ref.:





Poprzez piekieł odmęty
Płynie statek przeklęty,
Wśród cyklonów, co wieją co sił,
To podąża swym szlakiem
Widmo zwane Pawlakiem,
Co za życia bosmanem złym był.

Wyją czarty z uciechy, że tak cierpi za grzechy,
Próżno błaga o wódę na klin,
Na nic jego zamiary, w ustach gorzki smak siary,
Nawet nie jest to ta z tanich win.

   Niech Cię piekieł dusi dym,
   Boś był dla żeglarzy złym,
   Za to żeś był bosman-drań,
   Niech Ci siarka pali krtań,
   Ognia żar, smoły czad,
   Czort widłami... widłami... widłami... widłami...
   Skuje zad!

Z nim wraz w piekielnym żarze inni wredni żeglarze,
Których zbrodnie tak szpecą jak trąd,
Wraz z bosmanem pospołem płyną przez wrzącą smołę,
Chcą koniecznie wydostać się stąd.

W ciemnokrwawej poświacie te upiorne postacie
Płacą haracz za czyny swe złe,
Płynąc przez piekieł kręgi trzeszczą stare już wręgi,
Ale okręt nie spocznie na dnie.

I Ty, ciuro nad ciury, gdy zafajdasz Mazury,
Nie zakopiesz po sobie, gdy srasz,
Wiedz, żeś za to przeklęty, wciągnie w piekieł odmęty
Czartów chór wyjąc Ci: "Jesteś nasz!"

   Za to, żeś zostawił śmieć, wprost w czeluście piekieł leć,
   Za to, żeś rozbijał szkła, niech piekielna męka trwa,
   Ognia żar, smoły czad,
   Czort widłami... widłami... widłami... widłami...
   Skuje zad.










































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a
C
F C F
d C
E a
F E a






F C
E a
F C
E a
F C
E
a
Raz, dwa, trzy, cztery!
Ref.:




1.




2.




3.




   Raz, dwa, trzy, cztery,
   Naszą łódkę diabli wzięli,
   Pięć, sześć, siedem, osiem,
   Lecz my mamy sztormy w nosie!

Posłuchajcie tej krótkiej historii
O bardzo przewrotnym oceanie.
Wtedy kilku mocnych facetów
Mówiło: "Nic się nam nie stanie."

Woda była dziwnie spokojna
I prawie wszyscy się pospali.
Nagle jakiś młody się wydarł:
"Bosman! Burza na nas z prawej wali!"

Tego dnia Neptun był nieugięty,
Na dno łódź posłał szybko - tak bywa.
Kilku chłopów, w beczkach po śledziach,
Dzisiaj po Atlantyku pływa.





















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C
F
G
a F G

C F
G F
C F
G C
Rio Grande
1.




Ref.:




2.


3.


4.


5.


6.


7.



Oh, powiedz, czy byłeś już w Rio Grande?
- Hej, o Rio!
Bo mówią, że wszędzie tam złoty jest piach.
- Pora nam, hen, do Rio Grande!

   Żegnaj więc rzeko ma,
   - Hej, o Rio!
   Powrócę tu znowu za rok, czy za dwa.
   - Pora nam, hen, do Rio Grande!

Że na miłośnice garść złota trza mieć,
To łatwo werbownik zagarnął nas w sieć.

Z dna kotew już wstała i wiatr nas pcha,
U portu latarni krzykniemy: "Hurra!"

Pod Krzyżem Południa przeważy się los,
Ktoś zjedzie po desce, ktoś napcha swój trzos.

Choć jeszcze jest pora - wynosi nas prąd,
To nikt się nie cofnie, nie zejdzie na ląd.

Więc żegnaj dziewczyno i wierną mi bądź,
Ze złota ciżemki obujesz za rok.

A gdańskie "Dorotki" niech toną we łzach,
Tam są seniority, co znają swój fach.
Łyk rumu lub dwa za mój marny grosz weź.






























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C G C
F C
F C G C
C G7 C

C G C
F C
F C G C
C G7 C
Róże z Dublina
1.




Ref.:




2.




3.




4.




ref...

Gdzieś w Irlandii, tysiące mil stąd,
Stoi domek wśród zielonych wzgórz.
Zimne morze wyrzuca na ląd
Bukiet irlandzkich czerwonych róż.

   Kiedy skończy się wreszcie ten rejs,
   Kiedy ujrzysz rodzinny swój dom,
   Czy rozpozna Cię twój stary pies
   I czy żona jest wierna Ci wciąż?

Od fordeku na wantach gra wiatr,
Gra melodię z rodzinnych Twych stron.
Zdrajca smutek do serca się wkradł,
Wali w strunę tęsknoty jak w dzwon.

Czasem patrzysz na morze, gdy sztorm
Rzuca statkiem od nieba do dna.
Wtedy widzisz, jak szalona toń
Bukiet róż niesie z prądem pod wiatr.

Czy do nóg będzie łasił się pies,
Czy złowrogo zabłyśnie mu ząb,
Kiedy skończy się wreszcie ten rejs,
Kiedy ujrzysz rodzinny swój dom.

   




























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C F C
C F G
C F C
C F C

C C7 F
C G
C F C
C F C
Piracki bryg
Ref.:
























Ref.:














   Biały szkielet na czarnej banderze,
   Śmierć piratów tylko ją zabierze.
   Jak oddamy w dani im ładunek,
   Życia to dla nas ratunek.

Co to za bryg, co goni, hen za nami?
Wino i miód przewozi baryłkami.
Za długi maszt - to śmierdzi piratami.
Na milę czuć tych drani.

Na trzeciej wrak, więc bierzmy go trawersem.
Skąd się tu wziął z pękniętym na pół sercem?
Czy zęby raf rozdarły mu sterburtę,
Czy salwy z burt okrutne?

Zbliża się bryg. Czy wrogie ma zamiary?
Dołożył żagli, ruszył jak ogary,
Otwiera furty, wystawia armaty.
Wciągnął pirackie szmaty!

Huknęli z dział, śmierć zagląda nam w oczy,
Niech Bóg nas broni, niech broni "ząb smoczy".
Oddamy fracht i przegramy w tej bitwie.
Byle ocalić życie.

   Biały szkielet na czarnej banderze,
   Śmierć piratów tylko ją zabierze.
   Jak oddamy w dani im ładunek,
   Życia to nasz ratunek.

Piracki bryg płynie za nami,
Pirackie okręty gonią nas falami.
Piracki bryg płynie za nami,
Pirackie dwa maszty dogonią nas.

Biały szkielet na czarnej banderze,
Śmierć piratów tylko ją zabierze,
Jak oddamy w dani im ładunek,
Życia to był nasz ratunek.






































<dalej!>


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Płyń z nami w rejs
1.








Ref.:




2.








3.








ref...

Gdyś pierwszy raz płynął w daleki rejs,
Nieznany otwierał się świat.
Uroki morza nęciły Cię
I każdy sprzyjał Ci wiatr.
Beztroski wydawał się majtka los,
Aż wreszcie nadszedł czas,
Że czar marzeń młodzieńczych prysł,
Gdy roboty gorzki poznałeś smak.

   Nie przejmuj się jednak bracie,
   Zrozumiesz, że ma to swój sens.
   Choć ręce bolą, sól zżera twarz,
   Płyń z nami dalej w rejs.

Na wachcie od rana nie wiodło się,
Dostałeś bracie w gnat.
Luk poszedł w drzazgi i porwał się grot,
Cóż, bywa czasem i tak.
Przy pompie i szotach tyrałeś za dwóch,
Lecz bosman sklął Cię jak psa.
Normalny to jednak żeglarza dzień -
Do kogo pretensje masz?

Nie raz jeszcze przeklniesz swój podły los,
Co przygnał Cię na ten wrak.
Niejeden w swym życiu przeżyjesz sztorm,
Co krypę zmiażdżyć by chciał.
Niejeden poznasz zdradliwy prąd
I grozę podwodnych raf,
Lecz dzielnym żeglarzem będziesz już
I sam zaśpiewasz tak:

   



































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D e7 G
A A7 D
G D
h e7 G A
D G D
h e7 G A
D e
G A A7/4 D

D G D
h e G A7
D e7 G
A A7 D
Sacramento
1.




Ref.:




2.


3.


4.


5.


6.


7.


Tam, gdzie jest Horn, znów wiedzie kurs,
- Z nami razem, z nami razem!
Tam, gdzie jest Horn, przez śnieg i sztorm.
- Z nami razem, razem, hej!

   Więc razem, ho...!
   Do Kalifornii, ho...!
   Tam złoty jest piach, bo złote dno,
   Gdzie wybrzeża Sacramento!

Tam, gdzie jest Horn, gdzie deszcz i mgła,
Tam, gdzie jest Horn, gdzie nie ma dna.

Raz szedłem tam przez setkę dni
Ze Stanley Port do Frisco Bay.

Ostatni raz, gdym widział Horn,
Modliłem się o szybki zgon.

Ten bękart mat wykończył mnie,
Alem go zmógł, przeżyło się.

A Czarnuch Jim to pecha miał,
Gdy wiatr go z rei w morze zwiał.

I minie rok, nim poprzez Sund
Na Bałtyk znów zawiedzie kurs.





























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C
a G7 a G7
C F C
G7 C

C
C7 F C
F C a
a7 G7 C
Sally Brown
1.




2.


3.


4.


5.


6.


7.


8.


9.


10.


11.


13.


Sally Brown, jasna Mulatka,
- Way-hey! Ciągnij go!
Irlandzkiego miała dziadka.
- Spłukałem się na Sally Brown!

Sally Brown jest cud kobitą,
Bo pije rum i żuje tytoń.

Już lat siedem, jak znam Sally,
Nigdyśmy nie próżnowali.

Prowadziłem ją pod "Słonia",
Pod "Hawajkę" i pod "Konia".

To by było całkiem klawo -
Chodzić z Sally nad Motławą.

Dałem jej złoty pierścionek,
Bo tak dba o mój ogonek.

Chciałem się więc z nią się ożenić,
Lecz nie chciała stanu zmienić.

Mówi, że się nie opłaci,
Prać co wieczór brudnych gaci.

Sally śliczną ma córeczkę,
Przypomina mnie troszeczkę.

Sally kocha mnie szalenie,
Dopóki pełne mam kieszenie.

Gdy ostatni grosz wyłożę,
To muszę wracać znów na morze.

Sally Brown, jasna Mulatka,
Irlandzkiego miała dziadka.







































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D G D
G A D
G A D
A7 A9 D
Samatha
1.









Ref.:








2.









3.









ref...

Ty nie jesteś kliprem sławnym
"Cutty Sark" czy "Betty Lou",
W Pacyfiku portach gwarnych
Nie zahuczy w głowie rum.

Nie dla Ciebie są cyklony,
Hornu także nie opłyniesz,
W rejsie sławnym i szalonym,
W szancie starej nie zaginiesz.

   Hej "Samantha", hej "Samantha",
   Kiedy wiatr Ci gra na wantach,
   Gdy rysujesz wody taflę,
   Moje serce masz pod gaflem.
   Czasem ciężko prujesz wodę
   I twe żagle już nie nowe.
   Jesteś łajbą pełną wzruszeń,
   Jesteś łajbą... co ma duszę.

Ale teraz wyznać pora,
Chociaż nie wiem czemu, psiakość,
Gdy Cię nie ma na jeziorach,
Na jeziorach pusto jakoś.

Gdy w wieczornej przyjdzie porze
Śpiewać zwrotki piosnki złudnej,
Gdy Cię nie ma na jeziorze,
To Mazury nie są cudne.

Czasem, kiedyś już zmęczona,
W chwili krótkiej przyjemności,
W złotych słońca stu ramionach
Ty wygrzewasz stare kości.

A gdy przyjdzie kres Twych dróg,
Nie zapłaczę na pogrzebie,
Wiem, że sprawi dobry Bóg,
Byś pływała dalej w niebie.

   










































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a.Ga
a.Ga
F.Ga
F.G.a.a






F.F
C.a
F.d
a.a
C.C
a.a
F.G
a.G.a.a
Shenandoah
1.




2.


3.


4.


5.


6.


7.


8.


O Missouri, Ty wielka rzeko!
- Ojcze rzek, kto bieg twój zmierzy?
Wigwamy Indian na jej brzegach,
- Away, gdy czółno mknie poprzez nurt Missouri.

O Shenandoah, jej imię było,
I nie wiedziała, co to miłość.

Aż przybył kupiec i w rozterce
Jej własne ofiarował serce.

A stary wódz rzekł, że nie może
Białemu córka wodza ścielić łoże.

Lecz wódka białych wzrok mu mami;
Już wojownicy śpią z duchami.

Wziął czółno swe i z biegiem rzeki
Dziewczynę uwiózł w kraj daleki.

O, Shenandoah, czerwony ptaku,
Wraz ze mną płyń po życia szlaku.

O, Missouri, Ty wielka rzeko!
Wigwamy Indian na jej brzegach.



























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C F C
F C
a e G C
G7 C e F C G7 C
Stara latarnia
1.




2.




3.




4.




Daleko za rufą pozostał mój dom,
Na skalistym wybrzeżu, o wiele mil stąd.
Zostały marzenia z dziecięcych mych dni
I stara latarnia, co wciąż mi się śni.

Gdy pierwszy raz w morze trza było mi wyjść,
Pamiętam głos matki, jej oczy do dziś.
Gdy już z pełną kabzą wróciłem jak pan,
Zastałem dom pusty i zostałem sam.

Na wielu pokładach znalazłem swój dom,
Choć pieskie to życie, nie zszedłem na ląd.
Tam przez całe lata tyrałem jak wół,
Dziś pierwszym po Bogu mianował mnie Król.

A kiedy mi przyjdzie do Hilo wziąć kurs,
Zostawię swą duszę wśród zielonych wzgórz.
Zmęczone me ciało niech spocznie na dnie,
Ukoi się w falach i w ostatnim śnie.





















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C a G C
G C F G
G C F G
C a G C
Stary Bryg (Statek Widmo)
1.




Ref.:




2.




3.




ref...

Gdy wypływał z portu stary bryg,
Jego losów nie znał wtedy nikt.
Nikt nie wiedział o tym, że
Statkiem-widmem stanie się stary bryg.

   Hej, ho! Na "Umrzyka Skrzyni"
   I butelka rumu.
   Hej, ho! Resztę czart uczyni
   I butelka rumu.

Co z załogą zrobił stary bryg,
Tego też nie zgadnie chyba nikt.
Czy zostawił w porcie ją,
Czy na morza dnie? - Nikt nie wie gdzie.

Przepowiednia zła jest, że ho ho!
Kto go spotka - marny jego los.
Ale my nie martwmy się,
Hej! Nie martwmy się - rum jeszcze jest.

   

<Hej! Stary bryg!>
<Wtedy nikt! Wtedy nikt!>




<Rumu!>

<Rumu!>

<Hej! Stary bryg!>
<Chyba nikt! Chyba nikt!>



<Hej! Że ho ho!>
<Jego los! Jego los!>





 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
eDGDe<De>
eDGD<GH7>
eD
AH7e

eGDe
GDe<De>
Stary Joe
1.




Ref.:



2.




3.




ref...

Czy pamiętasz stary szkuner trójmasztowy,
Co kołysał się na fali niczym ptak?
Do Indii szedł z ładunkiem włókien kokosowych,
A sternikiem jego był Stary Joe.

   Stary Joe, kochany Stary Joe,
   Rudą brodę miał, krótką fajkę ćmił
   I wesoły zawsze był.

Pod grotmasztem stale w karty grał z bosmanem,
A gdy przegrał, to wokoło nożem ciął.
A piersi miał wspaniale wytatuowane,
A jak palił, a jak pił, a jak klął.

Grom za gromem przez ocean się przewalał,
Rozszalała się dokoła morska toń.
A wtem na pokład wdarła się ogromna fala
I z tą falą zginął Stary Joe.

   



|
|bis (i następne)


|
|bis













 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a D a D
a D a A7
d a
F E7 a A7/E7

a E7 a E7
d a
F E7 a A7/-
Syrena

1.




Ref.:





2.




3.




4.




5.




ref...


Gdy w piątek rano żegnaliśmy ląd
I nasz statek niósł nas w dal,
Piękną syrenę przyniósł morski prąd,
Pozdrawiała nas wśród fal.

   Choć się fala pieni wkrąg,
   Chociaż sztorm szaleje wciąż,
   To my żeglarze weselimy się
   A lądowym szczurom jest źle, jest źle, jest źle.
   A lądowym szczurom jest źle.

Na widok taki nasz kapitan zbladł,
Choć był z niego dzielny chłop,
I rzekł: "Cholernie każdy z nas dziś wpadł,
Czeka na nas morskie dno."

A stary bosman, silny niczym tur,
Trząsł się jak osiki liść:
"Nie ujrzę już więcej żadnej z moich cór,
Na dno przyjdzie nam dziś iść."

A mały mess-boy bliski płaczu był,
Mówiąc: "Będzie z nami źle.
Ojciec i matka z całych swoich sił
Opłakiwać będą mnie."

Nim noc nadeszła, dumny statek nasz
Neptun wziął w królestwo swe.
Pamiętaj o tym: gdy rejs rozpocząć masz,
W piątek nie wybieraj się.

   x2



































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
G.C.G.GDG.G.C.G.GDG
G.G.C.G
C.D.G.G
G.G.C.G
C.D.G.G

G.C.G.G
G7.D.D7
G.G.C.G
C.D7.G.G

G.C.G.GDG.G.C.G.GDG
Syrenka
1.




Ref.:





2.




3.




4.




5.




6.




ref...

Hej, piątek był, gdym na morze szedł
I nie zniknął nam jeszcze ląd.
Nasz kapitan wśród fal zobaczył tak, jak w dzień,
Syrenę zgrabną, że ho ho!

   Zły ocean dziko wył,
   Wiatr podnosił wodny pył,
   A my, żeglarze, kapitan złoty chłop,
   A najbliższa nam ziemia to dno, to dno, to dno,
   A najbliższa nam ziemia to dno.

Kapitan z wrażenia z rąk wypuścił ster,
Z niejednego pieca chłop jadł.
- Tej babie, czy rybie, z oczu patrzy źle,
Wyśle nas w długą drogę aż do dna.

Ach! - krzyknął Chief - Diabli wezmą to! -
No a kląć umiał tak jak pić.
- Mam żonę i przez babę-rybę złą
Jeszcze dzisiaj uczynię wdową ją.

A co? - krzyknął cabin-boy, gdy usłyszał to,
Bardzo dzielnym chłopcem był.
- Ja mam narzeczoną i bardzo kocham ją,
Teraz będzie wylewać w morze łzy.

Wychylił się kuk, żując chleba kęs,
A szturchnięty z niego gość był.
- Najbardziej mi żal, że mój ostatni pens
Już od dziś w piasku dna będzie tkwił.

Nasz statek fiknął kozła razy trzy,
Trzy razy wodę wziął.
Szalupy zmył, no jakiś grzywacz zły,
Posłał nas prosto na piaszczyste dno.

   x2










<to dno, to dno.>




























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Szanta dziewicy
1.




2.




3.




4.




5.




6.




Mam ci-pe...łną marzeń główkę,
Morze myśli me rozmarza.
Mam prześliczną małą łódkę,
Tylko brak mi... marynarza.

W łódce małej i ciaśniutkiej,
By poszerzyć krąg podróży,
Niech marynarz wetknie w łódkę
Jakiś maszt, możliwie duży.

Jestem bardzo młoda jeszcze,
Obca morska mi robota.
Och, cudowne czuję dreszcze,
Gdy mnie uczy trzymać szota.

I nie było wcale smutno,
Gdy dokoła wody tafla,
A marynarz podniósł płótno
Żagla wzwyż, stawiając gafla.

Aż się rozszalało morze,
W górę, w dół, ja ptakiem, rybką!
Sztorm, och, błagam dobry Boże,
Niech się skończy... nie za szybko!

Gdy ucichły w końcu fale,
Drżąc zmęczona się rozmarzam.
Nie jest takie smutne wcale
Ciężkie życie marynarza...































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D A h G A7
D fis h G A7
D A h G A7
D fis h G A7 D
Szanta góralska
Ref.:




1.


2.


3.


4.


5.


6.


   Hej, bystra woda, bystra wodiczka,
   Porwała Janka, hej, Janiczka.
   Hej, lesie ciemny, lesie zielony,
   Kaj mój Janiczek umilony.

Z Kasprowego schodził, przez łagodny źleb,
Żeby w Hameryce znaleźć łatwy chleb.

Nikt nie słyszał, jak mu w Hameryce szło,
Pisał list, że poznał bardzo piękną squaw.

Lecz zadarł z jej ojcem, no i dyla dał,
W nowojorskim porcie smukły kliper stał.

A z ładunkiem owiec ship do Sydney szedł,
W ładowni był kierdel i Jasiek go strzegł.

Najwięcej z załogi okowity pił,
Schodzili mu z drogi, wszak juhasem był.

I został bosmanem, i pływa od lat,
A legenda o nim wróciła do tatr.
























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D
G A D
A D
G A D
Szekla
1.




Ref.:






2.




3.




4.




5.




6.




Ref.:








Siedzę sobie tu przy maszcie od stu lat,
Już niejeden chciał mnie ruszyć dzielny chwat.
Próbowali, oglądali, jednak rady mi nie dali,
Klęli mnie na cały głos, a sukces był o włos.

   No, bo ja jestem taka mała,
   Szekla zardzewiała,
   Chociaż życie mi poświęcisz,
   To mnie nigdy nie odkręcisz.
   Choćbyś kręcił razy sto,
   Nie uda Ci się to!

Widok dobry z tego miejsca wkoło mam,
Postukuję w maszt wesoło - co mi tam!
Kiedy fala mnie spłukuje, nieco jeszcze skoroduję,
Jednak tym nie martwię się, wiatr wysuszy mnie!

Rzekł raz Stary do bosmana: "Słuchaj Zdziś,
Sprawa ma być rozwiązana jeszcze dziś."
Bosman złamał trzy brzeszczoty, łeb mu zlały siódme poty,
A kapitan widząc to, ręką machnął... O!

Raz osiłek z wielkim młotem na mnie wpadł,
Tłukł mnie z furią i łoskotem, w końcu zbladł.
Taką mi urządził mękę, bo mu roz... ciachałam rękę,
Jeszcze mowę do mnie miał, brzydkie słowa znał.

Młody żeglarz, co zębami miażdżył szkło,
Wziął mnie w gębę, jak kleszczami... No i co!?
I z uśmiechu jak marzenie pozostało mu wspomnienie.
Dziś omija mnie jak wesz, mało mówi też.

Okularnik z wielką głową tak, jak dzban,
Chciał mnie zniszczyć naukowo - mówię wam!
Trzy godziny medytował, mierzył, sprawdzał, kalkulował,
Wreszcie splunął na mnie: Tfuu! Danych zabrakło mu.

   No, bo ja jestem taka mała,
   Szekla zardzewiała,
   Chociaż życie mi poświęcisz,
   To mnie nigdy nie odkręcisz.
   Choćbyś kręcił razy sto,
   Nie uda Ci się to!
   Nie uda Ci się to!
   Nie uda... Ci się... toooo...!









<gówno!>









<mów tak dłużej!>



























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C G7 C
C G7 C
F C D7 G
F C D7 G G7

C G7 C C7
F C
F C
D7 G
F C
D7 G C
Szesnaście ton
1.




Ref.:







2.




3.




4.




ref...

Ktoś mówił, że z gliny ulepił mnie Pan,
Lecz przecież się składam z kości i krwi,
Z kości i krwi, i z jarzma na kark,
I pary rąk, pary silnych rąk.

   Co dzień szesnaście ton
   I co z tego mam?
   Tym więcej mam długów,
   Im więcej mam lat.
   Nie wołaj Święty Piotrze,
   Ja nie mogę przyjść,
   Bo duszę swoją oddałem za dług.

Gdy matka mnie rodziła, pochmurny był świt,
Podniosłem więc szuflę, poszedłem pod szyb.
Nadzorca mi rzekł - "Nie zbawi Cię Pan,
Załaduj co dzień po szesnaście ton."

Czort może dałby radę, a może i nie,
Szesnastu tonom podołać co dzień.
Szesnaście ton, szesnaście jak drut,
Co dzień nie da rady nawet i we dwóch.

Gdy kiedyś mnie spotkasz, lepiej z drogi mi zejdź,
Bo byli już tacy - nie pytaj, gdzie są.
Nie pytaj, gdzie są, bo zawsze jest ktoś,
Nie ten, to ów, co urządzi Cię.

   































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e H7 e H7
e H7 e H7
e e7 a a7
H7 e

e H7
e H7
e H7
e H7
e e7
a a7
H7 e
Sześć błota stóp
0.


1.


Ref.:


2.


3.


4.


5.


6.


7.


ref...

Sześć błota stóp, sześć błota stóp,
Sześć błota stóp, sześć błota stóp...

Uderz w bęben już, bo nadszedł mój czas.
Wrzućcie mnie do wody, na wieczną wachtę trza, tam gdzie...

   Sześć błota stóp, sześć błota stóp,
   Dziewięć sążni wody i sześć błota stóp.

Ściągnijcie flagę w dół, uszyjcie worek mi,
Dwie kule przy nogach, ostatni ścieg bez krwi, no i...

Ostatnia salwa z burt, po desce zjadę w mig,
Lecz najlepszy mundur nie musi ze mną gnić, tam gdzie...

Żegnajcie bracia mnie już ostatni raz,
Ostatnie modły za mą duszę zmówcie wraz, tam gdzie...

Moje wolne miejsce i hamak pusty też
Niech wam przypomina, że każdy znajdzie się, tam gdzie...

Na wachcie więcej już nie ujrzycie chyba mnie,
Kończę ziemską podróż, do Hilo dotrę wnet, tam gdzie...

Ląd daleko jest, przed wami setki mil,
A mnie pozostało do lądu kilka chwil, no i...

   






























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



e h e D e
h e H7

e D e D e
e D e D e
Szkocka ślicznotka
1.








Ref.:




2.




3.




4.




5.




6.




ref...

Czy pamiętasz jak w Quebec,
- Dzielna Szkotko, piękna Szkotko!
Woda lała się na łeb.
- Nasza z gór ślicznotko!
I o dek rozbiłeś pysk!
- Dzielna Szkotko, piękna Szkotko!
Taki miałeś z pracy zysk.
- Nasza z gór ślicznotko!

   Way-hey! Dalej stąd!
   - Dzielna Szkotko, piękna Szkotko!
   Way-hey! Ruszaj już!
   - Nasza z gór ślicznotko!

Może byłeś w Mobile Bay?
Tam bawełnę rolują, hej!
Dziennie dolar, góra trzy,
Łapy zedrzesz aż do krwi!

Ej! W Kantonie hong-ki-kong,
Barwnych kimon cały rząd!
Mocnej sake tęgi łyk,
Roczną gażę tracisz w mig!

Powiedz, czyś był w Broomielaw,
Gdzie tak łatwo dostać to?
Jeśli nie znasz zasad gry,
To w ruch noże będą szły!

Przed Królową na London Street
Panny robią dworski dyg.
Nasze złoto kusi je wciąż,
Lepiej odpływajmy stąd!

A gdy jesteś przy Cape Horn,
Mokry tyłek, wieczny ziąb,
Tylko w piekle gorzej jest,
Więc się do roboty bierz.

   










































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
d C d
C
d C d
C d
Szkuner I'm Alone





Ref.:









ref...


























Baksztagiem pruł nasz "I'm Alone", hen, od Meksyku bram,
A Jankes, w dziób kopany, po piętach deptał nam.
Tysiące beczek rumu od lockerów aż po dno,
I nawet kabla luzu, choćbyś robił nie wiem co.

   Sam Neptun śpiewał szanty, po cichu sprzyjał nam,
   Więc bił rekordy "I'm Alone", choć groził wciąż Wuj Sam.
   Na jedną kartę wszystko, jak struna każdy bras,
   "Niech diabli porwą Coast Guard" - tak mawiał każdy z nas.

A dawniej szkuner "I'm Alone", hen, po łowiskach gnał,
Lecz w końcu ryb zabrakło i głód w oczy zajrzał nam.
Za burtę poszły sieci, bo tak krzyczał kobiet tłum,
Jankesi mają ginu dość, postawmy więc na rum.

   

Gdy stawialiśmy żagle, to Coast Guard wpadał w trans,
Ta banda bubków w baliach nie miała żadnych szans.
Pułapkę zastawili gnoje, choć tak dobrze szło,
Posłali dzielny "I'm Alone" z ładunkiem aż na dno.

Niejeden w Nowej Szkocji szkuner taki spotkał los,
A wszystko przez cholerny głód i wiecznie pusty trzos.
Choć jeden z nich - nasz "I'm Alone" - swe miejsce w pieśni ma
I pewnie Neptun lubi go, i w kości na nim gra.

   I nawet śpiewa szanty, po cichu sprzyja nam,
   Choć leży na dnie "I'm Alone" i śmieje się Wuj Sam.
   Na jedną kartę wszystko, jak struna każdy bras,
   "Niech diabli porwą Coast Guard" - tak mawiał każdy z nas.

A ci co pokład "I'm Alone" kochali jak swój dom,
Nie dla nich blaski sławy i nie dla nich w niebie tron.
Niech mają choć ten cichy klang, ten jeden marny dzwon,
Niech każdy do nich woła: "Hej, smugglers z "I'm Alone"!"

   Niech Neptun śpiewa szanty, po cichu sprzyja nam,
   Rekordy bije "I'm Alone" i zamknie się Wuj Sam.
   Na jedną kartę wszystko, jak struna każdy bras,
   "Niech Smuggler pije tylko rum!" - tak mawia każdy z nas.











































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e G D
a7 e
e G D
a e

C G
a H7
C G H7 e
a e
Śmiały harpunnik
1.








Ref.:




2.








3.








Ref.:









Ref.:









Nasz "Diament" prawie gotów już,
W cieśninach nie ma kry,
Na kei piękne panny stoją,
W oczach błyszczą łzy.
Kapitan w niebo wlepia wzrok,
Ruszamy lada dzień,
Płyniemy tam, gdzie słońca blask
Nie mąci nocy cień.

   A więc krzycz: O-ho-ho!
   Odwagę w sercu miej!
   Wielorybów cielska groźne są,
   Lecz dostaniemy je!

Hej, panno, powiedz po co łzy?
Nic nie zatrzyma mnie,
Bo prędzej w lodach kwiat zakwitnie,
Niż wycofam się.
No, nie płacz mała, wrócę tu,
Nasz los nie taki zły,
Bo da dukatów wór za tran
I wielorybie kły.

Na deku Stary wąchał wiatr,
Lunetę w ręku miał.
Na łodziach, co zwisały już,
Z harpunem każdy stał.
I dmucha tu, i dmucha tam,
Ogromne stado wkrąg.
- Harpuny, wiosła, liny brać!
I ciągaj, brachu, ciąg!

   A więc krzycz: O-ho-ho!
   Odwagę w sercu miej!
   Wielorybów cielska groźne są,
   Lecz dostaniemy je!

I dla wieloryba już
Ostatni to dzień,
Bo śmiały harpunnik
Uderza weń!

   A więc krzycz: O-ho-ho!
   Odwagę w sercu miej!
   Wielorybów cielska groźne są,
   Lecz dostaniemy je!

   A więc krzycz: O-ho-ho!
   Odwagę w sercu miej,
   Wszystkie wódki świata mocne są,
   Lecz wypijemy je!










|
|
|
|bis







































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
d a
d a
d a
g A7 d





d C d
C d
a g
d a d




























(szybciej)
Tańcowanie
1.




Ref.:




2.




3.




4.




5.




ref...

Kiedy forsy nie masz, kiedy głowa Cię boli,
Kiedy żona hetera płynąć w rejs nie pozwoli,
Kiedy dzieci płaczą i jest bardzo źle -
Tańcz z nami bracie i nie przejmuj się.

   I... Tańcz, tańcz, tańcz z nami i Ty,
   Tańcz z nami bracie, by wióry szły,
   Wypij aż do dna za przygody złe,
   Tańcz z nami bracie i nie przejmuj się.

Kiedy wiatr ucichnie, płynąć nie ma nadziei,
Wtedy z bracią żeglarską diabeł hula na kei,
Beczki piwa z knajpy czart wytacza dwie,
A pijany żeglarz zaraz tańczyć chce.

Tańczą rybki w morzu i dziewuszki na plaży,
Cała knajpa tańczy z pijaniutkim żeglarzem.
Patrz - na stole tańczą białe myszki dwie,
Skaczą sobie miło i nie przejmują się.

Tańczy Jimmy i Johnny, i Maggie nieśmiała,
Skacze sobie wesoło kompanija nasza cała,
Słodki Kubuś z nami także skakać chce,
Lecz nóżki poplątał i na keję legł.

Tańczy jedna nóżka frywolna i zgrabna,
Za nią druga podskoczy wesoła i powabna,
Na koniec brzuszek wytacza się,
Tylko główka nie chce - z nią jest bardzo źle...

   






|
|
|
|bis























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D
A
D
A D

D
D A
D
A D
To był sztorm!
1.




Ref.:






2.




3.




4.




ref...



Sinobure chmury przyszły nie wiadomo skąd i jak,
Nad głowami nam zawisły, z nimi przyszedł tęgi wiatr.
Rozegrała się orkiestra, którą wicher puścił w ruch,
Ech, muzyka to złowieszcza, jęczy starej łajby cum.

   To był sztorm, uu..., to był sztorm!
   Porwał Neptun łajbę naszą, jak do tańca pannę swą,
   Do kółeczka ją zaprasza, już się na niej suknie rwą.
   Najpierw samba, potem chacha, rock'n rolla wicher dmie,
   Jak pijana się zatacza i świat cały kręci się.
   To był sztorm, uu..., to był sztorm!

To na lewo, to na prawo, co za bal, co to za bal,
Biją falą fale brawo, gdy tak tańczą pośród fal,
To z przysiadem, to z podskokiem, to głęboki ukłon w bok,
Strzela rozpalonym okiem piorun rozrywając mrok.

Hej Neptunie, pomalutku, Twoja miła błaga Cię,
Przecież to nie jakaś młódka, jeszcze nam rozleci się!
Patrzcie, stanął i zmęczony Neptun dziwak, stary dziad,
Przerwał taniec ten szalony i na morskim tronie siadł.

Fale grzywy przyczesały, nogi za pas wicher wziął,
Obrażony na świat cały zabrał gdzieś orkiestrę swą.
Ranek słońca pomarańczę przyniósł, gdy przestało lać.
Teraz wiesz, czemu nie tańczę, kiedy zaczynają grać.

   x2

To był sztorm!
































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
cis cis fis fis
A A Gis AGis



cis AGis cis AGis
E E fis fis
H H E H
E E fis fis
A A Gis AGis
cis AGis cis AGis
Toast
1.




Ref.:




2.




3.




ref...

Parszywy los nas rzucił na stary statek ten,
Gdy bosman nas ocucił, pochmurny wstawał dzień,
Do zmroku trwała praca, nagrodą tylko kij,
Zapomnij o zmartwieniach, Bracie, razem z nami pij.

   Wypij Ty, wypiję ja,
   Nalej mi i w górę szkła.
   Za zwycięstwo w bitwach stu
   Pijmy Bracia dzisiaj tu.

Trzy noce łajbą kiwa, suchary kończą się,
Załoga ledwie żywa, kapitan wścieka się,
Uciekły wszystkie szczury, śmierć idzie - dobrze wiesz,
Zapomnij o zmartwieniach, Bracie, kufel w ręce bierz.

Nadejdzie taka chwila, gdy zginąć przyjdzie nam,
Ktoś powie: "Warto było, bez żalu głowę dam."
Lecz, nim hiszpańskie działa kulami pluną w nas,
Zapomnij o zmartwieniach, Bracie, wypij jeszcze raz.

   






|
|
|
|bis













 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
G D C D G
G D C D
G D C D G
G D C D G

G D C D G
G D C D
G D C D G
C D G
Tysiące mil

1.








Ref.:




2.








3.








ref...


Irlandii brzeg porzucić przyszło dziś,
- Porzucić przyszło dziś,
Przez dzikie sztormy, przez oceany iść,
- Przez oceany iść,
Nieznane skarby zdobywać przyjdzie nam,
- Zdobywać przyjdzie nam,
Bogactwo, sława, czekają na nas tam,
- Czekają na nas tam.

   Tysiące mil za sobą mam,
   I oceany dwa dziś między nami.
   Nie minie rok - ucichnie łoskot dział,
   Nadejdzie czas <nadejdzie czas>, znów się spotkamy.

Pod czarną flagą pływałem wiele lat,
- Pływałem wiele lat,
Straszliwie imię poznał cały świat,
- Poznał cały świat,
Jak zdołam ręką mokrą tak od krwi,
- Mokrą tak od krwi,
Otworzyć kiedyś złote nieba drzwi,
- Otworzyć nieba drzwi.

Kochana Irlandio, co dzień modlę się,
- Co dzień modlę się,
By kiedyś znowu ujrzeć łąki twe,
- Ujrzeć łąki twe,
Zmazać krzywdy, które czynię dziś,
- Które czynię dziś,
Z sercem czystym do nieba prosto iść,
- Do nieba prosto iść.

   











|
|
|
|bis





















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
ver.1
e D e
e D e
e D e
e D e




ver.1
D e
D e
D e
D e
ver.2
e D e
G A e
e D e
G A e




ver.2
D e
D e
G A H7 e
D e
Umbriaga
1.


Ref.:




2.



ref...

Kiedy jacht nie wraca znów i w główkach portu ciągle go brak,
Przejmujesz się i serce Ci drży, a może już pozostanie tak?

   A "Umbriaga" wciąż gna, silnych wiatrów nie boi się,
   Szuflady wali raz po raz, bo przebrany ma bras.
   Więc nie przejmuj się, oni wrócą tu,
   Bo oprócz wiatrów i burz muszą być, i już.

Ty jesteś wróżką mą, o której myślę przez cały czas,
I chociaż żużel jest, piękna pogoda trwa,
Twą piękną postać i twarz przed oczyma mam.

   















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a7D7H7e
a7H7

e a7
D G H7
e a7
D7 G H7
W górę raz, hej ciągnij tam
Ref.:




1.




2.


3.


4.


5.



6.


   W górę raz, hej! ciągnąć tam,
   Wieczorem urżniemy się w Bristol Town.
   Przez całą dobę robota trwa, a jak!
   Nie masz sił, to spływaj!

Gdy pierwszy raz ujrzałem ją tu,
- W górę raz, hej! ciągnąć tam,
Był to już wrak, a nie żaden cud.
- Nie masz sił, to spływaj!

Dziób całkiem krzywy, a rufa jak dzwon.
Powiedział Boss, to na niej przez rok...

Dziewczyny z Bristolu to takie są,
Ze choćbyś konał, to jeszcze chcą.

A gdy dociągniesz do końca już,
To zaraz następnej chciałbyś znów.

Chłopaki na piwie, a ja tu sam
I dość mam już tego Bristol Town.
(A tak mi się chciało do Bristol Town.)

Nareszcie ja też urwałem się.
Jak piwo smakuje, już znowu wiem.


<W Empiku!>
























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e D
e H
e D
e G e
W górę szmaty





W górę szmaty ciąg - Jolly!
Wybierz fał i ciąg - Jolly!
Zerwij fał i ciąg - Jolly!
Ho-o! Aż zagdacze blok - Jolly!






 
 
 
 
 
G e
D D7
G C G
C G C D7
Wesoły wiatr
Ref.:




1.




2.




3.




ref...

   Pociągnijmy z flaszy łyk,
   Wesoły wiatr powieje nam w mig.
   Pociągnijmy jeszcze raz,
   Wesoły wiatr prowadzi nas.

Gdy na morzu skwar i sztil,
Gdy nawet mewa w powietrzu śpi,
Na martwej fali rzyga Jaś,
Jeden na to sposób masz:

Gdy znów na wachtę nie chce Ci się wstać,
W sztormiaku dziury i mokre łachy masz,
Gdy bosman ciągle kwaśną ma twarz,
Jeden na to sposób masz:

Odpłynąć chciałbyś w inny świat,
Kalosze już są, potrzebny jeszcze jacht.
Choć nie ma go, choć zima zła,
Każdy na to sposób ma:

   























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e G D
e D e D
e G D
e D e

e G D
e D e D
e G D
e D e
Wielorybnicy grenlandcy
1.




2.




3.




4.




Gotowe łodzie i wszystko jest klar,
I harpuny w stojakach pokrył śnieg.
Jeszcze kilka dni - wielkie stada muszą przyjść
Pod Grenlandii stromy brzeg.

Trza upolować choć trzysta sztuk,
By się zwrócił wyłożony grosz.
Nie będziemy spać, by grosz kupcom w kabzę pchać.
To wielorybnika los.

Błękitne niebo i ostra lodu biel,
Tak daleko rodzinny został próg.
Jeszcze kilka dni i przed dziobem ujrzysz cel.
Wypłyniemy po nasz łup.

Grenlandio dzika i wolna ziemio ma,
Widzę Ciebie od wielu długich lat.
Pośród czarnych skał przejdą noce, miną dni,
Aż wystarczy nam już krwi.





















 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
G D G
C G D
G C D
G F G
Wracamy z morza
1.




Ref.:





2.




3.




4.




Lord Nelson dobrze poznał choroby morskiej smak.
Wymyślił na nią sposób, jego sekret zdradzę wam:
Choremu żeglarzowi zawsze pomoc trzeba nieść,
Więc jeśli jesteś chory, to usiądź w cieniu drzew.

   Wracamy z morza na stały ląd,
   Worek na ramieniu i coraz bliżej dom.
   Jeżeli spyta ktoś, czy mnie z morzem łączy coś,
   To każdemu wtedy powiem: "Mam już morza dość."
   Każdemu powiem: "Mam już morza dość."

Kolumb udowodnić chciał, że Ziemia kulą jest.
Żeglował więc na zachód, aż ocean skończył się.
Pomyślał, że jest w Indiach, wyszło z tego USA.
Problemy z nawigacją ma wielu do dziś dnia.

Nie każdy mógł, jak Drake, tysiące przebyć mil.
Grenville'a dumny okręt w zatoce na dnie tkwi.
Tak wielu marynarzy zabrała morska toń,
Więc lepiej się zastanów, nim znów popełnisz błąd.

Żeglarze, posłuchajcie ostatniej z moich rad:
Gdy wracacie z morza i przystań śni się wam,
Kotwicę swoją rzućcie tam, gdzie wkoło szczyty gór.
Nie będzie już okazji, by w morze ruszyć znów.



























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
G C G
G D D7
G C D
G D G

G C G
G D D7
G C D
C D G D e
C D G
Z pijanym żeglarzem



































What shall we do with the drunken sailor,
   Early in the morning?
Hooray and up she rises,
   Early in the morning!

Z pijanym żeglarzem co zrobimy,
Z pijanym żeglarzem co zrobimy,
Z pijanym żeglarzem co zrobimy,
   Gdy przyjdzie raniutko?

Hej, jak się zabawimy,
Hej, jak się zabawimy,
Hej, jak się zabawimy,
   Gdy przyjdzie raniutko!

Złóżmy go w ratowniczej łodzi
Szpunt wyciągnijmy, niech tonie w wodzie
Liną od żagli na nogi stawiajmy
W zęzę złożywszy wężem lejmy
Trzymajmy go za nogi, gdy rzygać będzie
Wszorujemy go w likszparę
Obłożymy go na knadze
Przeciągniemy go przez kipę
Sterem go zróbmy, gdy sztywnym będzie
Ickiem go zróbmy, gdy wiotkim będzie
Powiesimy go na rei
Zaształujemy go do forpiku
Przeciągniemy go pod kilem
Zarefujemy go wraz z grotżaglem
Zmarlujemy go na bomie
Włóżmy go do kapitańskiej koi
Parę pagajów mu w dupę dajmy
Dziewczyny do koi też mu nie dajmy
Klina na kaca też mu nie dajmy

|x3

|x3
































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 





e
D
e
G H7 e
Zocha
1.




Ref.:




2.




3.




4.




5.




ref...

Posłała mnie Zocha po zakupy w porcie,
Było to w Giżycku, a może w Sztynorcie.
Dała mi pół stówy i na fanty torbę,
"Wracaj przed południem, bo Ci skuję mordę!"

   "Kup pół chleba i pół masła, i pół główki kapusty,
   Zapamiętaj, aby serek także był półtłusty."
   Ja to wszystko proszę państwa połowicznie załatwiłem,
   O kapuście zapomniałem i pół litra zakupiłem.

Posłała mnie Zocha po zakupy w porcie,
Było to w Giżycku, a może w Sztynorcie.
Pod Pułtuskiem Narew płynie od północy,
Puste półki ujrzały me piękne oczy.

Posłała mnie Zocha po zakupy w porcie,
Było to w Giżycku, a może w Sztynorcie.
Siedzę na półdupku, a tu wpół do trzeciej,
Pół głowy mi myśli, słońce pięknie świeci.

Posłała mnie Zocha po zakupy w porcie,
Było to w Giżycku, a może w Sztynorcie.
Wracając spotkałem kumpli, gdzieś w pół drogi,
Walniemy po grzdylu, bo nas bolą nogi.

Posłała mnie Zocha po zakupy w porcie,
Było to w Giżycku, a może w Sztynorcie.
Rozpoznałem Zochę o północy mgliście,
Gada coś półgębkiem o bezludnej wyspie.

   




<Tak mówiła!>




<A Ty pijaku!>









<Och jak pięknie!>




<A co?>








 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
D A D
G D A
D A D
G D A D

D G A D
D e A D
D G A D
D e A D
Zubi-zu
1.








Ref.:




2.








3.








4.








5.








ref...

Gdy wychodziłem w morze,
Już nie pamiętam skąd,
Dmuchało nienajgorzej
I szybko znikał ląd.
I ludzie się dobrali
Z wyjątkiem tamtych dwóch;
Uparcie nam śpiewali
Te głupie zubi-zu:

   Zubi-zu, zubi zubi-zu, o-oo!
   Zubi-zu, zubi zubi-zu,
   Zubi-zu, zubi zubi-zu, o-oo!
   Zubi-zu, zubi zubi-zu.

Gdy tylko ich słyszałem,
Cholera brała mnie,
A nawet raz krzyczałem:
"Zamknijcie wreszcie się!"
Czy słonko przygrzewało,
Czy żagle targał szkwał,
Tych dwóch ciągle śpiewało,
Każdy ich dosyć miał.

Aż kiedyś buchnął rozkaz:
"Na pokład wszyscy won!
Zabierać się do żagli,
Potworny idzie sztorm!"
I chociaż morze wyło,
I pękał każdy zuch,
Przez wicher słychać było
Tych i-di-otów dwóch:

I morze oszalało,
Za gromem walił grom,
Aż łajbę roztrzaskało -
Rozleciał się nasz dom.
Do wodyśmy wpadali
Na głowę i na wznak,
I tamci dwaj pływali
Śpiewając sobie tak:

Minęło parę latek,
Dał przeżyć dobry Bóg,
Gdy nagle w jakiejś knajpie
Spotkałem tamtych dwóch.
Z radości tak piliśmy,
Że mówić o tym grzech;
Do rana śpiewaliśmy,
Tym razem już we trzech:

   











<everybody!>









































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C G7 C
G7 C
C G7 C
G7 C
F
C
C G7 C
G7 C

F C G7 C
F C G7 C
F C G7 C
F C G7 C
Złota arka

1.




Ref.:




2.


3.


4.


5.


6.


7.


ref...


Hej, kroplę "Krwi Nelsona" każdy chętnie chlapnąłby!
Hej, kroplę "Krwi Nelsona" każdy chętnie chlapnąłby!
Hej, kroplę "Krwi Nelsona" każdy chętnie chlapnąłby!
- I my wszyscy razem z nim!

   Dalej w dół - stara krypo kiwaj się!
   I w górę - złota arko ciągnij się!
   No i znowu w dół - kupo złomu kiwaj się!
   I do domu szybko leć!

Na zagrychę krwisty befsztyk już przed nosem pachnie mi!
- I nam wszystkim razem z nim!

A usmażyłby mi go wesolutki, tłusty kuk!
- I nam wszystkim zaraz też!

Pofiglować sobie nieco, zaraz zdrowo byłoby!
- I nam wszystkim zaraz też!

Zamiast moknąć tu na wachcie, pod pokładem wolę być!
- Przydział grogu wolno pić!

Całą nockę z kobitkami, szalałbym nawet przez sen!
- Lepiej w łóżku w porcie, hen!

Zamiast gnić na starej łajbie, lepiej farmę chyba mieć!
- I pod gruszą w słonku lec!

   
































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
ver.1
e
D
e
eDCH7e

e
D
e
eDCH7e
ver.2
a
G
a
Gea

a
G
a
Gea
Żegluj, żegluj
Ref.:


1.









ref...

2.









ref...

   Żegluj, żegluj, tam gdzie Nowa Szkocja.
   Żegluj, żegluj, gdzie wstaje nowy dzień.

Głos Nowej Szkocji nam przynosi wiatr,
To zapowiedź nowych dni.
Znowu woła do nas rykiem fal,
Tam znajdziecie nowy świat.
Znów dumny brzeg będzie witał was
Majestatem groźnych skał.
Każdy dzień tu świtem przywita was,
Coraz bliższym stanie się,
Twoim własnym domem stanie się.

   x2

Atlantyk bije falą w stromy brzeg,
Wściekle ryczy pośród skał.
W górze dzikich ptaków słychać śpiew,
Głos ich płynie z wiatrem w dal.
Tam bujnej trawy się kołysze łan
I strumyków cichy szept.
W mej pamięci zawsze będzie trwał,
Lecz niedługo powiem wam,
Lecz niedługo wszystkim powiem wam...

   x3




























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C.ea.F.G
C.ea.FG.C

a.GC
FC.F
dC.Ga
FC.G
a.GC
FC.F
dC.Ga
FC.F
dG.C
Życie to bajka
1.









Ref.:









2.









3.









ref...







Horyzont zniknął gdzieś w oddali,
Kapitan krzyknął: "Hej,
Czy piwo z lądu żeście brali?
Bo suszy mnie, że hej."

Gdy w porcie miałem taką dziewkę,
Przehulałem noc,
Bo takie już żeglarza serce:
Dziewczyny, śpiew i grog.

   Hej, hej, życie to bajka,
   Gdy wiatr szumi na wantach.
   Hej, o hej, o hej,
   Piwo do kufla lej.
   
   Hej, hej, życie to bajka,
   Gdy wiatr szumi na wantach.
   Hej, o hej, o hej,
   Piwo do kufla lej.

Lecz teraz trzeba nam żeglować
Przez wiele długich dni,
Z falami sobie pofiglować,
Gdy morze wokół lśni.

Ta łajba jest nam dziś kochanką,
Jej urok żeglarz zna.
Za sztormy, wichry, huragany
Wypijmy aż do dna.

Gdy białe płachty naszych żagli
Wiatr poniesie znów,
To chandrę, smutki oraz żale
Za burtę wyrzuć tu.

Gdy przyjdzie wracać nam do domu
I z morzem rozstać się,
Wspominać będziem z Kapitanem
Sztormowe chwile te.

   

   Hej, o hej, o hej...
   Hej, o hej, o hej...
   Hej, o hej, o hej...
   Hej, o hej, o hej...
   Hej!




<Heja!>










<Heja!>

































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e D e D
G D G
C G h e
D e

e D e D
G D G
C G h e
D e

G D
e h
C G
H7 e

G D
e h
C G
H7 e
Zemsta
1.









Ref.:




2.









3.









Ref.:




W pochmurny dzień zwinęli nas
Dwudziestu chłopa - to w sam raz
W kajdany ręce przybrali wnet
I popędzili nad morza brzeg

W gardziele okrętu, gdzie szczur nawet gnił
Wepchnęli wszystkich, kto jeszcze żył
I nikt nie spytał, czy matka wie
Że właśnie żołnierzem króla stałeś się

   Walcz i giń - to rozkaz Twój
   Posłuszny bądź, bo wdepniesz w gnój
   I nie uciekaj od wrogich kul
   Za Anglię zdychaj, tak każe król

Trzeciego dnia zaczęło się
Wiatr łzy wyciskał na mokry deck
A Hiszpan walił ze wszystkich luf
Do dziś nikt nie wie, ile wtedy spadło głów

Dowódca nasz pod pokład zbiegł
W najdalszym kącie na kolana legł
Histeria w oczach i głupi śmiech
Tak właśnie wydał swój ostatni dech

Nazajutrz, gdy opadły mgły
Nie było ważne gdzie Oni, gdzie My
Zwycięzcą był ten, kto jeszcze żyw
Kogo stać jeszcze na ostatni zryw

To właśnie wtedy poczułem, że
W morze me życie wpisane jest
Na statku, co Jego Królewską mość
O pianę na pysku przyprawi i dziką złość

   Walcz i giń za honor swój
   Sercu posłuszny nie wdepniesz w gnój
   Poślij królowi grad wrogich kul
   Do Anglii nie wracaj - tam zdycha król











|
|
|
|bis





















|
|
|
|bis

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
a G F B G
a G F e a








F D e G a
F D e F G a
O, Ela (Chłopcy z Placu Broni)
1.









Ref:




2.
Byłaś naprawdę fajną dziewczyną
I było na razem naprawdę miło,
Lecz tamten to chłopak był bombowy,
Bo trafiał w dziesiątkę w strzelnicy sportowej.

Gdy rękę trzymałem na twoim kolanie,
To miałem o tobie wysokie mniemanie,
Lecz kiedy z nim w bramie piłaś wino,
Coś we mnie drgnęło, coś się zmieniło.

O, Ela, straciłaś przyjaciela,
Musisz się wreszcie nauczyć,
Że miłości nie wolno odrzucić,
Że miłości nie wolno odrzucić.

Pytałem, błagałem, ty nic nie mówiłaś,
Nie byłaś dla mnie już taka miła,
Patrzyłaś tylko z niewinną miną
I zrozumiałem, że coś się skończyło.

Aż wreszcie poszedłem po rozum do głowy,
Kupiłem na targu nóż sprężynowy,
Po tamtym zostało tylko wspomnienie,
Czarne lakierki, co jeszcze nie wiem.

O, Ela, straciłaś przyjaciela...
 C e
C7 a
d F
d F G






F G C a
F G
C a
F G C
Zawsze tam gdzie ty (Lady Pank)
Zamienię każdy oddech w niespokojny wiatr
By zabrał mnie z powrotem, tam gdzie masz swój świat
Poskładam wszystkie szepty, w jeden ciepły krzyk
Żeby znalazł cię aż tam, gdzie pochowałaś sny

Już teraz wiem, że dni są tylko po to
By do ciebie wracać każdą nocą złotą
Nie znam słów co mają jakiś większy sens
Jeśli tylko jedno, jedno tylko wiem
Być tam, zawsze tam gdzie ty

Nie pytaj mnie o jutro, to za tysiąc lat
Płyniemy białą łódką, w niezbadany czas
Poskładam nasze szepty, w jeden ciepły krzyk
By już nie uciekły nam, by wysuszyły łzy

Budzić się i chodzić spać we własnym niebie
Być tam, zawsze tam gdzie ty
Żegnać się co świt i wracać znów do ciebie
Być tam, zawsze tam gdzie ty
Budzić się i chodzić spać we własnym niebie
Być tam, zawsze tam gdzie ty
Ech...
Zawsze tam gdzie ty, Ech...
C a G




F G
C a
F G
C a
F G






C a
F G




C
G C
Kocham wolność (Chłopcy z Placu Broni)
1.




Ref.


2.


Ref.
Tak niewiele żądam, tak niewiele pragnę
Tak niewiele widziałem, tak niewiele zobaczę
Tak niewiele myślę, tak niewiele znaczę
Tak niewiele słyszałem, tak niewiele potrafię.

:Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem

Tak niewiele miałem, tak niewiele mam.
Mogę stracić wszystko, mogę zostać sam.

Wolność kocham i rozumiem…
h A h fis


h A G

h fis
A G
Hej, przyjaciele
1.





Ref.






2.





Ref.

3.





Ref.
Tam dokąd chciałem już nie dojdę
C G Szkoda zdzierać nóg
F C Już wędrówki naszej wspólnej nadchodzi kres
C G F C Wy pójdziecie inną drogą, zostawicie mnie
Odejdziecie, sam zostanę na rozstaju dróg

Hej! Przyjaciele, przyjaciele, hej!
C G Fis F Zostańcie ze mną!
C Przecież wszystko to co miałem oddałem wam
G F C Hej! Przyjaciele! Przyjaciele, hej!
Choć chwilę jedną
Znowu w życiu mi nie wyszło, znowu jestem sam

Znów spóźniłem się na pociąg
I odjechał już
Tylko jego mglisty koniec zamajaczył mi
Stoję smutny na peronie z tą walizką jedną
Tak jak człowiek który zgubił do domu swego klucz

Hej! Przyjaciele...

Tam dokąd chciałem już nie dojdę
Szkoda zdzierać nóg
Już wędrówki naszej wspólnej nadchodzi kres
Wy pójdziecie inną drogą, zostawicie mnie
Zamazanych drogowskazów nie odczytam już

Hej! Przyjaciele...
C G
F C
C G F C



C G Fis F
C
G F C
Odpowie Ci wiatr (Bob Dylan)
Przez ile dróg musi przejść każdy z nas,
by mógł człowiekiem się stać?
Przez ile mórz lecieć ma biały ptak
nim w końcu opadnie na piach?
Przez ile lat będzie kanion ten trwał
nim w końcu rozkruszy o czas?

Odpowie Ci wiatr wiejący poprzez świat
Odpowie Ci bracie tylko wiatr

Przez ile lat będzie trwał góry szczyt,
nim deszcz go na mórz zniesie dno?
Przez ile ksiąg pisze się ludzki byt,
nim wolność wypisze w nim ktoś?
Przez ile lat nie odważy się nikt
zawołać, że czas zmienić świat?

Odpowie Ci wiatr...

Przez ile lat ludzie giąć będą kark,
nie wiedząc, że niebo jest tuż?
Przez ile łez, ile bólu i skarg
trzeba przejść i przeszło się już?
Jak blisko śmierć musi przejść obok nas,
by człowiek zrozumiał swój los?

Odpowie Ci wiatr wiejący poprzez świat.
I ty swą odpowiedź rzuć na wiatr.
C F C
a C F G
C F C
a C F G
C F C
a C F G

F G C a
F G C C7
Australia

Australia po nocach mi się śni
Heave away, Haul away
Czy kiedyś się spełnią moje sny
Płyńmy do Australii

Heave away, popłyńmy tam
Heave away, haul away
Płyńmy do Australii bram
Płyńmy do Australii

W Australii kilku kumpli mam
Popłynąć chciałbym kiedyś tam

Bałtyk zwiedziłem wzdłuż i wszerz
I na północnym byłem też

Atlantyk nie jest taki zły
Lecz płynąć trzeba wiele dni

Po drodze chciałbym przejść Cape Horn
Od lat po nocach śni mi się on

Pacyfik spokojny powinien być
Choć różnie bywa co tu kryć

W Australii znajdę gościnny dom
Choć to tak daleko stąd

Przed laty z karę pływali tam
Dziś każdy pcha się do jej bram

Australia po nocach mi się śni
Czas by wreszcie spełnić sny
C F C
F C F C
C G C
C G7 C

F C
F C F C
F C
G C
 
Ballada o trzech bogach
1.




2.




3.




4.




5.




Jego Bogiem wiatr był zawsze,
Gdy do niego dłonie żagli składał.
Rzekłbyś - "Pewnie na wiatr rzuca słowa" -
Nie, on z Bogiem gadał.

Jego Bogiem ląd był zawsze,
Gdy strudzony na piach jego padał.
Rzekłbyś - "Pewnie strach obleciał człeka" -
Nie, on z Bogiem gadał.

Jego Bogiem dom był zawsze,
Gdy wróciwszy do ścian twarz przykładał.
Rzekłbyś - "Pewnie coś go trapić musi" -
Nie, on z Bogiem gadał.

I tak czcił trzech swych Bogów,
Choć wiatr był wysoko, a brzeg gdzieś daleko, na którym stał dom.
Lecz zapomniał żeglarz o tym czwartym Bogu,
Który był tuż obok i los w ręku miał...

A tym Bogiem morze było,
Błąd swój pojął, gdy już w otchłań wpadał.
Wołał, prosił, lecz Bóg nie rozumiał,
Czemu?... Z nim nigdy nie gadał...


























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
e a D7
G H7
C H7 e C
H7 e











H7
a D D7 G
a e
C H7
Kochaj mnie, a będę Twoją















Ref.:















ref...

Na statku, gdzieś w kotłowni, tam gdzie palacze są,
Na tle płonących głowni sylwetki czarne drżą,
Wulgarną nucąc śpiewkę miotają słowa krewkie
I na portową dziewkę czekają wszyscy wraz.

Z pokładu marynarze dziś mają wolną noc,
A w tym piekielnym żarze łeb pada niby kloc.
Hej chłopcy, ja wam radzę - zetrzyjcie z gęby sadze,
Za chwilę przyprowadzę tę, co zabawi nas.

Już na schodach widać jej nogi,
Mocne wino szykujcie i trzos,
Już za chwilę dotknie podłogi
I z oddali dobiegnie jej głos.

   Kochaj mnie, a będę Twoją,
   Całuj mnie i mocniej tul.
   Niechaj dziś pocałunki Twe ukoją
   Beznadziejną tęsknotę moich ust.
   Kochaj mnie, a będę Twoją,
   Nie chcę nic prócz słodkich warg.
   Niech pocałunki Twe tej nocy mnie ukoją,
   Zanim ciało znów oddam na targ.

Z pokładu marynarze...

Niby kotłów wielkie ognisko,
Płoną twarze i oczy ich grzmią.
Pójdźmy Tobie przyjrzeć się blisko,
Kiedy śpiewasz piosenkę tą.

   


































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
d A d
D7 g
g
d A d






A d
C F
E A
E A

d g
A d
d g
E A
d g
E A
d g
A d
My Bonnie
1.




Ref.:




2.




3.




4.




ref...





1.




Ref.:




2.




3.




4.




ref...



5.




6.




My Bonnie is over the ocean,
My Bonnie is over the sea,
My Bonnie is over the ocean,
O bring back, my Bonnie to me!

   Bring back, bring back,
   O bring back my Bonnie to me, to me!
   Bring back, bring back,
   O bring back, my Bonnie to me!

O blow'ye winds over the ocean,
And blow'ye winds over the sea,
O blow'ye winds over the ocean,
And bring back, my Bonnie to me!

Last night as I lay on my pillow,
Last night as I lay on my bed,
Last night as I lay on my pillow,
I dreamed that my Bonnie was dead.

The winds have blown over the ocean,
The winds have blown over the sea,
The winds have blown over the ocean,
And brought my Bonnie to me!

   

* * * * * * * *

"My Bonnie" (ver. pol.)

Mój Bonnie mknie poprzez ocean,
Mój Bonnie jest stąd wiele mil,
Mój Bonnie żegluje przez morze,
Wróć do mnie, mój Bonnie co sił!

   Wróć więc, wróć więc,
   O wróć więc i otrzyj już moje łzy,
   Bring back, bring back,
   O bring back, my Bonnie to me!

Zbudziłam się w trwodze nad ranem,
Me serce z obawy wciąż drży,
Bo sny miałam takie koszmarne -
Mój Bonnie bez życia, we krwi!

Wiej wietrze przez wielki ocean,
Wiej wietrze i dodaj mi sił,
A będę na niego wciąż czekać
I modły podnosić, by żył!

Leć wietrze nad wielki ocean,
Odszukaj wśród fal jego łódź,
I przynieś mi moje marzenia -
Mojego miłego mi wróć!

   

* * *

Wiał wiatr przez szeroki ocean,
Wiał wiatr, gnając łódź ile sił,
I przyniósł mi moje marzenia -
Mój Bonnie w ramionach mnie skrył!

Wiej wietrze przez wielki ocean,
Dmij wietrze i ponieś tę pieśń:
Nadzieja zbyt łatwo umiera -
Pamiętaj, by w sercu ją nieść!







































































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
G C G e
G A7 D7
G C G E
a D7 G

G G a a
D D7 G-D7-G
G G a a
D D7 G






















G C G e
G A7 D7
G C G E
a D7 G

G G a a
D D7 G-D7-G
G G a a
D D7 G
Monotematyczna piosenka turystyczna






Nie ma, jak po przejściu ciężkiej trasy,
Gdy do kolan nogi zdarte masz,
Z ludźmi nad kufelkiem się zobaczyć,
Gadać, śpiewać do białego dnia.

   Piwko w kufelku nie może długo stać.
   Jedno..., drugie..., a potem jeszcze dwa!
   Obok kumpel gra na gitarze jakiś stary hit,
   Pijmy i śpiewajmy - ile sił!

Wolę się tu z Wami napić piwa,
Niźli w whisky pływać w USA,
Ale nie chcę też za bardzo skrywać -
Zamiast piwa, wolę wypić dwa.

Z baru odebrałem zapewnienie:
"Piwa nie zabraknie!" - mówił gość.
Na ambicję wszedł mi tym stwierdzeniem,
"Nie zabraknie? - Lepiej nie mów: Hop!"

Jutro znowu nas dopadnie życie,
Praca, żona, szkoła, forsy brak.
Jutro będzie futro, więc: Do jutra!
A na razie: "Razem! W górę szkła!"

   x2

   Trzecie, czwarte, piąte, szóste,
   Siódme, ósme, dziewiąte.
   


<Oj, boli, boli...>

<Aż do zachrypnięcia!>






<Bul, bul, bul, gul, gul...>


<Dziękuję bardzo!
- Proszę uprzejmie!>


<Kiciarz...>



<Oj, ból bolesny!>

<No!>
<No to lufeczka Panowie!>



|te dwie linijki śpiewa się na
|koniec równocześnie z dwiema
|ostatnimi linijkami refrenu. :-)

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

C C G G
G G C C
C7 C7 F F
G G C C

C C F G
C C F G
F G C F
C G C C
G G G G










c.c.G.G
G.G.c.c
C7.C7.F.F
G.G.C.C
Monika, dziewczyna ratownika
1.




Ref.:




2.




3.




ref...

Na plaży słońce praży, tu bladość ciał zanika,
Wśród tłumów wczasowiczów - dziewczyna ratownika.
I patrzą setki oczu i z wody, i z kocyka,
Gdy ona idzie plażą - wszyscy o niej marzą.

   Monika, ach Monika, dziewczyna ratownika,
   Pół plaży tutaj marzy, że kiedyś się przydarzy.
   Twe ciało opalone, prawie nie osłonione,
   Każdy wzrokiem dotyka, Monika, Monika, Monika.

Był kiedyś na tej plaży taki, co się odważył,
Ratownik miał baczenie i dał mu ostrzeżenie.
Zabrała gościa woda, na dno poszedł jak kłoda,
Na zawsze się pogrążył bo... ratownik nie zdążył.

Rok minął, a na plaży, już nowy tłum się smaży
I z innym się Monika ratownikiem spotyka.
Tłum gości znów zazdrości, palce gryząc do kości,
I coraz to który z okrzykiem "Monika!" rzuca się w wodę i znika.

   























 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
C G7 C
C A7 d C G7 C



F C7 F
F7 B C7 F
Słoneczko
1.









2.









3.









4.









Gdy gorące słońca promienie
Rozpędzają już nocy chłody,
Wtedy właśnie zbudzona otwierasz
Swoje oczy barwy nieba i wody.

   Naszym jachtem fala kolebie,
   Wokół słychać ptaków śpiewanie,
   Jesteś dla mnie jak te słońce na niebie!
   Zaraz zrobię Ci dobre śniadanie.

Mamy puszkę radziecką z rybkami,
Trochę dżemu i sera żółtego,
A więc wybierz, kochanie, co zjemy,
A co schować do dnia następnego.

   Już się woda w czajniku podgrzewa,
   Powiedz, czy już zdecydowałaś?
   Jakże cudnie słoneczko me ziewa!
   Ach, uważaj, żółty ser rozdeptałaś!

Słońce coraz bardziej wysoko,
Ale coś się pogoda psuje,
Jakiś paproch wleciał mi w oko,
Strasznie długo się ta woda gotuje!

   Czy nie możesz pozbierać swych rzeczy?
   I nie siadaj na mojej kanapce!
   Czemu w trzcinach ta kaczka tak skrzeczy?
   Czy nie znudzi się to głupiej kaczce?

Gaz się skończył, nie będzie herbaty,
Zresztą w wodzie i tak pełno glonów.
Wciąż żałujesz, że tu nie ma Beaty -
Proszę bardzo, możesz wracać do domu!

   I znów wieczór, i zapach alpagi,
   I nikogo nie ma znów przy mnie,
   Na komary też nie zwracam uwagi,
   Znowu marzę o mojej dziewczynie.






|
|
|
|bis































 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
E H7
E H7
E A
E H7 E

E A
E H7
E A
E H7 E
Skóra (AYA-RL)
Stoję na ulicy z nią, stoję twarzą w twarz
Ktoś przechodzi trąca łokciem, wzrokiem pluje w twarz
Szeptem mówię Mała patrz, cywilizowany świat

Potem obejmuję ją, odpływamy w dal
Nie dochodzi obcy głos, wolno płynie czas
Odpływamy w otchłań gwiazd, Mała zanuć to co ja:

Tam tam tam tam tara tara tam
Tam tam tam tam tara tara tam

Stoję na ulicy z nią, śmiechy wkoło nas
Ktoś przechodzi trąca łokciem, pluje Małej w twarz
Głośno mówię Mała patrz: cywilizowany świat

Potem mu przestawiam nos, upadł ale wstał
Dookoła głosów sto: Ten w skórze to drań!
Padam dzisiaj byłem sam, Mała nuci to co ja

Tam tam tam...

Wtedy obejmuję ją odpływamy w dal
Nie dochodzi obcy głos, wolno płynie czas
Odpływamy w otchłań gwiazd, Mała nuci to co ja

 

 

 CFC
CFC
aCGaCG




FGCF
FGCG

 

 

Harley mój (Dżem)
Kiedy siedzę na maszynie totalny czuję luz
Włączam silnik, daję kopa za mną tylko kurz
To wspaniała jest maszyna choć ma czterdzieści lat
Stary mój też ją dosiadał to samo czuł mój starszy brat

Harley mój, to jest to, kocham go
Harley mój, to jest to, kocham go

Zmienił moje życie odkąd poskładałem go
On wyleczył mnie z kompleksów dał mi swoją moc
Nigdy mnie nie zdradził nie zawiódł ani raz
To wspaniała jest maszyna choć ma już ze czterdzieści lat

Harley mój, to jest to, kocham go
Harley mój, to jest to, kocham go
Harley mój, to jest to, kocham go
Harley mój, to jest to, kocham go

On zmienił moje życie

Harley mój, to jest to, kocham go  
ADAD




ADAD
Wehikuł czasu (Dżem)
Pamiętam dobrze ideał swój
Marzeniami żyłem jak król
Siódma rano, to dla mnie noc
Pracować nie chciałem, włóczyłem się
Za to do puszki zamykano mnie
Za to zwykle zamykano mnie
Po knajpach grywałem za piwo i chleb
Na życiu bluesa tak mijał mi dzień

Tylko nocą do klubu pójść
Jam session do rana, tak królował blues
To już minęło, ten klimat, ten luz
Wspaniali ludzie nie powrócą
Nie powrócą już

Lecz we mnie zostało coś z tamtych lat
Mój mały intymny muzyczny świat
Gdy tak wspominam ten miniony czas
Wiem jedno, że to nie poszło w las
Dużo bym dał, by przeżyć to znów
Wehikuł czasu to byłby cud
Mam jeszcze wiarę, odmieni się los
Znów kwiatek do lufy wetknie im ktoś

Tylko nocą do klubu pójść..
 A E fis D








E fis D A
E fis D A
E fis /D A
D
D (A)
Eksperyment (Hey)
Przeprowadźmy mały sprawdzian
Wytrzymałości duszy na ból
Pozwól mi się przekonać
Jak wiele cierpienia potrafisz znieść

Lecz nawet w chwilach tak okrutnych
Pamiętaj że nic się nie zmienia
Że kiedy upokarzam Cię
Robię to by bardziej Cię kochać

Nie ufaj ludziom którzy ciągle
Głaskają Cię, ściągają czapki
Oni nie dadzą ci tego
Co mogę dać Ci tylko ja

Teraz pójdę z innym mężczyzną
Potem zapytam co wtedy czułeś
później wyznam publicznie
Że twoje uczucie nic dla mnie nie znaczy
E A H




cis
H A
Teksański (Hey)
Herbata stygnie, zapada mrok
A pod piórem ciągle nic

Obowiązek obowiązkiem jest
Piosenka musi posiadać tekst
Gdyby chociaż mucha zjawiła się
Mogłabym ją zabić, a później to opisać

W moich słowach słoma czai się
Nie znaczą nic
Jeśli szukasz sensu, prawdy nich
Zawiedziesz się

A może zmienić zasady gry
Chcesz usłyszeć słowa
To sam jest sobie wymyśl

Nabij diabła, chmurę śmierci weź
Pomoże ci
Wnet twe myśli w słowa zmienią się
Wyśpiewasz je sam
D G A
D G A






G A D
G A D
Zazdrość (Hey)
Są chwile gdy wolałabym
Martwym widzieć Cię
Nie musiałabym się Tobą
Dzielić nie, nie

Gdybym mogła, schowałabym
Twoje oczy w mojej kieszeni
Żebyś nie mógł oglądać tych
Które są dla nas zagrożeniem

Do pracy nie mogę
Puścić Cię nie, nie
Tam tyle kobiet, każda
W myślach gwałci Cię

Złotą klatkę sprawię Ci
Będę karmić Cię owocami
A do nogi przymocuję
Złotą kulę z diamentami
h G A fis
h G A fis
h G A
h G A fis
Wiara (IRA)
Powiedz mi co czujesz kiedy widzisz krew
Czy zamykasz oczy by nie widzieć zła
Świat bez kar, świat bez wad to sen
I jak ptak, nieba blask, piękny sen

Nie wiem czym jest miłość, lecz wiem czym jest lęk
Ktoś obiecał równość, pytam gdzie on jest
Gdzie jest cel, gdzie jest sens, gdzie jest brzeg
I jak wiatr burzy szlak, gdzie jest kres

Mówisz o miłości i sprawiasz mi ból
Ja śnię o wolności i bardzo chcę żyć
Podaj mi, podaj mi swoją dłoń
Mimo wad, mimo zła wielki krzyk

Nasze dzieci płaczą
Szczęście drogie jest
Bo kto im pomoże
Tylko ty, serca dar, mały gest
Życia takt, duszy znak, wybierz sam

Chcę znów wierzyć w miłość
Mieć siłę by wstrzymać łzy
Mieć prawo do walki
Znów dotknąć gwiazd
Zatrzymać czas
G C G
G C G
F C G
F C G
C D G C D










C G


F C G
F C G

G D C D


a D
a D G
Arahja (Kult)
Mój dom murem podzielony
Podzielony murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej stronie kuchenka

Moje ciało murem podzielone
Dziesięć palców na lewą stronę
Drugie dziesięć na prawą stronę
Głowy równa część na każdą stronę

Moja ulica murem podzielona
Świeci neonami prawa strona
Lewa strona cała wygaszona
Zza zasłony obserwuję obie strony

Lewa strona nigdy się nie budzi
Prawa strona nigdy nie zasypia
d
a
E
a A7
|
|
|
|x2

|
|
|
|x2

|
|
|
|x3

|
|xX
Baranek (Kult)
1.








Ref.:




2.








Ref.:

3.








Ref.:

4.







Ach ci ludzie, to brudne świnie
Co napletli o mojej dziewczynie
Jakieś bzdury o jej nałogach
To po prostu litość i trwoga
Tak to bywa, gdy ktoś zazdrości
Kiedy brak mu własnej miłości
Plotki płodzi, mnie nie zaszkodzi żadne obce zło
Na mój sposób widzieć ją
  
Na głowie kwietny ma wianek
W ręku zielony badylek
A przed nią bieży baranek
A nad nią lata motylek
  
Krzywdę robią mojej panience
Opluć chcą ją podli zboczeńcy
Utopić chcą ją w morzu zawiści
Paranoicy, podli sadyści
Utaplani w podłej rozpuście
A na gębach fałszywy uśmiech
Byle zagnać do swego bagna, ale wara wam
Ja ją przecież lepiej znam

Na głowie kwietny ma wianek...

Znów widzieli ją z jakimś chłopem
Znów wyjechała do St. Tropez
Znów męczyła się Boże drogi
Znów na jachtach myła podłogi
Tylko czemu ręce ma białe
Chciałem zapytać, zapomniałem
Ciało kłoniąc skinęła dłonią wsparła skroń o skroń
Znów zapadłem w nią jak w toń

Na głowie kwietny ma wianek...

Ech dziewczyna pięknie się stara
Kosi pieniądz, ma Jaguara
Trudno pracę z miłością zgodzić
Rzadziej może do mnie przychodzić
Tylko pyta kryjąc rumieniec
Czemu patrzę jak potępieniec
Czemu zgrzytam, kiedy się pyta czy ma ładny biust
Czemu toczę pianę z ust
A
d
A
d
D
g
A d
A d

A d
A d
g d
A d
Marchewkowe pole (Lady Pank)
Marchewkowe
Pole rośnie wokół mnie
W marchewkowym
Polu jak warzywo tkwię
Głową na dół
Zakopany niczym struś
Chcesz mnie spotkać
Głowę obok w ziemię włóż

Wszystko się może zdarzyć
Wszystko się może zdarzyć

Marchewkowe
O ogrodzie miewam sny
W marchewkowym
Stanie jest najlepiej mi
Rosnę sobie
Dołem głowa górą nać
Kto mi powie
Co się jeszcze może stać

Wszystko się może zdarzyć...
D
A2 F G5







D A G F
D A G F
Mniej niż zero (Lady Pank)
1.





Ref.:

2.
Myślisz może, że więcej coś znaczysz
Bo masz rozum dwie ręce i chęć
Twoje miejsce na ziemi tłumaczy
Zaliczona matura na pięć
Są tacy to nie żart dla których jesteś wart

Mniej niż zero, mniej niż zero ...

Zawodowi macherzy od losu
Specjaliści od śpiewu i mas
Choćbyś nie chciał i tak znajdą sposób
Na twej wadze położą niw raz
Choć to fizyce wbrew wskazówka cofa się
e D C D



C D C D

e D e D
Przeżyj to sam (Lombard)
Na życie patrzysz bez emocji
Na przekór czasom i ludziom wbrew
Gdziekolwiek jesteś, w dzień czy w nocy
Oczyma widza oglądasz grę
Ktoś inny zmienia świat za ciebie
Nadstawia głowę, podnosi krzyk
A ty z daleka, bo tak lepiej
I w razie czego nie tracisz nic

Przeżyj to sam, przeżyj to sam
Nie zamieniaj serca w twardy głaz
Póki jeszcze serce masz

Widziałeś wczoraj znów w dzienniku
Zmęczonych ludzi wzburzony tłum
I jeden szczegół wzrok twój przykuł
Ogromne morze ludzkich głów
A spiker cedził ostre słowa
Od których nagła wzbierała złość
I począł w tobie gniew kiełkować
Aż pomyślałeś milczenia dość

Przeżyj to sam...
C E a
d G G7
C E a
d G G7





C E a d G
C E a
d G G7
Andzia (Oddział Zamknięty)
Przyszła do mnie nie wiem skąd
Zawróciła w głowie tak dokładnie
Teraz rozumiem to jest to
Jedna z nią noc i już przepadłem

Andzia, o Andzia x4

Patrzę wokoło i jest mi źle
Coraz więcej widzę i jeszcze więcej
Muszę więc szybko z nią spotkać się
Z Andzią życie będzie łatwiejsze

Andzia, o Andzia x4

Teraz już nie mogę bez niej żyć
Wszystko poza nią jest nieważne
Świat w kolorach daje mi
Ja i ona już na zawsze.

Andzia, o Andzia x4

G C D




G C D
Autobiografia (Perfect)
Miałem dziesięć lat, gdy usłyszał o mnie świat
W mej piwnicy był nasz klub
Kumpel radio zniósł, usłyszałem "Blue Sued Shoes"
I nie mogłem w nocy spać
Wiatr odnowy wiał, darowano reszty kar
Znów się można było śmiać
W kawiarniany gwar jak tornado jazz się wkradł
I ja też chciałem grać

Ojciec, Bóg wie gdzie, Martenowski stawiał piec
Mnie paznokieć z palca zszedł
Z gryfu został wiór, grałem milion różnych bzdur
I poznałem co to seks
Pocztówkowy szał, każdy z nas ich pięćset miał
Zamiast nowej pary jeans
A w sobotnią noc był Luksemburg, chata, szkło
Jakże się chciało żyć

Było nas trzech, w każdym z nas inna krew
Ale jeden przyświecał nam cel
Za kilka lat mieć u stóp cały świat
Wszystkiego w bród
Alpagi łyk i dyskusje po świt
Niecierpliwy w nas ciskał się duch
Ktoś dostał w nos, to popłakał się w głos
Coś działo się

Poróżniła nas, za jej Poli Raksy twarz
Każdy by się zabić dał
W pewną letnią noc gdzieś na dach wyniosłem koc
I dostałem to, com chciał
Powiedziała mi, że kłopoty mogą być
Ja jej, że egzamin mam
Odkręciła gaz, nie zapukał nikt na czas
Znów jak pies byłem sam

Stu różnych ról, czym ugasić mój ból
Nauczyło mnie życie jak nikt
W wyrku na wznak przechlapałem swój czas
Najlepszy czas
W knajpie dla braw klezmer kazał mi grać
Takie rzeczy, że jeszcze mi wstyd
Pewnego dnia zrozumiałem, że ja
Nie umiem nic

Słuchaj mnie tam, pokonałem się sam
Oto wyśnił się wielki mój sen
Tysięczny tłum spija słowa z mych ust
Kochają mnie
W hotelu fan mówi, na taśmie mam
To jak w gardłach im rodzi się śpiew
Otwieram drzwi i nie mówię już nic
Do czterech ścian
a C
G
















F G
C a
d B
F
Kołysanka dla nieznajomej (Perfect)
Gdy nie bawi cię już
Świat zabawek mechanicznych
Kiedy dręczy cię ból
Nie fizyczny

Zamiast słuchać bzdur
Głupich telefonicznych wróżek zza siedmiu mórz
Spytaj siebie czego pragniesz
Dlaczego kłamiesz że miałaś wszystko

Gdy udając że śpisz
W głowie tropisz bajki z gazet
Kiedy nie chcesz już śnić
Cudzych marzeń

Bosa do mnie przyjdź
I od progu bezwstydnie powiedz mi czego chcesz
Słuchaj jak dwa serca biją
Co ludzie myślą, to nieistotne

Kochaj mnie |x2
Kochaj mnie nieprzytomnie
Jak zapalniczka płomień
Jak sucha studnia wodę
Kochaj mnie namiętnie tak
Jakby świat się skończyć miał

Swoje miejsce znajdź
I nie pytaj czy taki układ ma jakiś sens
Słuchaj co twe ciało mówi
W miłosnej studni już nie utoniesz

Kochaj mnie
Kochaj mnie
Kochaj mnie nieprzytomnie
Jak zapalniczka płomień
Jak sucha studnia wodę

Kochaj mnie |x2
Kochaj mnie nieprzytomnie
Jak księżyc w oknie śmiej się i płacz
Na linie nad przepaścią tańcz
Aż w jedną krótką chwilę
Pojmiesz po co żyjesz..
C a
F



C
a e F
G a
F G











C G7 a7 G C
C G7 a7
e
F G
F G a F
G C

C
a e F C F
G a
F G

C G7 a7 G C

C G7 a7
e
F G



e F
G a F
G a
F G
Nie płacz Ewka (Perfect)
Nie płacz Ewka, bo tu miejsca brak na twe babskie łzy
Po ulicy miłość hula wiatr wśród rozbitych szyb
Patrz poeci śliczni prawdy sens roztrwonili w grach
W półlitrówkach pustych SOS wysyłają w świat

Żegnam was, już wiem
Nie załatwię wszystkich pilnych spraw
Idę sam, właśnie tam
Gdzie czekają mnie
Tam przyjaciół kilku mam od lat
Dla nich zawsze śpiewam, dla nich gram
Jeszcze raz żegnam was
Nie spotkamy się

Proza życia to przyjaźni kat, pęka cienka nić
Telewizor, meble, mały fiat, oto marzeń szczyt
Hej prorocy moi z gniewnych lat obrastacie w tłuszcz
Już was w swoje szpony dopadł szmal, zdrada płynie z ust
C a G




d F
C G a
d F
C
Jedwab (Róże Europy)
Ofiaruję mojej dziewczynie
Z kwiatów Holandii utkany
Szlafrok, w którym utonie
Całkiem niezły posiłek jaki

Konsumuje lubieżnie co wieczór
W ciepłych dekoracjach pokoju
Przy świecach i przy koniaku
A nad sobą mam jej loki
Tak, tylko ona, jak jedwab

Ofiaruję mojej dziewczynie
Wszystkie kwiaty Holandii
Jeśli będzie trzeba ukradnę
W nocy przy księżycowej pełni
A potem wycisnę z nich soki
Przyprawię kalifornijskim winem
I zanurzę się z moją dziewczyną
Po kolana po pas po szyję

Lubię jej farbowane rzęsy,
Piegi i policzki blade
Lubię kiedy miękko ląduje,
Ona zmysłowo na mojej twarzy

Tak, tylko ona, jak jedwab

Ofiaruje mojej dziewczynie
Holandii morskie owoce
wraz z nimi podejrzane przygody
Bez pieniędzy dzikie podróże
Skrawek wszystkich tajemnych wycieczek
Sam w słowa ubieram doskonale
Resztę stanowi moja dziewczyna
Tylko ona jest jak jedwab
Ref.: Lubię jej farbowane.. |x2
Tak, tylko ona, jak jedwab

Ofiaruje mojej dziewczynie
Rodzynki, krewetki, mandarynki
Palcami obejmę jej skronie gdy na stole płonie węgierski puchar
Duży, w polewie czekoladowej, w nim orzechy mrożone
Jesienna niepogoda a my na przekór tej sytuacji
Idziemy bezwiedni, zjadamy jagody, one narzeczone bitej śmietany
Jak gdyby nigdy nic, ponieważ kiedy spotkają się nasze dłonie
Ja się nie boję, Ty się nie boisz, ono się nie boi
Popołudnie próbuje nas gonić , jemy szybciej szczęśliwi
Moje dziewczyna, tak tylko ona jest nieskażona

Lubię jej farbowane....... |x2

Tak, tylko ona, jak jedwab |x4
a D
C G D
a D
C G D





a D C G










C D
e G
C D
e G
King (T.Love)
e e6 e7
G G4 G5

Mówiono o nim King w mieście Świętej Wieży
Pamiętam z podstawówki, jak całował się z papieżem
Przejeżdżał też sekretarz, gdy przecinano wstęgę
Kingy poszedł na wagary, pomarzyć o czymś innym

a e Był zawsze trochę z boku
Na bakier trochę był
W szkole nikt nie wiedział
Czym King naprawdę żył

To było trochę później, już miał przyjaciółkę Ewę
Mieszkali więc bez ślubu i klepali słodką biedę
Dawali czasem czadu, bo lubili lekkie dragi
Znajomych nyło wielu wieczory i poranki

Uważaj na sąsiadów swych
Bo lubią dawać cynk
Ty wiesz kto rządzi w mieście
Tu biskup z komisarzem, King

Tak mówił mu przyjaciel długi, chudy Lolo
Kiedy wyszli na ulicę, zapalić spliffa z colą
Mam dosyćtego miasta, czerwono-czarnej mafii
Czy mnie rozumiesz Lolo, czy wiesz co mnie trapi

Tymczasem blada Ewa
wytłumaczyć pragnie wszystko
Bo komisarz wszedł przez okno,
A spod łóżka wylazł biskup

Co masz w kieszeni, King ? Komisarz spytał w drzwiach
Palicie wciąż to świństwo. Mieliśmy wiele skarg
A biskup łypie z boku to na Kinga, to na Ewę
Wy żyjecie tu bezbożnie. Myślicie, że nic nie wiem ?

Za posiadanie zielska
Dostaniesz dziesięć latek
Za nielegalny związek z nią
Następnych parę kratek

Dziś Kingy siedzi w celi i wspomina dobre dni
Napisał do papieża bardzo długi list
Świąteczną wysłał kartkę do samego prezydenta
Lecz nikt o nim dziś nie mówi, nikt o nim nie pamięta

Był zawsze trochę z boku
Na bakier trochę był
Właściwie nikt nie wiedział
Czym King naprawdę żył



e
G
e
G

a e
a e
a e
H7
e7 A C /x2
Bez słów (Wolna Grupa Bukowina)
Chodzą ulicami ludzie
Maj przechodzą, lipiec, grudzień
Zagubieni wśród ulic bram
Przemarznięte grzeją dłonie
Za czymś pędzą, dokądś gonią
I budują wciąż domki z kart

A tam w mech odziany kamień
Tam zaduma w wiatru graniu
Tam powietrze ma inny smak
Porzuć kroków rytm na bruku
Spróbuj, znajdziesz, jeśli szukać zechcesz
Nowy świat, własny świat

Płyną ludzie miastem szarzy
Pozbawieni złudzeń, marzeń
Omijając wciąż główny nurt
Kryją się w swych norach krecich
I śnić nawet o karecie
Co lśni złotem nie potrafią już

Chodzą ludzie, asfalt depczą
Nikt nie krzyknie, każdy szepce
Drzwi zamknięte, zaklepany krąg
Tylko czasem kropla z oczu
Po policzku w dół się stoczy
I to dziwne drżenie rąk
G D
e h
C G D
G D
e h
C G D

C G
C G
C G D
C G
C G
C G D
Sielanka o domu (Wolna Grupa Bukowina)
A jeśli dom będę miał
To będzie bukowy koniecznie
Pachnący i słoneczny
Wieczorem usiądę, wiatr gra
A zegar na ścianie gwarzy
Dobrze się idzi, panie zegarze
Tik-tak, tik-tak, tik-tak
Świeca skwierczy i mruga przewrotnie
Więc puszczam oko do niej
Dobry humor dziś pani ma
Dobry humor dziś pani ma

Szukam, szukania mi trzeba
Domu gitarą i piórem
A góry nade mną jak niebo
A niebo nade mną jak góry

Gdy głosy usłyszę u drzwi
Czyjekolwiek - wejdźcie poproszę
Jestem zbieraczem głosów
A dom mój bardzo lubi gdy
Śmiech ściany mu rozjaśnia
I gędźby lubi i pieśni
Wpadnijcie na parę chwil
Kiedy los was zawiedzie w te strony
Bo dom mój otworem stoi
Dla takich jak wy
Dla takich jak wy

Zaproszę dzień i noc
Zaproszę cztery wiatry
Dla wszystkich drzwi otwarte
Ktoś poda pierwszy ton
Zagramy na góry koncert
Buków porą pachnącą
Odpocząć pozwolę muzyką
Bo taki będzie mój dom
Bo taki będzie mój dom
Bo taki będzie mój dom
A h cis
D E A
D E A
D E
A h cis
A
D E A
D E
A h cis
D E A
E A

A E G
G D A
A E
G D A

Majka (Stare Dobre Małżeństwo)
1.


Ref.


2.


3.


4.
Gdy jestem sam myślami biegnę
do mej najdroższej jak rzeka wiernej

O Majka, nie jestem Ciebie wart
Majka, zmieniłbym dla Ciebie cały świat...

Choć dni mijają i czas ucieka
Ty jesteś wierna, wierna jak rzeka

3. Byłaś mą gwiazdą, byłaś mą wiosną
sennym marzeniem, myślą radosną

Oddałbym wszystko, bo jesteś inna
Za jeden uśmiech, jedno spojrzenie
G e C D
G e C D

G e C D
G e C D
Z nim będziesz szczęśliwsza (Stare Dobre Małżeństwo)
1.






Ref.











2.
Zrozum to, co powiem
Spróbuj to zrozumieć dobrze
Jak życzenia najlepsze, te urodzinowe
Albo noworoczne jeszcze lepsze może
O północy, gdy składane
Drżącym głosem niekłamane

Z nim będziesz szczęśliwsza,
dużo szczęśliwsza będziesz z nim
Ja, cóż -
włóczęga, niespokojny duch
Ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
I zapomnieć wszystko
Jaka epoka, jaki wiek,
jaki rok, jaki miesiąc,
jaki dzień
I jaka godzina
kończy się, a jaka zaczyna

Nie myśl, że nie kocham
Lub, że tylko trochę
Jak cię kocham nie powiem
No, bo nie wypowiem
Tak ogromnie, bardzo, jeszcze więcej może
I dlatego właśnie, żegnam
Zrozum dobrze żegnaj
a e
C G
F C
d e
F G
E

F C
d E
F
C
G
a
F C d
C d
F C
d
F a
Włosy (Elektryczne Gitary)
Kiedy jesteś piękny i młody
Nie, nie, nie, nie zapuszczaj wąsów ani brody
Tylko noś, noś, noś długie włosy jak my!

Bo najlepszy sposób na dziewczynę:
Zrobić sobie z włosów pelerynę,
A więc noś, noś, noś długie włosy jak my!

Już cię rodzina z domu wygania
już cię fryzjer z nożycami gania,
a ty noś, noś, noś długie włosy, jak my!

Idzie hipis z długimi włosami
skręcił z Kruczej, idzie Alejami
a ty noś, noś, noś długie włosy, jak my!

Idzie żołnierz z długimi włosami,
WSW go goni Alejami,
A ty noś, noś, noś długie włosy jak my!

Bo najlepszy sposób na kobietę
zrobić sobie z włosów bransoletę,
a więc noś, noś, noś długie włosy jak my!
a C
D E
a C D E
Krajka
Chorałem dzwonków dzień rozkwita
Jeszcze od rosy rzęsy mokre
We mgle turkocze pierwsza bryza
Słońce wyrusza na włóczęgę
Drogą pylistą, drogą polną
Jak kolorowa panny krajka
Słońce się wznosi nad stodołą
Będziemy tańczyć walca

A ja mam swoją gitarę
Spodnie wytarte i buty stare
Wiatry niosą mnie

Zmoknięte świerszcze stroją skrzypce
Żuraw się wsparł o cembrowinę
Wiele naleje się wody jeszcze
Wielu się ludzi z niej napije
Drogą pylistą, drogą...
a d
a F
C d
E
a d
a F
C d
E E7

F G
C a
d E a
Koła czasu (ONA)
1.




Ref.






2.




Ref.
Tam gdzie był mój rodzinny dom
W pustych ścianach wieje tylko wiatr
Dawno tam przyjaciół nie ma już
Ślepy los pogonił wszystkich w świat

Toczy koła czas
Zmienia wszystko tu
Nigdy nie wiesz czy osiągniesz cel
Jest nadzieja w nas
Jest magiczna moc
Choć ocean życia burzy się

Złudzeń most tak dawno spłonął już
Teraz nikt nie liczy cudzych strat
To co masz to suchej ziemi garść
Twój największy i jedyny skarb

Toczy koła czas...

Dobrze wiesz trudno wolnym naprawdę być
Wolność to tylko złuda i miraż yeah
Wiem że (wiem że) wiem że
Lepszy czas (lepszy czas) musi przyjść musi przyjść

Ref: Toczy koła czas...
a D7
F G a
a D7
F G a

d C G
d C G
d C G a
d C G a
d C G
d C G a

a D7
F G a
a D7
F G a



F a
F a
B C
B C d
Miłość (HappySad)
Ile jestem Ci winien
Ile policzyłaś mi za swą przyjaźń
Ale kiedy wszystko oddam czy
Będziesz szczęśliwa i wolna czy
Ale zanim pójdę
Ale zanim pójdę
Ale zanim pójdę
chciałbym powiedzieć Ci że
  
Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty
To też nie diabeł rogaty
Ani miłość kiedy jedno płacze
drugie po nim skacze
Bo miłość to żaden film w żadnym kinie
Ani róże , ani całusy male , duże
Ale miłość , kiedy jedno spada w dół
Drugie ciągnie je ku górze
  
Ile jestem Ci winien
Ile policzyłaś mi za swą przyjaźń
Ile były warte nasze słowa
Kiedy próbowaliśmy wszystko od nowa
Ale za nim pójdę chciał by powiedzieć Ci że..
a d e





a
d e

a d e a
d e
a d G
C F
a d e
a d e
a d G
C F
Tylko (Illusion)
1.




Ref.


2.




Ref.
Wyrzeźb sam w kamieniu, swoją twarz,
pozostaw w skale ślad.
I przytul się do serca, matki swej,
i słuchaj szumu drzew.

Tylko zrozum to, że ludzie płaczą czystą krwią.
Tylko zrozum to, że to twój los.

Nie możesz być już ślepy, jak każdy kret,
masz widzieć każdy ból .
I bijąc sercem w mur, otworzyć drzwi,
by słuchać szumu drzew.

Tylko zrozum to, że ludzie płaczą czystą krwią.
Tylko zrozum to, że to twój los.
 Riff zwrotki:
Eb-----------------------------------------
Hb-10--------7--------5--------3--------
Gb------0--------0--------0--------0----
Db----0---0----0---0----0---0----0---0-
Ab-10--------7--------5--------3--------
Eb-----------------------------------------

Riff refrenu:
Eb---------------------------------------------
Hb-3-3--------3---------3-3--------3--------
Gb-------0--------0-----------0--------0----
Db-----0---0----0---0-------0---0----0---0-
Ab-3-2--------3---------3-2--------3--------
Eb---------------------------------------------
Bacha (Orkiestra Dni Naszych)
Gdy idziesz ulicą,
Każdy się zachwyca,
Ty jesteś jak ze snu.
Twoje oczy ładne
Nogi takie zgrabne
Chciałbym zobaczyć znów.
  
Bacha, Bacha ale z ciebie lacha
Cała nasza wiocha bardzo ciebie kocha.
 
Stałem sobie w dresie
Tuż przy PKS-sie
Papieros w ręku gasł
Wtedy cię ujrzałem
Cały skamieniałem
Oślepił mnie twój blask.

Dowiedziałem się ja,
Że chcesz za Macieja
Co se do miasta zwiał.
Biore brony, kosę
I na droge niosę
Bede cię blokował.
e
e
C D G
e
e
a H7 e

e C G
a e H7 e
Whisky (Dżem)
 G     Cadd9    G     Cadd9  G     Cadd9    G   Cadd9
Mówią o mnie w mieście: co z niego za typ
Wciąż chodzi pijany, pewno nie wie co to wstyd
D Am
Brudny niedomytek, w stajni ciągle śpi
C G Am D
Czego szuka w naszym mieście
C G Am D
Idź do diabła mówią ludzie
G Cadd9 G Cadd9
Ludzie pełni cnót } x2

Chciałem kiedyś zmądrzeć i po ich stronie być
Spać w czystej pościeli, świeże mleko pić
Naprawdę chciałem zmądrzeć, po ich stronie być
Pomyślałem więc o żonie
Aby stać się jednym z nich
Stać się jednym z nich } x2

Miałem na oku hacjendę, wspaniałą mówię wam
Lecz nie chciała tam zamieszkać żadna z pięknych dam
Wszystkie śmiały się wołając, wołając za mną wciąż
Bardzo ładny frak masz Billy
Ale kiepski byłby z ciebie
Kiepski byłby mąż } x2

Whisky moja żono, jednak tyś najlepszą z dam
Już mnie nie opuścisz, nie, nie będę sam
Mówią whisky to nie wszystko, można bez nie żyć
Lecz nie wiedzą o tym ludzie
Że najgorzej w życiu to
To samotnym być } x2

F Cadd9 G Cadd9 G Cadd9 G Cadd9
Nie chcę już, nie chcę już
Samotnym być nie, nie
Nie nie o nie
Zabiorę Cię właśnie tam (Kancelaria)
Zabiorę Cię właśnie tam gdzie jutra słodki smak
Zabiorę Cię właśnie tam gdzie słońce dla nas wschodzi
Zabiorę Cię właśnie tam gdzie wolniej płynie czas
Zabiorę Cię właśnie tam gdzie szczęściu nic nie grozi

Dość mam już pustych dni i świąt których nie było
Między nami jest coś, nie zaprzeczaj mi
Tyle mogę Ci dać, solą życia jest miłość
Boisz się wielkich słów, to nie wstyd

Zabiorę Cię właśnie tam gdzie jutra słodki smak
Zabiorę Cię właśnie tam gdzie słońce dla nas wschodzi
Zabiorę Cię właśnie tam gdzie wolniej płynie czas
Zabiorę Cię właśnie tam gdzie szczęsciu nic nie grozi

Czekam na jeden gest, wiara jest moją siłą
Jestem pewien, że wciąż potrzebujesz mnie
Dzień przemija za dniem, znów nam siebie ubyło
Życie zbyt krótko trwa więc zdecyduj się

Dość mam już pustych dni i świąt których nie było
Między nami jest coś, nie zaprzeczaj mi
Tyle mogę Ci dać, solą życia jest miłość
Boisz się wielkich słów, to nie wstyd

Zabiorę Cię właśnie tam gdzie jutra słodki smak
Zabiorę Cię właśnie tam gdzie słońce dla nas wschodzi
Zabiorę Cię właśnie tam gdzie wolniej płynie czas
Zabiorę Cię właśnie tam gdzie szczęsciu nic nie grozi
C G a F
C G a F
C G a F
C G a F

F C G a
F C G
F C G a
F C G
Lubię mówić z Tobą (Akurat)
Kiedy z serca płyną słowa
Uderzają z wielką mocą
Krążą blisko wśród nas ot tak
Dając chętnym szczere złoto

I dlatego lubię mówić z Tobą
I dlatego lubię mówić z Tobą

Każdy myśli to co myśli
Myśli sobie moja głowa
Może w końcu mi się uda
Wypowiedzieć proste słowa

I dlatego lubię mówić z Tobą
I dlatego lubię mówić z Tobą
cis E
H cis
cis E
H cis

cis E H cis
cis E H cis
 
e-------------|-------------|-------------|--------------|
h-------------|-------------|-------------|--------------|
g-6-6---------|-4-4---------|-6-6---------|-4-4----------|
d-6-6-4-2-1-2-|-4-4-4-2-1-2-|-6-6-4-2-1-2-|-4-4-1-2-1----|
a-4-4---------|-2-2---------|-4-4---------|-2-2-------4--|
e-------------|-------------|-------------|--------------|
Dzień dobry kocham Cię (Strachy na Lachy)
Bo chodzi o to by od siebie
nie upaść za daleko
Jak te dwa łyse kamienie nad rzeką
Chodzi o to
By pierwsze chciało słuchać
Co mu to drugie
powiedzieć chce do ucha:
Że po mej głowie ?
czasem się ich boje -
Chodzą słowa nie do powiedzenia...
Nie-do-powiedzenia

Dzień dobry
Kocham cię
Już posmarowałem tobą chleb
Dzień dobry
Kocham cię
Nie chce cię z oczu stracić więc
Jeszcze więcej dzień dobry
Kocham cię
Podzielimy dziś ten ogień na dwoje
Dzień dobry
Kocham cię
To zapyziałe miasto niech o tym wie

Tu chodzi o to by od siebie
nie upaść za daleko
Kiedy długo drugie
nie widzi pierwszego
Bo gdy siedzi człek samemu
z czarnymi myślami
Człowiek rzuca słuchawkami
Rzuca słuchawkami

Bo chodzi o to by od siebie
nie upaść za daleko
Nawet jeśli czasem między nami wykipi mleko
Choćbyś nawet i wieczorem zasypiała zdołowana
Chciałbym ci zaśpiewać z rana
Móc ci zaśpiewać z rana
Kochana...

Dzień dobry
Kocham cię
Już posmarowałem tobą chleb
Dzień dobry
Kocham cię
Nie chce cię z oczu stracić więc
Jeszcze więcej dzień dobry
Kocham cię
Podzielimy dziś ten ogień na dwoje
Dzień dobry
Kocham cię
To zapyziałe miasto niech o tym wie
Dzień dobry
Kocham cię
Już posmarowałem tobą chleb
Dzień dobry
Kocham cię
Nie chce cię z oczu stracić więc
Jeszcze więcej Jeszcze więcej Jeszcze więcej
DZIEŃ DOBRY
Kocham cię
Podzielimy dziś ten ogień na dwoje
Para-twoje
para-moje
Onomatopeiczne
Paranormalne
Paranoje
Dwoje

D fis








D E fis

Hej kobieto (Figazmakiem) (Starchy na Lachy)
Ona dla zasady nie całuje w usta mnie
Zawsze kiedy śmierdzę wódką
Chociaż często sam kiedy nie widzi nikt
Umie nawalić się aż smutno
Bez łez i złudzeń i bez prawa veta
Między językiem a śliną
Między pierwszym skurczem a dobrym dreszczem
Gdzieś między karą a winą

Hej po co ten płacz...
Hej kobieto, po co ten płacz...

Ona tak naprawdę tylko wtedy dobrze czuje się
Tylko wtedy, kiedy robi to z kimś ważnym
-firanki na duszę-
Na nocnym stoliku leżą brulion i guma
Starczy miejsca na miłość i sztukę

Hej kobieto po co ten płacz...

Nadchodzi taki moment jest taka chwila
Pewnie znów zaraz zatrzęsie się ziemia
-stoi głupiec z łukiem-
Jeśli naprawdę jest taka jak o niej mówią
Zawsze przedtem ściąga z szyi łańcuszek

Hej kobieto po co ten płacz...

Nadchodzi taki moment
Jest taka chwila
Teraz wiem chyba teraz rozumiem...
Te wszystkie ciche dni te wszystkie głuche telefony
Te wszystkie ciche dni te wszystkie głuche telefony
Te wszystkie ciche dni te wszystkie głuche telefony
Śpię spokojnie, jak dziecko śpię
Wiem, że to od niej
G D e C
Damy radę (HappySad)




Będą lata tłuste i gorące
Ale też nieklejące sie wcale
Poprzecinane deszczem
Pozalepiane żalem

Ale trzymajmy się razem
Ale kochanie damy radę
Ale trzymajmy się razem ale
Ale nigdy nie każ mi wybierać
I nigdy nie każ mi wybierać
I nigdy nie każ mi wybierać
Bo jeszcze wybiorę źle

Będą dni pachnące wrzosem
Ale też noce nieprzespane wcale
Poprzerywane wrzaskiem
Pozaszywane niedopasowaniem

Ale trzymajmy sie razem
Ale kochanie damy radę
Ale trzymajmy sie razem ale
No ale nigdy nie każ mi wybierać
I nigdy nie każ mi wybierać
I nigdy nie każ mi wybierać
Bo jeszcze wybiorę źle
Bo jeszcze wybiorę źle

Damy radę

Ale trzymajmy sie razem
Ale kochanie damy radę
Ale trzymajmy sie razem ale
Ale nigdy nie każ mi wybierać
I nigdy nie każ mi wybierać
I nigdy nie każ mi wybierać
Bo jeszcze wybiorę źle
a a a a G a
d d d d G G
a a a a G E

a F a F
a F C E
a F a F
a F C E

a F C E
a F C E
a F C E
a a a a G a
a a a a G a
a a a a G a
d G a a a a G E
Łydka (HappySad)

Nie puszczę cię
Nigdzie sama stąd nie pójdziesz
Zostaniesz tu
Ja będę czekał aż uśniesz

Będę czekał aż uśniesz x2

Ale to nie wszystko

wyspowiadasz się
jeszcze przed snem chce cię mieć czystą x2

ale to nie wszystko

wydrylujesz śliną mnie
otoczysz sprężystą łydką x2

ale to nie wszystko

upadniemy razem tak
jak jeszcze nigdy nisko x2

ale to nie wszystko

bo zanim zgasną resztki dnia
zanim anioły się przyśnią
zanim nasze ciała wyschną

powtórzymy wszystko, wszystko

wyspowiadasz się
jeszcze przed snem chce cię mieć czystą

wydrylujesz śliną mnie
otoczysz sprężystą łydką

upadniemy razem tak
jak jeszcze nigdy nisko x2


najniższa struna 7-7-7-7-5-2-3-2-0-0-2 2x
struna wyżej 5-5-5-3-3-3-2-2-2-2-0-2 2X (uła uła)

najniższa struna
7-7-7-5-3-2-0-0-0-2-0-7-7-7-5-3-2-0-
0-0-2-0-2-2-2-3-5-7-2-2-2-3-5-7-7-7-7


Nie puszczę cię
Nigdzie sama stąd nie pójdziesz
Zostaniesz tu

Ja będę czekał aż uśniesz
Będę czekał aż uśniesz x4

h A D
D Fis h
h A D
D A h

D A h

Fis h

D A h
D A h

Fis h

D A h
D A h

Fis h
Słońce (HappySad)
i nie chodzi mi o wojnę
nie to że bucha ogień a ty spisz spokojnie
nie to że nie rusza cię deszcz gumowych kul
ni spacer drogą pośród minowych pól
minowych

no ale kiedy mówisz do mnie słońce
traktuję to co nieco opacznie
ty jesteś jednym a ja drugim końcem
daleko nam do siebie strasznie


i nie chodzi mi o spokój
nie to że trzeszczą ci brwi kiedy wszystko wokół śpi
nie to że twe myśli dalekie od mych rąk
jak iskra nieboża pośród zakurzonych ksiąg
zakurzonych

i kiedy mówisz do mnie słońce
traktuję to co nieco opacznie
ty jesteś jednym a ja drugim końcem
daleko nam do siebie strasznie

daleko nam do siebie strasznie
daleko nam do siebie strasznie
a e d G



d G

a e
a e
C G a e
d e
a e a d a e
Na jednej z dzikich plaż (Rotary)
Samochód w deszczu stał,
radio przestało grać,
dotknąłem kolan twych,
nie liczyliśmy gwiazd...

Lubiła tańczyć pełna radości tak,
ciągle goniła wiatr.
Spragniona życia wciąż zawsze gubiła coś,
nie chciała nic.
Nie rozumiałem, kiedy mówiła mi:
"Dzisiaj ostatni raz
zatańczmy, proszę, tak, jak gdyby umarł czas"...
Mówiła mi...

Mieliśmy wiecznie trwać
Na jednej z dzikich plaż
Chciałem ze wszystkich sił
Pozostać z tobą tam
Lubiła tańczyć
Mówiła mi...
C a




F G
C e7 a
F G
W taką ciszę (Universe)
Nie o uśmiech mi chodzi, bo się śmiałaś nieraz,
Ale o to co kiedyś otworzyło się w nas.
Coś co przyszło tak szybko i przeszło jak wiatr,
Czego właśnie najbardziej mi brak.

Przychodziłem co wieczór posłuchać Twoich płyt,
O miłości w ogóle nie mówiliśmy nic.
Wyjechałaś tak nagle, cichutko jak mysz,
Zostawiłaś swój adres i list.

Ref. W taką ciszę wszystkie gwiazdy na niebie wyliczę,
Ciebie wołam, ale cisza i pustka dookoła.

Jesteś moim aniołem, miłością bez dna,
Jesteś moją boginią, którą widzę co dnia.
Jakże długo mam czekać, jak prosić Cię mam,
Każesz trwać w niepewności, więc trwam.

Ref. W taką ciszę...

Choć dostaję Twe listy i zdjęć pare mam,
Żyję jak grzeszny anioł w tłumie, lecz sam.
Jeszcze tli się nadzieja, że spotkamy się znów,
Do księżyca się śmiejąc przywołuję Cię - wróć!

Ref. W taką ciszę...
C e
F G
Kocham cię jak Irlandię (Kobranocka)
Mieszkalas gdzies w domu nad Wisla
Pamietam to tak dokladnie
Twoich czarnych oczu bliskosc
Wciaz kocham Cie jak Irlandie

A Ty sie temu nie dziwisz
Wiesz dobrze co bylo by dalej
Jakbysmy byli szczesliwi
Gdybym nie kochal Cie wcale

I przed szczesciem zywisz obawe
Z nadzieja, ze mi ja skradniesz
Wloke ten bol przez Wloclawek
Kochajac Cie jak Irlandie

A Ty sie temu nie dziwisz...

Gdzies na ulicy fabrycznej
Spotkac nam sie wypadnie
Lecz takie sa widac wytyczne
By kochac Cie jak Irlandie

A Ty sie temu nie dziwisz...

Czy mi to kiedys wybaczysz
Dzialalem tak nieporadnie
Czy to dla Ciebie cos znaczy
Ze kocham Cie jak Irlandie

A Ty sie temu nie dziwisz...
C e
G7 d / a d
B F
C G

C e
G7 d / a d
B F
C G C
Oprócz (Golden Life)

Kiedy jestem sam
Przyjaciele są daleko, daleko, ode mnie, ode mnie
Gdy mam wreszcie czas dla siebie

Kiedy sobie przypominam
Dawne dobre czasy
Czuję się jakoś dziwnie, dzisiaj noc jest czarniejsza

Oprócz błękitnego nieba
Nic nam dzisiaj nie potrzeba

Gdzie są wszystkie dziewczęta
Które kiedyś tak bardzo, tak bardzo kochałem, kochałem
Kto z przyjaciół pamięta, ile razy dla nich przegrałem

W gardle zaschło mi
I butelka zupełnie, zupełnie już pusta, już pusta
Nikt do drzwi już dzisiaj nie zapuka

Oprócz błękitnego nieba ...

Oprócz drogi szerokiej, oprócz góry wysokiej
Oprócz kawałka chleba, oprócz błękitu nieba
Oprócz słońca złotego, oprócz wiatru mocnego

Oprócz błękitnego nieba ...
e7 e6 e7 e6
e D
H7 C D
H7 e





C D e
Babę zesłał Bóg (Renata Przemyk)
Babę zesłał Bóg
Raz mu wyszedł taki cud
Babę zesłał Bóg
Coś innego przecież mógł
Żeby dobrze zrobić wam
Żeby dobrze zrobić wam
Babę zesłał Pan

Bóg też chłopem jest
Świadczy o tym jego gest
Bóg też chłopem jest
Tak jak swing i blues i jazz
Żeby z baby ciągle drwić
Żeby z baby ciągle drwić
Trzeba chłopem być

Bóg ci zesłał mnie
Byś miał kogoś w noc i dzień
Bóg ci zesłał mnie
I sie z tego tylko ciesz
Z woli nieba jestem tu
Z woli nieba jestem tu
Więc się do mnie módl
a
a
d
a
F E
F E
a
Zielone szkiełko (Robert Kasprzycki)
Stoję na słońcu łapię w palce czas - nitki babiego lata.
Patrzę na świat przez szkło bez krat - przez dno butelki.
Włosy rozwiane głaszczą mi twarz,
świat jest bez końca zielony,
człowiek na słońcu to właśnie ja - a może nie człowiek.

Leżę na ziemi wdycham zapach traw - obłoki skłębione.
Zielone szkiełko całą prawdę zna - wie dokąd idę schylony.
Palce mi ziębną gdy przyjdzie świt,
nie wiem od rosy czy wstydu.
Człowiek na ziemi to właśnie ja - a może człowieka widmo.

Lecę gdzieś w przepaść widzę czarne dno,
słyszę jak krew stygnie w żyłach.
Spływa po twarzy powietrza prąd - to cel mnie znalazł i wybrał.
Znalazłem drogę, którą chcę
przejść aż na drugą snu stronę,
zielone szkiełko przecina dłoń - spadam na ziemię jak promień
D G A D / G A
D G A D / G A
G h G A
G A
G D C A - D
Niebo do wynajęcia (Robert Kasprzycki)
Na tablicy ogłoszeń pod hasłem "lokale"
Przeczytałem przedwczoraj ogłoszenie ciekawe
Na tablicy ogłoszeń fioletowym flamastrem
Ktoś nabazgram słów kilka, dziwna była ich treść

Niebo do wynajęcia
Niebo z widokiem na raj
Tam gdzie spokój jest święty
No i święci są pańscy
Szklanką herbaty
Poczęstuje cię Pan

Pomyślałem "to świetnie" takie niebo na ziemi
Grzechów nikt nie przelicza nikt nie szpera w szufladzie"
Pomyślałem "to świetnie" i spojrzałem na adres
Lecz deszcz rozmył litery i już nie wiem gdzie jest

Niebo ...

Gdy wróciłem do domu gdzie się błękit z betonem splata
W Babel wysoki sięgający do chmur
Zaparzyłem herbatę w swym pokoju nad światem
Myśląc "nic nie straciłem pewnie tak jest i tam"

Niebo ...
a E a E a e
a E a E a e
d d6 d d6 a e
a E a E a e

d d6 d E a E a E G a
d d6 d E a E e a e
d d6 G
d d6 a E a E
d d6 D
E a E a a e
Ja nie śpię, ja śnię (Robert Kasprzycki)
nie słyszę głosu nie dotykam nie dotyczę was
czas zastygł w szklance z niedopitą herbatą
patrzę na świat zza szyb widzę coraz mniej
wielkie problemy są teraz takie małe

nie słyszę głosu nie dotykam nie dotyczę was
i pogubiłem wszystkie słowa klucze
powycierały się zbyt często używane
już nie otworzę nimi żadnych serc i żadnych bram

ja nie śpię
ja nie śpię
ja śnię

nie słyszę głosu nie dotykam nie dotyczę was
twarz chowam w dłoniach nie nie będę płakał
czy widzieliście kiedyś kamień gdzieś na samym dnie
głębokiej rzeki dawno nie byłem tak

ja nie śpię
ja nie śpię
ja śnię
E E7+ A
E E7+ A
E E7+ A
E E7+ A






H A E
H A E
H A Fis A / Fis / A

Tylko ty i ja (Robert Kasprzycki)
Wystarczy tylko zamknąć drzwi wyrzucić zbędny klucz,
puścić muzykę głośniej i zapomnieć o tym głupim świecie,
a potem gdy już tylko ty i kiedy tylko ja
będziemy mogli razem być aż do białego dnia.

Raz, dwa, trzy, pięć - mocniej obejmij mnie
trzy, pięć , sześć, dwa - kochaj mnie jeszcze raz.

Za oknem już szarzeje świt, porannej kawy smak.
W radiu podano " właśnie dziś ktoś obrabował bank",
lecz moim bankiem jesteś ty, a twoim jestem ja,
prędzej skradnijmy z siebie więc ile się tylko da.

Raz, dwa, trzy, pięć...

Szczęście niestety kończy się i mija weekend nasz.
Trzeba zwyczajny zacząć dzień, przeczekać aż się znowu zdarzy
taki jak ten sobotni dzień, inny niż wszystkie dni,
kiedy spotkamy znowu się i znów zamkniemy drzwi.
h E A Fis
h E A Fis
h E A Fis
h E A Fis

A E A D / A E A
A E A D / A E A
Mam wszystko jestem niczym (Robert Kasprzycki)
Jestem taki szczęśliwy bo niczego mi nie brak
może poza nieszczęściem żeby w szczęście je zmienić
jestem taki radosny bo niczego mi nie brak
może poza rozpaczą bym mógł szczęście docenić

Mam wszystko jestem niczym

Mam dom pełen wiatru rudy płomień na dachu
nie ma ścian pętla zwisa z sufitu na haku
mam litr wódki i bułkę i trującą ampułkę
i w kieszeni mam garście niepotrzebnych miedziaków

Mam wszystko jestem niczym

Pełno we mnie złej śmierci co oczami wypływa
i kołuje jak ptaki nim je deszcz spłucze z nieba
i czasu mam zbyt wiele żeby z czasem coś zrobić
więc się z nudów zabijam nic mi więcej nie trzeba

nic mi więcej nie trzeba
mam wszystko jestem
h / A A / Fis
Zapiszę śniegiem w kominie (Robert Kasprzycki)
A jeśli zabraknie na koncie pieniędzy
i w kącie zagnieździ się bieda
po rozum do głowy pobiegnę niech powie
co sprzedać by siebie nie sprzedać

Zapiszę śniegiem w kominie
zaplotę z dymu warkoczyk
i zanim zima z gór spłynie - wrócę
zapiszę śniegiem w kominie
warkoczyk z dymu zaplotę
i zanim zima z gór spłynie - wrócę
i będę z powrotem

A jeśli nie znajdę w swej głowie rozumu
to paszport odnajdę w szufladzie
zapytam go może - on pewnie pomoże
poradzi jak sobie poradzić

A jeśli zabraknie ci w sercu nadziei
bo powrót jest zawsze daleko
przypomnij te słowa zaśpiewaj od nowa
bym wiedział że ktoś na mnie czeka
D A G D
D A G
D A G D
D A G

D A
h fis
G D A
D A
h fis
G D A
G A D
Na do widzenia (Robert Kasprzycki)
Już nie wyjdziemy z tego ogrodu
klamka zapadła w głęboki sen
nic już nie widzę z wysokich schodów
schodzi do ciebie niebieski cień

Nigdy nie mogłem sobie przypomnieć
tego co jeszcze nie stało się
tego co we mnie zostanie po mnie
zanim powieki przysypie śnieg

Nie zabieraj mi - na do widzenia
tamtych kilku chwil nie zamieniaj

Jeśli naprawdę kiedyś nadejdziesz
panie obłoków ptaków i szkła
zabierz mi wszystko co tylko zechcesz
zabierz mi wszystko niewiele mam

Lecz nie zabieraj mi na do widzenia
tamtych kilku chwil nie zamieniaj

Ten który pierwszy rzucił kamieniem
nie był bez winy pamiętam smak
kolor ucieczki przed własnym cieniem
pamiętam teraz czego mi brak

Więc nie zabieraj mi na do widzenia
tamtych kilku chwil nie zamieniaj
może będę mógł z nich zbudować
całkiem inny świat inne słowa
h G D A
h G D a
h G D A
h G D C

h G d A
h G D A
h G D A
h G D A

G D A h x 2
G D A h x 2